Sonia Szyc wciela się w rolę 17-letniej Mańki, która niespodziewanie zachodzi w ciążę. Dziewczyna jest outsiderką i ma swój własny świat. Lubi robić rzeczy po swojemu i w tym przypadku również zamierza sobie poradzić bez angażowania osób trzecich. Jej plan zostaje pokrzyżowany, gdy o wszystkim przypadkowo dowiaduje się ojciec, z którym nie utrzymuje kontaktów (Borys Szyc). Ta sytuacja zmusza ich do konfrontacji oraz daje szansę na odbudowanie zepsutych relacji. Przewodniczkami podczas tej drogi są barwne eks kochanki ojca Mańki, do których ten zwraca się o pomoc.
„Jeżeli się nie jest gotowym, żeby być rodzicem, to się nim nie powinno być. A wiesz, skąd to wiem? Z doświadczenia” mówi w pewnym momencie Mańka.
W naszym kraju dyskusja o aborcji kojarzy się z protestami, szokującymi newsami i kontrowersyjnymi wypowiedziami polityków. Jest głośna, radykalna, polaryzująca i często polega na przerzuceniu się inwektywami. Tego nie znajdziecie w „Miało cię nie być”. Sytuacja, w której znalazła się Mańka, zmieniła jej życie na zawsze i zmusiła ją do wejścia w orbitę ojca. To staje się punktem wyjścia do opowiedzenia o ich skomplikowanej relacji. Nie ma tutaj moralizatorstwa, wymądrzania się czy narzucania swojego zdania, jest za to nastoletnia dziewczyna, która nie wie, czy jest gotowa na dziecko i ojciec, który chce pomóc, ale nie do końca wie jak. Nasi bohaterowie mierzą zarówno z nieplanowaną ciążą Mańki, jak i swoją własną relacją. Poznają się, badają grunt, próbują przepracować dawne żale i winy. A to wcale nie jest łatwe.
Cały ciężar historii ciąży na Borysie Szycu i jego córce. Powiedzmy sobie szczerze: kiepski casting położyłby cały film. Obawy były duże, zwłaszcza że dopiero co ucichła dyskusja o nepo babies. O ile Szyc już wielokrotnie udowodnił, że jest świetnym aktorem, tak dla jego córki był to zupełny debiut aktorski. I cóż to za debiut! Gdyby na polskim rynku były tylko same takie debiuty, to przyszłość kina byłaby w bezpiecznych rękach. Na ekranie Sonia Szyc jest absolutnie magnetyczna i charyzmatyczna. Przekonująca, naturalna, niepretensjonalna. Chce się ją oglądać. Oboje zresztą dali fenomenalne, prawdziwe i poruszające występy, które trudno wyrzucić z głowy.
Film „Miało cię nie być” to życiówka. Kino społeczne, stojące żywymi, bolesnymi, pulsującymi emocjami. Sięgające prosto do serca. Wzierające się w pory, dające do myślenia. Sprawiające, że zadajesz sobie pytania. Zmuszające do konfrontacji z niewygodnym — z materią, która jest szara, nieoczywista, daleka od jednoznacznych frazesów o tym, co dobre i złe. To po prostu świetne kino.
„Miało cię nie być” od 27 października w kinach. Zobaczcie zwiastun.