Stało się to w tym roku na początku maja.
Jaka jest geneza i kontekst tego projektu?
„Nić życia”, czyli tak zwany krwioobieg pierwszy raz został zapleciony w Tychach na Śląsku w maju, dokładnie rok temu. Odbyło się to podczas Projektu Artystycznego „7 Zmysłów”, którego pomysłodawcą byłam ja, a który wybrzmiał na przestrzeni ponad 1500m2. Celem wystawy było pobudzenie wszystkich zmysłów odbiorców (rzeźba, obrazy, instalacja, mapping, taniec, zapach, nowe media, performance ). W projekcie wzięło udział wielu nietuzinkowych twórców. Jedną z instalacji był „krwioobieg” zapleciony w Czerwonej Sali - Sali Serca. Instalacja krwioobiegu miała nawiązywać do tego, że odbiór sztuki zaczyna się od serca, od impulsu, odczucia. Czegoś na głębszym poziomie odczuwania i zrozumienia.
To, co stało się teraz, powtórzenie tej instalacji w Nowym Jorku wiąże się z tym, że tworzę osobiście, ale również kolektywnie. Chciałabym wspomnieć w tym miejscu o działalności mojej (naszej) artystycznej Fundacji Helisa, która podobnie jak krwioobieg, rozszerza nasze działania na inne pola artystyczne, inne obszary, nie ograniczając się tylko do jednego kraju. Natomiast samą instalację każdy może rozumieć na inne sposoby. Mam wrażenie, że podobnie jak krew przenosi tlen w naszych organizmach, sztuka dociera z informacją, ideą, odczuciem, z tym wszystkim, co może ze sobą nieść. Niewątpliwie dziś jest czas na działania kolektywne twórców, którzy podobnie czują sztukę.
Dlaczego akurat Nowy Jork?
Podróże po świecie odczuwam jak czytanie książki, poznawanie, odczuwanie, obserwowanie, współistnienie. Każde duże miasto ma swój charakter, inny zapach oraz puls. Szczególnie to duże jest jak żywy organizm. To miasto było długo moim marzeniem. Kiedy w końcu tam dotarłam (a to jest historia na osobną opowieść), poczułam się, jakbym wracała do domu. Dziwne to było uczucie - z jednej strony takie swojskie, z drugiej dość mocno zaskakujące.
Nie bałaś się, że taki performance zablokuje policja. Pewnie tak stałoby się np. na Polu Mokotowskim.
Nie, ponieważ ze znajomą fotografką robiłyśmy sesję w różnych miejscach tego miasta. Byłam ubrana w czerwoną długą suknię, prawie nikt nie zwracał na nas uwagi (śmiech). Kolejną cechą tego miejsca jest jego otwartość, którą poznałam z działań innych zaprzyjaźnionych artystów. Podczas zaplatania krwioobiegu, pierwszą widownią były trzy żółwie w Central Parku (bo tam wiązałam sieć z czerwonych sznurków), które wdrapały się na konar i obserwowały całą naszą akcję. Później przyszło kilka osób, które przyglądały się z boku. Po całym zdarzeniu były ciekawe rozmowy z cyklu ... co autor miał na myśli (śmiech).
Jakich granic nie przekroczyłabyś dla sztuki? Mam na myśli kwestie moralne i etyczne.
Wydaje mi się, że to zależy od danego momentu w życiu oraz zadania. Coś, co na ten moment wydaje mi się być tą granicą, w przyszłości może się okazać czymś kompletnie naturalnym, ponieważ będę na zupełnie innym etapie swojego życia. Ma to związek ze światopoglądem i punktem widzenia tu i teraz. Trudno dać jednoznaczną odpowiedź, bo od długiego już czasu myślę, że „tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”. Często w pierwszym odruchu coś może wydać się niemożliwe, niestosowne, a później odruch zdarzenia, chwili czy serca powoduje, że przekraczasz swoje granice. To jest możliwe, wszystko jest możliwe.
Jaki jest Twój stosunek do łączenia symboli religijnych? Jak wiemy wiąże się to z tanią kontrowersją, bo ludzie się tym bardzo łatwo podniecają.
Sama w swojej sztuce często wykorzystuję różnorodne symbole, wizerunek Matki Boskiej, ale ja na Maryję patrzę trochę inaczej. To trochę jak z Beksińskim, który w swojej twórczości często wykorzystywał symbol krzyża. Nie miało to jednak kontekstu religijnego. Ze mną jest podobnie. Postać Matki Boskiej towarzyszyła mi od dzieciństwa, jest dla mnie archetypem bogini, kobiety, matki, opiekunki, źródła. Ja na religię patrzę szerzej, nie pod kątem wiary katolickiej, tylko jako pochodną wierzeń, obyczajów, wielowiekowych tradycji. Mam świadomość tego, że to, co w tym momencie zwerbalizowałam może być dla kogoś obrazoburcze, natomiast moja percepcja jest znaczenie bardziej szeroka i świadoma wielu kontekstów. Matka Boska jako wielowymiarowy symbol. Ja ją bardzo lubię (śmiech). Mam wielki sentyment do np. malowanych niegdyś przez Korę Maryjek. Jest to dla mnie niezwykle intymny akt artystyczny.
Jak podsycasz wyobraźnie malując obrazy?
To jest proces. Wchodzę w proces i kolejno otwierają się drzwi. Pojawiają się obrazy w głowie. W pracowni jak już zaczynam, cenię sobie spokój i skupienie, stąd często tworzę w nocy. Wtedy nikt już niczego nie chce, nikt nie dzwoni, można wejść w inny świat, udać się na inną planetę (śmiech). Pomaga w tym też muzyka, bardzo różna, zależna od sytuacji, nastroju. Tworzenie to dla mnie rodzaj takiej czynnej medytacji. Procesu sprowadzania na ziemię (materializowania) różnych idei i zamysłów, a czasami również postaci.
Masz w portfolio obraz, który wzbudził kontrowersyjne emocje?
Pierwszy obraz, który przychodzi mi do głowy z ostatniego czasu to „MAAT”- przedstawia Maat na schodach świątyni, która waży serce ludzkie. Jest to bogini egipska, która po śmierci człowieka waży jego duszę. Egipcjanie wierzyli, że dusza ludzka mieści się w sercu. Maat przedstawiana była w taki sposób, że w jednej ręce ma pióro, a w drugiej serce ludzkie. Jeżeli Twoje serce jest cięższe od pióra to znaczy, że żyłeś z „ciężkim serem”, czyli grzeszyłeś (mówiąc po katolicku), a jeśli zaś jest lżejsze dusza miała prawo „przedostać” się w zaświaty. Notabene jest to obraz, który był stworzony przeze mnie na projekt „7 Zmysłów”, ale po raz pierwszy pokazałam go na wcześniejszej wystawie. Nie wiem czy okazał się szokujący, natomiast wzbudził wiele różnych emocji. Szczególnie krwisto czerwona suknia Maat, której kolor wibruje w świetle wydając się „jak żywy”. Efektem odbioru tego obrazu był późniejszy zamysł na film promujący projekt „7 Zmysłów” oraz performance, z którymi odwiedziliśmy wiele miejsc w ubiegłym roku. Nie ma przypadków (śmiech). Finalnie obraz przedstawiający Maat został zmappowany więc Maat „ożyła”.
tekst: Dawid Koczy, fot: Dana Sobolewska