„Zawsze mówiłam, że na końcu świata będą karaluchy, Ozzy i Keith Richards”, powiedziała kiedyś Sharon Osbourne. Jest szansa, że miała rację.
„Cholera, Keith Richards musi zrobić w swoim życiu wszystko przynajmniej raz”
Mówił sam o sobie. I podążając za tą myślą dostarczył nam jedne z najlepszych rock'n'rollowych historii wszech czasów. Wciągnął strychninę z narkotykami i (podobno) prochy własnego ojca. Przez przynajmniej 10 lat zajmował pierwsze miejsce na liście „Kto prawdopodobnie najszybciej odejdzie” i choć kilka razy dosłownie stanął ze śmiercią twarzą w twarz, to jednak zawsze wiedział, że jest nieśmiertelny (a przynajmniej długowieczny). „Nie mam pretensji do nieśmiertelności… Ale byłem naprawdę rozczarowany, kiedy spadłem z tej słynnej listy – mówił. – Jakiś lekarz powiedział mi nawet kiedyś, że zostało mi sześć miesięcy życia, a ja go przeżyłem i poszedłem na jego pogrzeb”.
Wyskoczył z okna płonącego budynku i prawie spalił willę Playboy'a. Wdrapał się na drzewo, nabawiając się krwiaka mózgu, a sam Chuck Berry podbił mu oko. Wszystkie najbardziej niesamowite historie złotej ery rocka Keith Richards opisał w swojej autobiografii „Życie” wydanej w 2011 roku, którą firmuje swoją rozbrajającą szczerością. Opisał, jak razem z The Rolling Stones stworzył riffy, które podbiły świat. Opowiedział o miłości do Anity Pallenberg i Patti Hansen, o śmierci Briana Jonesa i pogorszeniu stosunków z Mickiem Jaggerem. O ucieczce do Francji, nieustannie rosnącej sławie, izolacji i uzależnieniach. My wybraliśmy dla was najbardziej szalone fragmenty które niezaprzeczalnie dowodzą, że Keith Richards jest prawdziwą legendą naszych czasów – nieposkromioną i nieustraszoną.

Keith Richard wciągnął chyba wszystko, co było fizycznie możliwe. Łącznie z prochami własnego ojca, choć co do prawdziwości tego incydentu media mają pewne wątpliwości.
W 2002 roku w wieku 84 lat umiera Bert Richards, ojciec Keitha. 4 kwietnia 2007 roku brytyjski magazyn New Musical Express publikuje wywiad z legendarnym gitarzystą, w którym ten na pytanie, jaki był jego najgorszy moment na haju, odpowiada: „To było w Szwajcarii. Byłem w śpiączce, ale całkowicie przytomny. Słyszałem wszystko doookoła. Mówili: »On nie żyje, on nie żyje!«, machali palcami i popychali mnie, a ja myślałem: »Nie umarłem!«. To było najgorsze, ale wybrnąłem z tego, inaczej nie rozmawiałbym z tobą. Ale tak, to było złe gówno, bardzo złe”.
„A najdziwniejsza rzecz, którą próbowałem wciągnąć? Mój ojciec. Prychnąłem ojca. Został poddany kremacji i nie mogłem się powstrzymać. Mojego taty by to nie obchodziło. Poszło całkiem nieźle i nadal żyję”.
Artysta miał zmiksować popiół z odrobiną kokainy. Media wręcz stanęły w płomieniach, rozpisując się na temat cytatu z NME. Żaden z największych tytułów, w tym Reuters, nie potwierdził jednak jego prawdziwości u samego zainteresowanego. Jedynie dziennikarz MTV News skontaktował się z menedżerem Richardsa, który wyjaśnił, że opowiedziana historia była żartem i sam nie jest w stanie uwierzyć, że ktoś mógł wziąć ją na poważnie.
Do dziś nie wiemy, czy ta historia wydarzyła się naprawdę. Keith mógł opowiedzieć ją jako żart, mógłbyć to błąd dziennikarza wynikający z niezrozumiałego, trudnego w interpretacji stylu mówienia giatrzysty lub faktycznie niewygodne dla zespołu wypaplanie się z historii, która nigdy nie powinna pojawić się w mediach i którą trzeba było naprostować. Richards tłumaczył potem, co miało się faktycznie stać z prochami jego ojca. „Prawda jest taka, że zasadziłem solidny dąb angielski. Wziąłem popiół, wysypałem go pod korzeniami. Ojciec jest blisko mnie, rośnie dęby i... pokochałby mnie za to!”, opowiedział, a następnie odniósł się do cytatu z NME, który obiegł cały świat:
„Próbowałem powiedzieć, jak bardzo byliśmy z Bertem zżyci! [...] Na tym etapie życia nie brałbym kokainy – dodał. – Chyba że chciałbym popełnić samobójstwo”.


