Na ile chcesz pozostać anonimowy jako twórca Rzekomo?
Anonimowość na pewno nie jest treścią Rzekomo. Nie chodzi mi o budowanie tajemnicy, jak Banksy’emu. Dążę raczej do tego, aby skupić uwagę odbiorcy na muzyce, pozbawić ją otoczki związanej z osobą artysty. Moją ambicją nie jest ukrywanie swojej tożsamości, lecz sprawienie, żeby nie była ważna.
Dlaczego chciałbyś, żeby muzyka działała sama, bez kontekstu?
Bo według mnie muzyka żadnego kontekstu nie potrzebuje. Moja ewentualna zajebistość jest jej zbędna. Wszystko to, co wokół muzyki, tylko odwraca od niej uwagę.
Skoro się nie ukrywasz, powiedz, kim jesteś?
Nazywam się Krzysztof Pikuła i od kilkunastu lat zajmuję się muzyką. Najpierw grałem na gitarze elektrycznej w zespołach rockowych, później zainteresowałem się muzyką elektroniczną. Zajmuję się też bardziej przemysłową produkcją muzyczną (bez większych pretensji artystycznych) oraz gram na basie w zespole przyjaciela – Gypsy and the Acid Queen. Rzekomo zapewnia mi przestrzeń, w której mogę najpełniej wyrazić się artystycznie.
Co znaczy dla ciebie nazwa Rzekomo?
Rzekomo, czyli jakby na niby – coś, co trochę jest, a trochę nie jest. Zależy mi na tym, żeby moja muzyka nie była silnym statementem z ogromną ambicją. Wolę, żeby po prostu była, a jeśli ktoś będzie chciał jej posłuchać, to doskonale.
Założyłeś dla Rzekomo specyficzny profil na Instagramie. Nie ma na nim niczego poza serią zdjęć tego samego drzewa – fotografowanego zawsze z tej samej perspektywy, ale za to w różnym czasie. Co to za drzewo?
To klon pospolity, który widzę z balkonu swojego mieszkania. Początkowo w ogóle nie chciałem prowadzić dla Rzekomo mediów społecznościowych, jednak bardzo utrudniłoby mi to dotarcie do słuchaczy. Musiałem więc wymyślić, co mógłbym pokazać na Instagramie, by nie było wprost związane ze mną, czyli twórcą. Już kilkakrotnie przychodziło mi do głowy, że fajnie byłoby zrobić timelapse’a z drzewem, w które wpatruję się codziennie. Konieczność prowadzenia Instagrama Rzekomo stała się świetnym pretekstem, żeby wreszcie się tym zająć. I tak to trwa – chyba już ze trzy lata.
Pomysł z fotografowaniem drzewa w jakiś sposób koresponduje z muzyką, którą tworzysz?
Utożsamiam się z drzewem jako takim – ze stałością, ciągłością, jakąś poezją, która się w nim zawiera. Myślę, że te cechy są też wyczuwalne w muzyce, którą robię.
Czyli muzyka Rzekomo jest taka jak ty?
Myślę, że tak. Ma podobną manierę [śmiech].
Tytuły na EP-ce „Spiritual Wastefulness” sugerują, że twoje utwory mogą być nośnikami konkretnych, chociaż nieoczywistych emocji. Czy to było twoim celem?
Nie tworzyłem utworów, myśląc o konkretnych emocjach. Epitety, które stały się tytułami, przepisałem z czytanych przeze mnie w tamtym czasie książek, a następnie przetłumaczyłem na angielski. Oczywiście było ich o wiele więcej niż utworów na EP-ce. Nadając tytuły, po prostu starałem się przyporządkować wypisane wcześniej epitety do już istniejących utworów – tak, żeby jak najlepiej pasowały.
Może w takim razie twoje utwory opowiadają historie?
Moja muzyka wypływa raczej z emocji i odczuć niż z chęci opowiedzenia historii. Z drugiej strony utwory muzyczne, podobnie jak opowieści, mają wstęp, rozwinięcie i zakończenie. W podobny sposób buduje się w nich dramaturgię.
Kiedy będziemy mogli posłuchać twojej nowej muzyki?
Płyta wyjdzie w lutym. Będzie się nazywała „Inner Life Dilemma” i otworzy serię dziesięciu albumów wydawanych w rocznym odstępie. Na każdym z tych albumów znajdzie się dziesięć utworów, a więc do 2034 roku planuję opublikować łącznie sto utworów.
Jak opisałbyś to, co znajdzie się na twoich najbliższych albumach?
Chciałbym w większym stopniu niż dotychczas próbować łączyć harmonie i brzmienia charakterystyczne dla muzyki klasycznej z prostotą elektroniki.
Jacy artyści najbardziej cię inspirują?
Na pewno Floating Points, który stanowi dla mnie pewien wzór i którego bardzo podziwiam. Poza tym Rival Consoles, Max Cooper. Inspirują mnie też kompozytorzy muzyki poważnej, szczególnie ci, którzy działali na początku XX wieku.
Co daje ci słuchanie muzyki klasycznej?
Dziś, tworząc muzykę elektroniczną, ma się przed sobą nieskończone możliwości. Wystarczy usiąść przed komputerem, aby mieć dostęp do każdego możliwego brzmienia instrumentu. Twórcę ogranicza jedynie jego własna wyobraźnia – pytanie, na ile będzie miał odwagę wyjść poza utarte szlaki. Myślę, że sam wciąż mam tej odwagi za mało, ale marzy mi się właśnie wchodzenie na nowe pola w muzyce elektronicznej, tak samo jak kompozytorzy z początku XX wieku wchodzili na nowe pola w muzyce poważnej. Dlatego staram się uważnie ich słuchać.