W niedzielę 18 sierpnia na szlaku do Morskiego Oka pojawił się nietypowy zaprzęg. Wszystko za sprawą Fundacji Viva! oraz rzeźbiarki Idy Karkoszki, która na Polanę Włosienica przyciągnęła swoją rzeźbę umierającego konia.
Nie wszystkie elementy lokalnego folkloru mają rację bytu w dzisiejszych czasach. Tak jest tymi tradycjami, które szkodzą innym ludziom, środowisku lub zwierzętom. Od wielu lat szczególne kontrowersje budzi popularna tatrzańska atrakcja polegająca na wjeżdżaniu bryczką pod Morskie Oko.
Leniwi turyści może i chcą doświadczyć niezapomnianych górskich widoków, ale już żeby trochę się wysilić i wybrać w Tatry na własnych nogach? Co to, to nie. Każą wwozić się na górę bryczką zaprzężoną w konie, które batem pogania żądny pieniędzy właściciel. I choć mogłoby się wydawać, że dziś już nikt o zdrowych zmysłach nie skusiłby się na taką przejażdżkę, chętnych nie brakuje, a co roku zdarza się co najmniej jedna sytuacja, kiedy zamęczony koń umiera na szlaku. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Ida Karkoszka.

Rzeźba „Impuls” przedstawia umierającego konia, który próbuje wstać. Powstała w 2009 roku w budynku warszawskiej ASP, ale obecną formę przyjęła w 2015 roku. Należy do serii prac, którymi artystka chce zwrócić uwagę na przedmiotowe traktowanie zwierząt.


