Aktywistki zburzyły spokój Julii Przyłębskiej w jej berlińskiej willi
02-11-2020

„Krwawej Julii", jak protestujący okrzyknęli Julię Przyłębską, prezeskę Trybunału Konstytucyjnego, manifestacje też nie ominęły. Nawet, jeśli czas piekła polskich kobiet spędzała relaksując się w swojej berlińskiej willi, gdzie aktualnie mieszka wraz ze swoim mężem ambasadorem. 

Inicjatorami wizyty pod domem Przyłębskich byli Mary Komasa oraz Antoni Komasa-Łazarkiewicz, polska ekipa kolektywu Dziewuchy Berlin. Nim doszło do manifestacji, muzycy wraz z kolektywem spędzili długie godziny na tropieniu posesji ambasadorskiej Przyłębskich, posługując się m.in. zdjęciami willi pochodzącymi z wywiadu oraz informacjami pozyskanymi od przyjaciół goszczących u poprzedniego ambasadora Marka Prawdy. 

Ekipa Dziewuch do Julii Przyłębskiej udała się z arsenałem wieszaków, transparentów z osławionym już hasłem „Wipjerdalatsch" oraz z garnkiem krwawego barszczu, który (nie)szczęśliwym przypadkiem rozlał się przed furtką domu Przyłębskiej. 

Jako że o manifestacji policja dostała cynk zaledwie z dwudziestominutowym wyprzedzeniem, nie zdążono przeprowadzić ewakuacji, a uczestnicy wydarzenia byli świadkami zasuwanych w panice rolet w oknach rezydencji. 

Koniec sielanki, czas na konsekwencje 

Na serii manifestacji Dziewuchy nie poprzestały. Aby osłodzić berlińskie życie „Krwawej Julii", postanowiły zdemaskować ją, rozsyłając ulotki, mówiące jaką figurą w polskiej polityce jest Przyłębska i w jaki sposób bezpośrednio przyczyniła się do odebrania praw kobietom w Polsce. 

alt text

fot. Maciej Soja/Soja Photography

Zorientowany informator dostarczył Dziewuchom adres najbliższych współpracowników prezeski: jej manikiurzystki, fryzjerki, lokalnej parafii, ulubionej restauracji czy handlarza win oraz wszystkich sąsiadów. 

Berlińskie sąsiedztwo Przyłebskiej nie podziela jej postawy, a jej wygodne życia w mieście tolerancji i liberalnej polityki pro-choice w obliczu sytuacji jej rodzinnego kraju wydaje się absurdalnym paradoksem. 

– „W Berlinie nie toleruje się reprezentowanych przez nią postaw. Stoją one w absolutnej sprzeczności ze wszystkim, co to miasto sobą obecnie reprezentuje" – zadeklarowali w rozmowie z OKO.press Mary i Antoni.

Dziewuchy, w rozmowie z serwisem OKO.press mówią także o strachu jaki odczuwają polskie kobiety i o tym, że podobne wrażenia chciały zapewnić Julii, wyrywając ją ze swojego bezpiecznego, pełnego wolnej woli i wyboru świata. 

– „Żeby poczuła strach, który czują w Polsce dziewczyny, kiedy robią test ciążowy i widzą te czerwone kreski, albo gdy lekarz USG mówi, że wie pani, dziecko nie jest zdrowe" – tak w rozmowie z OKO.press Dziewuchy wyjaśniły główny zamysł akcji.

Działania kolektywu Dziewuchy Berlin można obserwować na Instagramie @dziewuchy_berlin

/tekst: Lidia Wielgomas/

udostępnij