Polski sejm jest miejscem, gdzie regularnie rozgrywają się dantejskie sceny, jednak podczas debaty na temat projektu „Stop LGBT” politycy i działacze zdołali wyznaczyć nowy szczyt obrzydliwości. Nie zabrakło porównań homoseksualizmu do nazizmu, komunizmu czy faszyzmu. Nie zabrakło też fake newsów czy w końcu najzwyklejszych kłamstw i obelg. W pewnym momencie nie wytrzymał sam wicemarszałek Włodzimierz Czarzasty, który przecież nie jedno już w polskiej polityce widział.
Taka reakcja wicemarszałka nie dziwi. Kasprzak w swojej absurdalnej narracji na temat środowiska LGBT+ posunął się bardzo daleko. By zarysować rzekome zagrożenia jakie ma do Polski sprowadzić ruch LGBT, manipulował faktami i posługiwał się retoryką rodem z lat trzydziestych ubiegłego wieku. Zwracając się do lewej strony sceny politycznej, oznajmił, że powodem samobójstw wśród osób LGBT+ jest brak odpowiedniego leczenia. Prawdopobnie nie przyszło mu do głowy, że jednym z powodów mogą być wypowiedzi i poglądy podobne do tych, które zaprezentował w sejmie.
Normalność według PIS-u
Działacz fundacji Życie i Rodzina nie był jedyną osobą, która uczestniczyła w tym sejmowym festiwalu homofobii. Wtórował mu poseł partii rządzącej Piotr Kaleta. Polityk wyraził swoją tęsknotę za średniowieczem, które uznał za czas normalności.
By wzmocnić swój przekaz poseł PIS posłużył się także ilustracjami rzekomo pochodzącymi z parad równości. Z dumą zaprezentował zdjęcie trzech mężczyzn dzierżących w dłoniach olbrzymie gumowe penisy. Zdaniem polityka PiS miał być to dowód na zepsucie oraz niecne zamiary środowiska LGBT+. Okazało się jednak, że Piotrowi Kalecie brakuje nie tylko empatii, ale także podstawowej wiedzy o weryfikacji informacji. Internauci szybko wychwycili fakt, że poseł zaprezentował w sejmie fotomontaż, a przedstawieni na zdjęciu mężczyźni w rzeczywistości pozowali z karabinami w dłoniach na jednej ze skrajnie prawicowych manifestacji w USA. Być może następnym razem Piotr Kaleta będzie pamiętał, by korzystać z bardziej wiarygodnych źródeł niż memy...
Patologie Kai Godek
W podobnym tonie wypowiadali się także inni politycy obecni na sali, tacy jak Janusz Kowalski, Dobromir Sośnierz czy Robert Winnicki. W końcu głos zabrała także sprawczyni całego zamieszania Kaja Godek.
Głosy wsparcia
Działacze opozycji nie pozostali obojętni na mowę nienawiści dochodzącą z sejmowej mównicy.
Solidarność z osobami nieheteronormatywnymi okazali także posłowie lewicy, którzy podczas kolejnego przemówienia Krzysztofa Kasprzaka odwrócili się do niego plecami. Niektórzy z nich trzymali w rękach tęczowe flagi. Na podobny gest zdobył się także wicemarszałek Czarzasty. Niestety zawieszony przez niego nad mównicą symbol wsparcia dla środowiska LGBT+ został zdjęty, gdy zastąpił go Ryszard Terlecki.
O projekcie „Stop LGBT”
„Stop LGBT” to projekt, który powstał z inicjatywy Fundacji Życie i Rodzina. Jego celem jest przede wszystkim zakazanie demonstracji „propagujących orientację inną niż homoseksualna”, zakaz „kwestionowania małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny” oraz „propagowania aktywności seksualnych dzieci i młodzieży przed ukończeniem 18. roku życia”.
Debata na temat projektu Kai Godek oraz jej współpracowników nigdy nie miałaby miejsca w polskim sejmie, gdyby nie fakt, że poparło go 140 tysięcy Polaków. Podpisy były zbierane m.in. w kościołach.
/tekst: Miłosz Piotrowski/
