Seria „Hellraiser” zawsze należała raczej do tych filmów, o których mówi się w kontekście przesuwania granic ukazywania ekranowej brutalności. Nowy film nie ucieka od tego kontrowersyjnego dziedzictwa, choć fetyszyzację przemocy wprowadza on na całkiem inne tory. Tam, gdzie Barker jako zadeklarowany homoseksualista lubował się w estetyce BDSM i ogólnej „querrowośći”, Bruckner stawia na bardziej organiczne i groteskowe widoki.
Zamiast skóry, lateksu i ćwieków mamy zatem wyciągnięte na wierzch ścięgna oraz mięśnie, naciągnięte na metalowe druty kawałki ludzkiej skóry i fantazyjnie powycinane na niej wzory. „Hellraiser” A.D. 2022 potrafi naprawdę zaszokować, zniesmaczyć i przerazić tym, co z taką ekscytacją twórcy ukazują nam na ekranie. To prawdziwy festiwal znęcania się, wykręcania i maltretowania ludzkiego ciała, a metaforą całego filmu może być wmontowana w jedną z postaci, groteskowa maszyna stale naciągająca jego nerwy.
W całym tym piekielnym tańcu śmierci odnaleźć się musi Riley (Odessa A’zion), zniszczona przez uzależnienie od prawie wszystkich substancji dziewczyna, w której ręce podstępnie wpada kostka LeMarchanda - układanka w stylu Rubika, która stanowi klucz do mrocznego wymiaru zamieszkiwanego przez Cenobitów. Zostaje ona zmuszona do nie tylko podziwiania całego tego makabrycznego spektaklu, ale również stanie przed pewnymi wyborami, o których nie będę pisał, by nie narażać Was na spoilery.
Jest to jednak dość standardowa fabuła, w której z pozoru słaba i wyniszczona przez życie kobieta musi pokonać wszystkie przeciwności losu, szczególnie te o paranormalnym pochodzeniu. Niestety oprócz takiej właśnie kłaniającej się klasyce horroru lat 80. fabule, nowy „Hellraiser” nie ma do zaoferowania nic więcej. Cały wątek walki z uzależnieniem od narkotyków, idealnie wpisuje się przecież w perwersyjne sprawianie sobie chwilowej przyjemności poprzez zadawanie bólu. Twórcy jednak nie wychodzą poza wypominanie przez postacie będące blisko Riley jej błędów przyszłości w kilku dość miałkich sekwencjach kłótni.
Zastanawiam się jednak, czy wątek taki byłby potrzebny w filmie takim, jak nowy „Hellraiser”? Myślę, że większe wniknięcie w wewnętrzne problemy głównej bohaterki przebudowałoby znacznie strukturę i tempo filmu. Bo to drugie jest tutaj zaskakująco wartkie. Osobiście zdziwiony byłem, kiedy na ekranie co kilka chwil, w fantazyjnej scenie otwierania się bram do innego wymiaru, pojawiali się przerażający Cenobici. Za grosz w tym subtelności, ale to w końcu film o ludziach, z których żywcem zdejmuję się skórę przy pomocy łańcuchów.
Dlatego też ostateczna ocena dla filmu Brucknera w mojej opinii powinna być jak najbardziej pozytywna. „Hellraiser” roku 2022 spełnia po prostu wszystkie obietnice bycia sprawnie nakręconym, przerażającym i jednako fascynującym, co odpychającym horrorem. Starzy fani powinni być w pełni usatysfakcjonowani szacunkiem, z jakim twórcy podeszli do całej franczyzy, nowi widzowie dość szybko dadzą się ponieść temu, co dzieje się na ekranie. Jak już wspomniałem – dzieje się dużo i w taki sposób, że niejednego widza zapewne będą po seansie dręczyć senne koszmary. A chyba tego właśnie oczekujemy od kina grozy?