Przedstawiciele handlowi Hermès zobowiązani są do tego, aby najpierw sprzedać chętnym inne produkty marki – z pozwu wynika, że sprzedawcy otrzymują prowizję za każdy sprzedany produkt. Dopiero to daje szansę, ale nie pewność, na zakup torebki Birkin. Konsumenci nie mają możliwości zakupienia torebki ani przez Internet ani w sklepach stacjonarnych, w których nie są one nawet wystawiane. Aby wejść w posiadanie tej kosmicznie drogiej torebki, musimy najpierw zostać uznani za klienta wartego jej zakupu.
Dopiero po wydaniu dziesiątek tysięcy na produkty marki i spędzeniu średnio 5 lat na liście oczekujących możemy spodziewać się telefonu od jednego z przedstawicieli handlowych Hermès z zaproszeniem do prywatnego pokoju, w którym będzie przedstawiona oferowana nam torebka. Warto dodać, że klient nie ma żadnego wpływu na to, jaki model torebki zostanie mu zaproponowany.
Pozywający domagają się sprawiedliwości dla amerykańskich konsumentów, którzy kupili produkty Hermès lub zostali poproszeni o ich zakup w celu zakupienia torebki Birkin. Hermès prowadzi 43 sklepy w USA, z czego osiem w Kalifornii. Powodowie domagają się bliżej nieokreślonego odszkodowania pieniężnego oraz orzeczenia sądowego zakazującego rzekomo antykonkurencyjnych praktyk Hermès. Do całkowitego rozwiązania sprawy jeszcze długa droga.
Nazwa torebki pochodzi od zmarłej w zeszłym roku aktorki Jane Birkin, która uznawana jest za ponadczasową ikonę mody. Dziś torebka Birkin jest symbolem statusu i bogactwa. Jej cena potrafi osiągnąć kwotę nawet 400 tys. dolarów. Torebki są szyte ręcznie, z najlepszych materiałów. Proces pozyskania torebki Birkin ma sprawić, że klienci poczują się wyjątkowo. Jak jednak widać, nie wszystkim się to podoba.