Rozmawiamy z parami, które bez zastanowienia można nazwać „power couples”. O tym, jak się poznały (cute), o Polsce w wersji 2.0 oraz co by zrobiły, gdyby obudziły się w willi Beyoncé. Jeżeli w 2023 roku przestaliście wierzyć w prawdziwą miłość, odzyskacie nadzieję. W tle naszych rozmów leci piosenka „True love will find you at the end”. PS. Artykuł nie jest sponsorowany przez Tindera.

Patrycja – korposzczur i zbieraczka, ostatnio także vintedziara. W wolnym czasie szuka skarbów w internecie i wrzuca stylówki gwiazd na instagram @y2k_till_i_die.
Lizi – „a queer straight white person of color”, jak sama mówi o sobie. Z Tbilisi w Gruzji, od sześciu lat w Warszawie. Kiedy nie pracuje na dwa etaty, spaceruje.
Jak się poznałyście?
Lizi: To miłość od pierwszego swipe’a na Tinderze. Patrycja napisała do mnie z pytaniem, czy możemy przejść na Instagram. Oczywiście od razu się zgodziłam. Ustaliłyśmy, że spotkamy się w Bistro Eden, moim ulubionym miejscu na Saskiej Kępie, jeszcze w tym samym tygodniu. Patrycja zjawiła się modnie spóźniona w swoim różowym futerku. Obie mamy obsesję na punkcie popkultury i jesteśmy non stop online, więc ani razu nie zapadła niezręczna cisza – rozmawiałyśmy godzinami. Jak na prawdziwą WLW (kobietę kochającą kobiety) przystało, od razu się zakochałam i zaczęłam wyobrażać sobie naszą wspólną przyszłość, zanim upłynęła godzina. Pamiętam, że chciałam ją pocałować, ale się stresowałam. Może warunki też nie były szczególnie romantyczne. Tak czy siak, wiedziałam, że to to, reszta przeszła do herstory.
Patrycja: Lizi od razu BARDZO mi się spodobała. Na pierwszą randkę wybrała urokliwą wegańską knajpkę. Trochę się spóźniłam i wpadłam na nią na schodach po drodze do lokalu, bo zaczęła spacerek w moją stronę. Pierwszym, co ujrzałam, był jej promienny uśmiech. Poczułam nawet promyki słońca na skórze, mimo że była zima. Prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Po jedzeniu poszłyśmy na spacer i do cukierni na deser, a potem poleciałam do domu, bo bardzo się stresowałam i pociłam (chociaż udawałam, że jestem wyluzowana). Po tym spacerze od razu się przeziębiłam i nie mogłyśmy się ponownie spotkać tak szybko, jak chciałyśmy.
Możecie stworzyć Polskę od nowa na innej planecie. Jak wyglądałaby w waszej wersji?
Lizi: To kraj Barbie x Bratz. Naszą prezydentką jest Rihanna, wiceprezydentką – Ice Spice. W Parlamencie zasiadają Zendaya, Phoebe Waller-Bridge, Aubrey Plaza, Chloë Sevigny, Jennifer Coolidge i Malala. Mężczyzn symbolicznie reprezentują Nathan Fielder, Trixie Mattel i Katya. Hymnem narodowym jest „Peppers” Lany Del Rey i Tommy Genesis. W każdą środę cały kraj ubiera się na różowo.
Patrycja: W naszej nowej Polsce byłaby świetna opieka zdrowotna dla kobiet i transaniołków, a kościół byłby w stu procentach oddzielony od państwa. Kłócenie się o nieistotne głupoty i wymyślone problemy byłoby zakazane. Członkowie społeczności LGBTQ+ byliby traktowani jak normalni ludzie. Lepsze płace i biodegradowalny brokat dla wszystkich!
Możecie przywrócić dowolną celebrytkę z lat dwutysięcznych i pokazać jej Warszawę. Opiszcie ten dzień.
Lizi: Wybieram Brittany Murphy <3 Najpierw jemy śniadanie i pijemy kawkę w domu, następnie spacerujemy po całym mieście, po czym idziemy na lunch do lokalu LAS. Może uda nam się złapać jakieś kino pod chmurką albo tańce z płomieniami na Patelni? Noc zakończymy drinkami w Palomie nad Wisłą, tańcząc do afrobeats.
Patrycja: Omg, Brittany… Bez wątpienia świetnie by się z tobą bawiła. Ja chyba wskrzesiłabym Aaliyah i poszła z nią do second handów, na pewno znalazłaby jakieś perełki. Potem mogłybyśmy zjeść jagodzianki i pospacerować. Może polubiłaby koncerty chopinowskie w Łazienkach?
Możecie stworzyć własny letni festiwal muzyczny. Opiszcie każdy szczegół.
Lizi: Miejsce: Fholston (rajska, oceaniczna planeta, na którą elita z „Piątego elementu” jeździła wypoczywać). Line Up: Amaarae, Kaytramine, Britney Spears, Lana Del Rey, PinkPantheress, Missy Elliott, Madonna, Ice Spice i Arca. Klimat: Studio 54 skrzyżowane z dwudziestymi pierwszymi urodzinami Paris Hilton, „Euforią” i Boiler Roomem po pokazie Jacquemusa. Dla kogo? Dla dziewczyn, wszystkich osób LGBTQ+ i niebinarnych oraz dla chłopaków biseksualnych dziewczyn.
Patrycja: Mój festiwal byłby w całości poświęcony raperkom, bo za rzadko przyjeżdżają do Polski! Jak na razie widziałam tylko Nicki i Little Simz… Impreza odbyłaby się na Lotnisku Bemowo albo gdziekolwiek w Warszawie, żebym mogła wskoczyć do autobusu lub metra i wrócić do domu po zabawie. Klimat beztroski, bad bitch energy. Festiwal dla wszystkich dziewczyn oraz ich bliskiego grona. Headlinerkami byłyby Megan Thee Stallion i Doja Cat (RIP Open’er 2022), Missy Elliott oraz Eve. Poza nimi zaprosiłabym artystki takie jak: Coi Leray, Doechii, Saweetie, Latto, Baby Tate, Rico Nasty, Bree Runway, Flo Milli, Princess Nokia, Rubi Rose, Stefflon Don, Kari Faux, La Goony Chonga, Tokischa, Spice, Shenseea, CupcakKe, Cardi B, Ice Spice, City Girls, GloRilla, Lola Brooke, Kaliii, Flyana Boss, Ivorian Doll, Nadia Rose, Lady Leshurr, Monaleo, Big Boss Vette, Lakeyah, Maiya the Don, Gloss Up, Lebra Jolie, Shaybo, Dreezy, Erica Banks… Mogę wymieniać bez końca. Może jeszcze Amaarae, Janelle Monae, Tkay Maidza i FKA twigs, żeby też trochę pośpiewać!
Otrzymujecie w kopercie pięćdziesiąt tysięcy złotych na wydanie do świętowania waszej rocznicy. Co robicie?
Lizi: Nie wracamy do domu z planowanego wypadu do Amsterdamu, a zamiast tego lecimy na Barbados pływać, opalać się i kręcić tyłkami aż wyczerpiemy fundusze.
Patrycja: Mamy już zaplanowany mały wyjazd na rocznicę (trzymajcie kciuki), ale podoba mi się pomysł z wypadem na Barbados… Chciałabym zjeść dojrzałe mango maczane w oceanie według przepisu Rihanny. Oprócz tego bardzo chciałabym polecieć do Japonii z pustymi walizkami, by wypełnić je badziewiem z Hello Kitty, ale to zostawię na inną okazję.


