Spójrzmy prawdzie w oczy: gdyby dziś jakaś artystka wydała album, czerpiący garściami z kultury japońskiej, to musiałaby zmierzyć się z ogromną krytyką oraz spróbować uniknąć skancelowania.
Super kawaii
W 2004 roku ukazał się album Gwen Stefani „Love. Angel. Music. Baby”, a niedługo później gwiazda wypuściła linię Harajuku Mini we współpracy z siecią Target, a także zapach „Harajuku Lovers”. Flakony inspirowane były... formacją taneczną „Harajuku Girls”, która występowała z nią na koncertach oraz pojawiła się w takich klipach jak „What You Waiting For?”, „Rich Girl”, „Hollaback Girl” czy „The Sweet Escpae”. Nazwy sceniczne dziewczyn powstały od nazwy albumu (Love, Angel, Music, Baby).

fot. Teniza via WikiCommons
10 lat później gwiazda wyprodukowała serial animowany „Kuu Kuu Harajuku”. Produkcja śledziła losy grupy muzycznej HJ5, która walczy ze złem. W tym samym roku Stefani powróciła z singlem „Baby Don't Lie”. Wówczas dziennikarka „Time” napisała artykuł, w którym zażądała od niej przeprosin.
Mimo to artystka, nieprzejęta krytyką, dalej chętnie inspirowała się innymi kulturami. W zeszłym roku ponownie została oskarżona o przywłaszczenie kulturowe, po tym, jak wystąpiła w klipie Seana Paula do kawałka „Light my fire”. Tym razem chodziło o kulturę afroamerykańską.
Dziwaczny wywiad dla „Allure”
Ostatnio Stefani udzieliła wywiadu „Allure” z okazji premiery swojej nowej wegańskiej marki kosmetycznej GXVE Beauty. Podczas rozmowy artystka została zapytana o to, czego nauczyła się podczas swojej Harajuku Era i czy wyciągnęła jakiegoś wnioski. Stefani jednak twardo obstawała przy swoim, twierdząc, że nie zrobiła nic złego.
Gwiazda wyznała, że miłością do japońskiej kultury zaraził ją ojciec, który przez 18 lat pracował dla firmy Yamaha i często podróżował do Japonii. Gdy Stefani była już dorosła, pojechała do Japonii, aby zobaczyć Harajuku na własne oczy.
Następnie wyjaśniła, że uważa się za „super fankę”, a jej relacja z Japonią jest „niewinna”.
Oliwy do ognia dolał fakt, że wywiad w „Allure” przeprowadziła Jesa Marie Calaor, azjatycka dziennikarka, mieszkająca w Ameryce. „Zazdroszczę każdemu, kto twierdzi, że jest częścią tej energetycznej, kreatywnej kultury, ale może uniknąć tej części, która jest przerażająca i nieprzyjemną” – skomentowała Calaor, wspominając nieprzyjemne sytuacje, które spotkały ją ze względy na jej pochodzenie.
Podczas rozmowy Stefani dwukrotnie stwierdziła, że jest Japonką. Innym razem powiedziała, że jest „częściową dziewczyną z Orange County, częściowo Japonką i częściową Angielką”. Następnego dnia reprezentant gwiazdy skontaktował się z redakcją, twierdząc, że dziennikarka źle zrozumiała Stefani. Magazyn poprosił zespół Stefani o świadczenie lub krótką rozmowę, podczas której artystka mogłaby wyjaśnić, co miała na myśli, ale spotkał się z odmową.


