Rzeźba, ustawiona w nocy z wtorku na środę przy Waterloo Place, niedaleko Pałacu Buckingham, przedstawia odzianego w garnitur mężczyznę schodzącego z cokołu, z nogą zawieszoną w próżni półkroku i twarzą, którą przysłania ciężar dzierżonej w dłoni flagi.
Poniżej podpis: Banksy. Nieuchwytny artysta uliczny, którego nie trzeba przedstawiać, od blisko trzech dekad korzystający z ulicy niczym płótna i partyzancko rzucający systemowi wyzwania niewygodnego komentarza. Według opinii publicznej – coś między wandalem a enigmatycznym geniuszem, któremu maska anonimowości pozwoliła przez lata zbudować podwaliny pod własną legendę. Zaczynający w Bristolu jako jeden z weteranów lokalnej sceny graffiti, dzięki celności politycznych stencili ugruntował swoją pozycję również w mainstreamie. Jego twórczość to nie tylko seria murali i instalacji, ale też konsekwentna gra z establishmentem – balansowanie na granicy legalności, taka wyrachowana igraszka z prawem, co stało się integralną częścią jego prowokacyjnego języka. Zawsze w tym samym tonie – antywojennym, antysystemowym i antykapitalistycznym.
Posąg pierwszy raz dostrzeżono w środę, natomiast dzień później na Instagramie artysta oficjalnie przyznał się do jego autorstwa, publikując nagranie z procesu nocnej instalacji. Załączono w nim komentarz przypadkowego przechodnia – „Nie, nie podoba mi się”. Rzeźba stanęła w sąsiedztwie króla Edwarda VII oraz pionierki nowoczesnego pielęgniarstwa, Florence Nightingale.
Choć znany jest przede wszystkim ze swoich konsekwentnie celnych graffiti, tworzył już wcześniej rzeźby – w tym jedną zatytułowaną „Pijak”, która stanęła na Shaftesbury Avenue w londyńskim West Endzie w 2004 roku. Była to przewrotna reinterpretacja Rodinowskiego „Myśliciela” i została usunięta krótko po jej pojawieniu się w przestrzeni publicznej.
Koniec legendy anonimowości?
Tożsamość artysty to od lat przedmiot spekulacji i medialnych dyskursów. W połowie marca 2026 roku agencja Reuters opublikowała rozbudowany reportaż, w którym rzekomo, po dogłębnym śledztwie, wskazano imię i nazwisko twórcy. A właściwie dwa nazwiska – według ustaleń agencji Banksy miał w 2008 roku zmienić personalia z Robina Gunninghama na Davida Jonesa. Menedżer artysty zaprzeczył tym doniesieniom.
Przez lata powracała też na światło dzienne teoria, że Banksy to Robert Del Naja, frontman Massive Attack, jednak – jak podkreśla Reuters – nie znajduje ona faktycznego oparcia w dowodach, chociaż sam muzyk miał towarzyszyć artyście przy realizacji niektórych prac, m.in. w Ukrainie. To właśnie ten projekt stał się jednym z punktów wyjścia do rozpoczęcia dziennikarskiego śledztwa, ponieważ odtwarzając ścieżkę Gunninghama, m.in. jego wizyty w Ukrainie i policyjnego aresztowania w Nowym Jorku w 2000 roku, według BBC News – miał on rzekomo podpisać się własnym nazwiskiem.
Czytaj także
Agencja wspomniała, że rozważała sens publikacji nazwiska, jednak ostatecznie uznała zasadność tego pomysłu ze względu na wysoką ingerencję postaci Banksy'ego w puls miejskiego krajobrazu i kształtowanie odbioru otaczającej nas rzeczywistości. Jego prawnicy zdementowali doniesienia, dodając, że artysta zmienił nazwisko dekady temu, celowo wymazując poprzednią tożsamość (a może tożsamości?).
„Nigdy go nie znajdziecie” – powiedział były menadżer Banksy’ego, Steve Lazarides, a w tej pogoni za duchem mit anonimowości artysty pozostaje wciąż, po staremu, nienaruszony.



