W wieku 57 lat twórca zdobył się na odwagę, by powrócić do swoich korzeni i okresu dojrzewania we włoskiej stolicy, gdy uwięziony w ciele dziewczynki o imieniu Emanuela czuł się chłopcem i żył w tradycyjnym, patriarchalnym systemie.
Crialese przenosi widzów do Rzymu lat 70-tych, choć akcja rozgrywa się w zaledwie kilku lokalizacjach, dlatego nie uświadczymy w „Bezmiarze” wiele piękna starożytnej architektury czy sielskiego życia ulicy. Reżyser skupił się na ukazaniu rodziny - matki Clary (Cruz), jej córki Adriany (Luana Giuliani) oraz dwójki młodszego rodzeństwa, a także przemocowego męża (Vincenzo Amato), który nagminnie zdradza główną bohaterkę. Clara mocno kocha swoje dzieci, stale ucieka z nimi do świata fantazji, by wyrwać się ze złotej klatki, w której ją zamknięto. Adriana z kolei zmaga się z własną tożsamością. Czuje się abominacją, nie rozumie, dlaczego jej umysł i ciało nie przystają do siebie. Jednocześnie posiada silny instynkt obronny matki, na którą patrzy z podziwem. Nie dziwne, ponieważ Penélope Cruz wygląda absolutnie oszałamiająco, nawet przygotowując kolację. Podobnie jednak do córki, Clara jest zupełnie kimś innym na zewnątrz, niż w środku, gdzie skrywa się głęboko nieszczęśliwa kobieta, odstająca od środowiska, w jakim znalazła się jako ekspatka.
Luana Giuliani, mat. prasowe Best Film
Emanuele Crialese nie oferuje rozwiązań problemów. Widz nie wyjdzie z seansu „Bezmiaru” z nowymi wnioskami czy perspektywą. Zdaje się, że reżyserowi zależało głównie na osobistym rozliczeniu się z własnym życiem i ukazaniu rzeczywistości bez ubierania jej w dodatkowy scenariusz. Ukazał przede wszystkim krzywdzące realia konserwatyzmu, który kultywuje silnych i piętnuje wszystko, co odstaje od ogólnie przyjmowanych norm. Przedstawił różne sylwetki ludzi funkcjonujących w tym systemie na co dzień. Finalnie jednak masz tłumić emocje i stać w szeregu, bo nikogo nie obchodzi, co myślisz. Możesz jedynie dostosowywać się do zastanych okoliczności. Jednocześnie seans „Bezmiaru” jest niezwykle przyjemny dla oka, ponieważ zarówno charakteryzacja, jak i kostiumy zasługują tutaj na szóstkę z plusem. „Bezmiar” Emanuela Crialese to samo życie ze świetną grą aktorską w efektownej scenerii. W końcu to Włochy.