Tego jeszcze nie było. Dwa lata temu pewien warszawiak nie zdążył na ważne spotkanie, ponieważ autobus, na który czekał, bardzo się spóźniał. Zamówił więc Ubera, a następnie wystąpił o zwrot kosztów do firmy Arriva Bus Polska, obsługującej tę trasę na zlecenie Zarządu Transportu Miejskiego. Spotkał się z odmową, postanowił więc skierować sprawę do sądu. Ku powszechnemu zdumieniu, wygrał.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia podzielił stanowisko Radzika i stwierdził, że pasażer powinien móc polegać na rozkładzie jazdy, a przewoźnik, zobowiązany do pełnienia świadczeń umową, ponosi odpowiedzialność za terminowość transportu. Zdecydował również, że firma Arriva Bus Polska wypłaci Radzikowi odszkodowanie w wysokości 80 złotych, czyli równowartość kwoty wydanej na Ubera.
Podobnie jak w przypadku procesu Grażyny Wolszczak o smog, jest to wyrok symboliczny i przełomowy. Problemy z komunikacją miejską dotyczą każdego z nas, a instytucje państwowe powinny dokładać starań, by je zniwelować. Przyjmowanie za oczywistość, że tramwaje i autobusy przyjeżdżają niepunktualnie, to lekceważąca problem i niedopuszczalna postawa.
Warto wspomnieć, że Tymon Radzik ma zaledwie 18 lat i już może poszczycić się paroma imponującymi osiągnięciami. Jest jednym z trzech finalistów Międzynarodowej Dziecięcej Nagrody Pokoju, a w wieku 16 lat został społecznym doradcą Ministra Cyfryzacji, Anny Streżyńskiej, w dziedzinie e-usług państwa dla osób niepełnoletnich.
Wyrok nie jest prawomocny i przewoźnik Arriva Bus Polska może wnieść apelację.
Zobaczcie cały post pasażera, który postanowił walczyć o swoje prawa:


