Dziennikarze Reutersa przeprowadzili śledztwo, w którym rzekomo odkryli tożsamość najbardziej znanego graficiarza na świecie. Ale dlaczego tak bardzo zależy nam na wiedzy, kto stoi za dziewczynką z balonikiem?
W ciągu ostatnich 500 lat relacja między sztuką a jej twórcą stała się ściśle powiązana, a artyści stali się równie ważni, jeśli nie ważniejsi, niż ich dzieła. Głosy, że ktoś jest złym człowiekiem, więc nie powinniśmy konsumować tego, co tworzy, przeplatają się z tymi, które sugerują „oddzielanie sztuki od artysty”. Dla obu stron ważna jest jednak ta sama kwestia – tożsamość.
Prowokuje, krytykuje przemoc i emanuje miłością. Banksy w swoich pracach nie oszczędza nikogo. Mona Lisa trzymająca wyrzutnię rakietową lub pokazująca tylną część ciała, miś panda z dwoma pistoletami, królowa angielska z piorunem na twarzy czy Steve Jobs wałęsający się z workiem zarzuconym na ramię to tylko niektóre z jego realizacji. Jako najbardziej znany graficiarz cieszy się jednak pewnymi przywilejami – co bulwersuje współartystów.
Co wiemy o tożsamości ulicznego artysty
Już od wielu lat w środowisku artystycznym panuje absolutne przekonanie, że Banksy mieszka w Wielkiej Brytanii, w Bristolu (co sam potwierdził). Pierwsze spekulacje dotyczące jego tożsamości pojawiły się natomiast w lipcu 2008 roku, kiedy dziennikarz „The Mail on Sunday” wskazał Robina Gunninghama.
Po kilku latach sprawą zainteresowali się też naukowcy z Queen Mary University w Londynie, którzy używając technik policyjnych, potwierdzili, że miejsca, w których pojawiały się prace Banksy'ego, zgadzają się z miejscami pobytu Gunninghama. Teraz Reuters, który podjął śledztwo, dołożył do dowodów informację, że Robin po publikacji wcześniejszych śledztw zmienił personalia na David Jones.
Spekulacje oparte są nie tylko na zbieżności lokalizacji artysty z powstającymi graffiti, ale też na relacjach z innymi artystami i pozwach sądowych, w których jego nazwisko widnieje przy oznaczeniu „oskarżony”.
Tylko dlaczego usilnie próbujemy dowiedzieć się, czyja twarz stoi za anonimową sztuką?
Reuters, uzasadniając swoje śledztwo, oświadczył, że „opinia publiczna jest głęboko zainteresowana zrozumieniem tożsamości i kariery postaci o głębokim i trwałym wpływie na kulturę, przemysł artystyczny i międzynarodowy dyskurs polityczny”.
Artyści decydują się na anonimowość z wielu powodów – bezpieczeństwo czy zachowanie prywatności to tylko najbardziej oczywiste z nich. Anonimowość często podbija też przekaz, za którym w swoich pracach optują artyści. Pozwala skupić się na dziele, a nie tym, kto je stworzył – przynajmniej w teorii. Bo dawno nie było o Banksym tak głośno, jak teraz, po śledztwie Reutersa. Śledztwie, które notabene nie było tak przełomowe, jak sugerują clickbaitowe tytuły artykułów na ten temat.
Banksy, który 20 lat temu był symbolem buntu, mazał po murach Bristolu i uciekał przed policją, nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, którego twórczość zobaczymy na aranżowanych wystawach w komercyjnych przestrzeniach.

