W kampaniach marketingowych najłatwiej jest wybrać pojedynczy projekt, inicjatywę, którym firma może się pochwalić pozytywnymi skutkami swojej działalności, a resztę – często mniej kolorową – pominąć. Z B Corp (ang. benefit corporation) jest inaczej. To miano zdobywają tylko firmy, które na co dzień funkcjonują w sposób odpowiedzialny, zgodnie z wysokimi standardami, realizując Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ.
Nie ma firm, którym nie zależy na wzroście, ale B Lab – niezależna organizacja non profit przyznająca certyfikat B Corp – docenia takie, które traktują pozytywną zmianę jako fundament prowadzenia biznesu. To oznacza nie tylko orientację proekologiczną, ale również sprawiedliwe warunki zatrudniania, edukowanie i uczciwe informowanie klientów i konsumentów o produkcie, a także wspieranie społeczności lokalnej na czele z dostawcami i mieszkańcami żyjącymi w sąsiedztwie firmy. Firma, która chce zostać B Corpem, jest sprawdzana pod kątem standardów działania w pięciu szeroko zakrojonych obszarach: jak wpływa na środowisko, klientów, pracowników i społeczność, oraz w jaki sposób jest zarządzana. Co ważne, certyfikat nie jest dany raz na zawsze — trzeba go odnawiać co trzy lata, więc nie można się nim chwalić, jeśli nie spełnia się ciągle aktualizowanych standardów.
Zdobycie certyfikatu oznacza dołączenie do tego (jeszcze!) niszowego grona, współudział w prawdziwej transformacji biznesu i wzięcie na siebie odpowiedzialności za naprawę tego, co do tej pory było źle robione w kwestiach ekologicznych i społecznych. To przestrzeń do wymiany wiedzy i doświadczeń, ale również zobowiązanie wobec planety i ludzkości – „B” w okręgu na etykiecie jest potwierdzeniem działań na rzecz zmiany.
Ruch powstał w 2006 roku z inicjatywy trzech absolwentów Uniwersytetu Stanforda – Jaya Coena Gilberta, Barta Houlahana i Andrew Kassoya. Od tego czasu dołączyło do niego ponad cztery tysiące spółek, np. brytyjski dziennik „The Guardian”, marka odzieżowa Patagonia czy producent kosmetyków The Body Shop. Do ruchu należą zarówno wielkie koncerny, jak i start-upy.
Inicjatywa, która miała swój początek w USA, w Polsce dopiero raczkuje – duże firmy nie biorą na poważnie wyzwań klimatycznych i społecznych. Jest jednak szansa, że to podejście się zmieni, bo do polskich B Corpów dołącza właśnie duży gracz – Danone. To firma o największym wpływie na polską gospodarkę i sytuację w kraju w tym gronie, która od ubiegłego roku bazuje wyłącznie na energii elektrycznej z gwarancją pochodzenia z odnawialnych źródeł. Co rewolucyjnego robi producent produktów mlecznych? Ambicją Danone jest m.in. zmiana postaw żywieniowych Polaków i popularyzacja w u nas diety planetarnej (fleksitariańskiej), polegającej na zmniejszeniu spożycia produktów odzwierzęcych i zastępowaniu ich produktami roślinnymi. Danone deklaruje także, że do 2025 r. opakowania wszystkich produktów w 100% będą zdatne do recyklingu. Do 2050 r. osiągnie neutralność pod względem CO2 (net zero carbon). Firma będzie także zachęcać kolejne polskie przedsiębiorstwa do podejścia do procesu certyfikacji.
Inne firmy wywodzące się z Polski i posiadające obecnie certyfikat B Corp to np. Grupa ANG, Netguru i Benefit Systems.
Polacy dowiadują się o ruchu B Corp m.in. dzięki kampanii edukacyjnej „Dobra, dobra”. Zaangażowały się w nią polskie eko-influencerki: Paulinę Górską, Aretę Szpurę, Julie Wizowską, Beatę Sadowską, Olgę Kogutnicką, Darię Ładochę czy Elizę Sobczuk. Opowiadają swoim obserwującym, jak wygląda zdobywanie certyfikatu i że nie chodzi o kolejną naklejkę na produkcie. B Corp to kompletna zmiana myślenia o tym, jak prowadzić biznes, jak korzystamy z zasobów, w jaki sposób traktujemy pracowników i klientów oraz jak możemy wesprzeć społeczność lokalną.