Nie wiem skąd się to wzięło, ale odkąd pamiętam, miałem hopla na punkcie wszelkiego rodzaju podsumowań, rocznych zestawień, nawet za komuny bacznie śledziłem Oscary i inne cudem docierające do nas ceremonie rozdań nagród.
Zestawienie płyt roku to pewnego rodzaju zabawa uzależnionego melomana, wyczekiwana tradycja. Recenzowałem muzykę na łamach różnych tytułów przez ostatnie 20 lat, ale nawet przez chwilę nie straciłem tej zajawy. Ostatni rok to niestety kolejny, w którym królował cukierkowy pop i wyskakujące w co drugiej reklamie kremów na pryszcze trapy... Jak się można domyślać, nie jestem fanem wymienionych, jednak staram się być na bieżąco i słucham.
Stara dobra szkoła
Prawdziwy hip-hop, który uwielbiam, na szczęście nadal się ma dobrze. Istnieje coś więcej niż te wokodery głosu, autotune’y, bity i rap na jedno kopyto. Mistrzem, który pokazał ze hip-hop nie ma ograniczeń i można w nim uprawiać istne pogo, jest Tyler, The Creator. Ta finezja, to wyczucie, ta fantazja i łączenie gatunków przy zachowaniu stylu uskrzydla! Do tego świetna i zadziorna raperka Little Simz, czy mroczny, wręcz posępny, ale jak potężny Clipping., jak również powracający w świetnym stylu weterani z Gang Starr!
Jednak na topie u mnie zdecydowanie nowe brzmienia, czyli elektronika i melodia z dużą dozą duszy. I tutaj króluje bogini koncertowych spektakli przyprawiających o drżenie - FKA Twigs! Jej nowa płyta to perła w czystej postaci. Uwrażliwia, odurza i podnieca jednocześnie. Zaraz za nią solowy album lidera Radiohead - Thoma Yorka i już szalenie popularna, debiutująca nastolatka, Billie Eilish. Jej charyzma, oryginalność i klimat, plus dość futurystyczna muza oraz produkcja jej rodzonego brata zasługują na uwagę nie tylko „alternatywnych” dziewczyn.
Gitary czar
Trzeci dominujący u mnie gatunek to gitary i to w tym roku również te ostre, bo wielki comeback legendarnego Toola to prawdziwa petarda. Niby to samo, co wcześniej, ale jak to się znakomicie wpisuje we współczesne kanony! Moc, ostre granie i ukryta w nich iście filmowa melodia, to w ich wykonaniu mieszanka na wsze czasy. Tuż obok nieśmiertelne ikony, legendy rocka - mroczny, trochę jazzujący Iggy Pop (przypomina nieco ostatnią płytę Bowiego) oraz wzruszający i nostalgiczny Nick Cave.
2019 to również rok rewelacyjnych kobiet z pazurem. Przebojowa Sharon Van Etten, poetycka acz prowokująca Jenny Hval czy „nowa Kate Bush” barokowego popu - Wayes Blood. Stworzyły swoje światy i skutecznie nimi uzależniają. No i mój numer jeden, czyli autor ścieżki dźwiękowej do nieistniejącego Bonda z lat sześćdziesiątych. Podróż do dźwięków sprzed blisko 60 lat jest naprawdę kosmiczna i pełna przygód. Magiczny soul spod znaku Curtisa Mayfielda w fuzji z rockową psychodelią, filmową aurą, urzekającymi chórkami i produkcją jednego z najbardziej progresywnych producentów ostatnich lat - Danger Mouse'a. Przy tej płycie mam ochotę się uśmiechać, marzyć, kochać, tańczyć i zarażać tym innych. A któż to? Odsyłam was do prześledzenia całego zestawienia i odkrycia tego pięknego świata, jaki mnie oczarował. Dobrego odsłuchu!



