Podczas gdy dla wielu z nas rok 2020 nie był szczególnie łaskawy, Zendaya miała wiele okazji do świętowania. Kilka miesięcy temu aktorka zdobyła nagrodę Emmy za rolę Rue w „Euforii”, stając się tym samym najmłodszą laureatką w swojej kategorii. Wkrótce będziemy mogli podziwiać jej umiejętności w „Malcolmie i Marie”, nakręconym podczas pandemii filmie Sama Levinsona. W nadchodzącym roku zobaczymy ją także w kolejnym „Spider-Manie” Marvela, drugim sezonie „Euforii” oraz długo wyczekiwanej „Diunie”. Okazji do upewnienia się o jej aktorskim talencie będzie więc całkiem sporo.
Wybredność się opłaca
W najnowszym wywiadzie dla magazynu „GQ” Zendaya ujawniła, że ostatni sukces niekoniecznie idzie w parze z liczbą ról, jakie przyjmuje – aktorka zdecydowanie odrzuca wszystkie scenariusze, w których kobieta jest jedynie tłem dla mężczyzny, czy też maskotką służącą „męskiemu” wątkowi.
Partnerstwo w aktorstwie
Zupełnie inaczej było w przypadku produkcji „Malcolm i Marie”. Czarno-biały projekt, który powstał z potrzeby stworzenia czegoś pięknego, pomimo panującej pandemii, ogromnie podekscytował aktorkę. Jak powiedziała, oferował coś więcej niż rolę biernej dziewczyny lub akcesorium dla mężczyzny. Wcielenie się w postać Marie dało aktorce możliwość wyrażenia siebie, wykrzyczenia własnych emocji ustami jej bohaterki. Wkrótce okaże się, czy udział w „Malcolmie i Marie” potwierdzi przewidywania krytyków i przyniesie aktorce nominację do Oscara.
/tekst: Dominika Trębacz/


