Aktywiści Animal Rebellion chcieli zwrócić uwagę na to, że produkcja mięsa jest szkodliwa dla klimatu. W ramach protestu zorganizowali akcję w bydgoskim McDonaldzie, która odbiła się szerokim echem. Pozostaje tylko jedno pytanie: czy było warto?
Kiedy mówimy o działalności aktywistów klimatycznych, ciężko nie wspomnieć o rozmachu, z jakim wiążą się tego typu akcje. Jeszcze niedawno, pisaliśmy o aktywistach, którzy oblali zupą obraz Van Gogha w jednej z londyńskich galerii.
Tym razem jednak mowa o zdarzeniu, do którego doszło w Polsce. W sobotę 17 grudnia ok. godz. 15. aktywiści klimatyczni pojawili się w McDonad’s w galerii handlowej przy Rondzie Grunwaldzkim w Bydgoszczy. Polski oddział Animal Rebellion, organizacji walczącej o sprawiedliwość wobec zwierząt oraz zwolenników diety wegańskiej, postanowił zwrócić uwagę na powiązanie między masową produkcją mięsa a kryzysem klimatycznym. W tym celu zablokowali lokal i rozlali na podłogę czerwony płyn przypominający krew.
Gastronomia bez mięsa do 2030 roku
Aktywiści przypięli się do kas restauracji i żądali wprowadzenia systemu żywności opartego na roślinach, który będzie bardziej zrównoważony dla planety i nie będzie przynosił tyle cierpienia.
Hasłem przewodnim strajkujących było: „Gastronomia bez mięsa do 2030 roku”. Ma ono zwrócić uwagę na olbrzymi udział sieci McDonald’s oraz innych sieci fast food w procesie produkcji gazów cieplarnianych, które mają katastroficzne skutki dla środowiska.
Tego typu akcje zawsze budzą kontrowersje i choć wiele osób popiera radykalny aktywizm, lokalne media donoszą, że klienci restauracji rzucali w aktywistów kawałkami mięsa oraz papierkami. Na tę chwilę nie wiadomo jeszcze, jakie konsekwencje spotkają uczestników strajku. Jedno jest pewne: jeśli ich celem było nagłośnienie ważnego problemu społecznego, to udało im się go osiągnąć.
tekst: Maciej Dyrda


