Ewolucja seksu na ekranie. Od drobnych sugestii do intymnych koordynatorów
Autor: Agnieszka Sielańczyk
12-03-2025
Przyciemniony kadr. Zbliżenie na twarz, na której maluje się ekstaza. Cięcie do falujących zasłon. Dłonie zaciskające się na prześcieradle. Symboliczne fajerwerki rozświetlające nocne niebo. Te wizualne skróty myślowe, z których niegdyś kino czerpało pełnymi garściami, by zasugerować akt seksualny, dziś wydają się niemal komiczne w swojej naiwności. Jak daleko zaszliśmy od czasów, gdy pocałunek na ekranie wywoływał społeczne oburzenie?
Każda rewolucja potrzebuje swojego kontrruchu. Dla seksu na ekranie był nim słynny Kodeks Haysa – zestaw purytańskich zasad narzuconych amerykańskiemu przemysłowi filmowemu, który przez dekady trzymał w ryzach to, co mogło pojawić się przed oczami widza. Paradoksalnie, te ograniczenia zmusiły twórców do subtelnej gry z widzem, do konstruowania scen opartych na napięciu i sugestii. Seksualność w kinie nie zniknęła – zeszła do podziemia znaczeń i metafor, niczym zakazany owoc, którego smak stał się przez to jeszcze bardziej pożądany.

udostępnij