Wykładowca i wychowanek Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. W ramach pracy doktorskiej bada relacje między danymi cyfrowymi a ich fizyczną reprezentacją w projektowaniu. Marcin Strzała eksploruje granice percepcji w erze computational designu. Jest współautorem instalacji „Datament” w Pawilonie Polskim na tegorocznej, 18. Międzynarodowej Wystawie Architektury w Wenecji. Nam zdradza, co kryje się za tematem przewodnim, oraz opowiada, dlaczego komputer jest jednocześnie pułapką i wybawieniem.
Jak zacząłeś korzystać z algorytmów w projektowaniu?
To było prawie na początku kariery computational designu w architekturze. Istniała wówczas grupa projektantów uprawiająca, jak to nazywam, twarde kodowanie, tworzenie za pomocą algorytmów napisanych w tradycyjnych językach skryptowania. Ja natomiast trafiłem na moment, kiedy zaczęły pojawiać się nowe, łatwiejsze narzędzia, jak RhinoScript, potem Generative Components czy wreszcie języki programowania wizualnego, jak Grasshopper. W programowaniu wizualnym algorytm jest tworzony za pomocą graficznej reprezentacji ciągu komend oraz ich wzajemnych połączeń, w dodatku mam naturę dłubacza, a ta cecha przydaje się do projektowania algorytmicznego. Z drugiej strony muszę przyznać, że jestem niecierpliwy, a przydatność tych narzędzi polega na tym, że potrafią robić za nas bardzo dużo prostych i powtarzalnych rzeczy. Mój dyplom magisterski zawierał fragment elewacji składający się z kilku tysięcy customowych trójkątów… Może znalazłby się student, który chciałby to rysować. Mnie się nie chciało.
Czy pomimo dostarczania wielu możliwości projektowanie komputacyjne może stanowić potencjalne ograniczenie, na przykład dla kreatywności?
Moim zdaniem nie. Komuś może tej kreatywności po prostu brakować i wtedy narzędzie cyfrowe mu nie pomoże. Jeżeli chodzi o problem instrumentarium, to analogicznie można by dyskutować, czy pędzel albo płótno jest ograniczeniem dla artysty. Wszystko jest możliwością, kwestią pozostaje, co z nią zrobimy. Poczucie ograniczenia przez narzędzia komputacyjne wynika z wysokiego progu wejścia. Nie są tak intuicyjne jak ołówek i kawałek papieru. W przeciwieństwie do pędzla nie możemy ich wziąć do ręki. Najpierw musimy się zastanowić, co chcemy osiągnąć, a dopiero potem znaleźć metodę. Gigantyczny potencjał leży w szybkości – możemy robić rzeczy, na które nie starczyłoby nam życia. Ryzyko natomiast wiąże się na pewno z nieprawidłowym lub nie do końca świadomym używaniem narzędzi komputacyjnych. Jako ludzie mamy tendencję do akceptowania rzeczy wystarczająco dobrych. Jeżeli nie mam w sobie ambicji, żeby osiągnąć dokładnie to, co chciałem, zadowolę się tym, na co pozwoliło mi narzędzie cyfrowe.
W jaki sposób opowiada o tym tegoroczny Pawilon na Międzynarodowym Biennale Architektury w Wenecji?
Ania Barlik i Jacek Sosnowski [twórcy Pawilonu Polskiego – przyp. red.] zaprosili mnie do stworzenia projektu konkursowego opowiadającego o relacji ludzkości z wszechobecnymi danymi. Razem nazwaliśmy tę sytuację „Datamentem”, czyli establishmentem danych, których jest tak dużo, że wymykają się naszej percepcji. Szacuje się, że do końca 2024 roku wytworzymy dwa razy więcej danych niż od początków spisanej historii do 2021 roku. Często mówimy, że coś wynika na przykład z danych statystycznych. Ze względu na nasze tendencje rzadko te informacje kwestionujemy. Ufamy więc innym, również cyfrowym narzędziom, które służą do przetwarzania tych danych, a także bardzo realnym, kształtującym nasze przestrzenie życiowe projekcjom danych, pomijając ich jakość czy adekwatność. To jest tematem dyskusji prowadzonej w naszym pawilonie.
„Datament”, wystawa w Pawilonie Polskim na 18. Miedzynarodowej Wystawie Architekury w Wenecji, 2023, fot. Jacopo Salvi (altomare.studio), dzięki uprzejmości Zachęty – Narodowej Galerii Sztuki.Daleko nam jeszcze do wizji, w której sztuczna inteligencja przejmie rolę projektantów?
Nie potrzeba do tego sztucznej inteligencji. Narzędzi, które nas wyręczą, już jest bardzo dużo, i robią to doskonale. Projektowanie floor planów? Nie potrzeba do tego architektów. Zresztą na przestrzeni wieków ludzie potrafili budować domy bez ich udziału, a według wernakularnych metod. Współcześnie architekta bardzo łatwo zastąpić tam, gdzie architektura jest mocno skodyfikowana, gdzie trzeba rozliczyć schody albo sprawdzić, czy pomieszczenia są zgodne z prawem budowlanym. Uspokajając jednak, póki co AI to raczej sztuczna intuicja niż inteligencja. Ma to do siebie, że nie jest kreatywna, a jedynie sprawna w przetwarzaniu dostępnych materiałów. Nie myśli tak jak my, ergo tworzy rozwiązania, które nie są dopasowane do naszych realnych potrzeb. Sama też nie wpadnie na to, by coś zaprojektować.
Jaką radę dałbyś osobom, które chciałyby zająć się computational designem?
Żeby interesowały się zarówno parametryką oraz algorytmiką, jak i sztuczną inteligencją. Progres jest tak wielki, że łatwo wypaść, choćby na chwilę zamykając oczy. Możemy sami się wykluczyć. Część poprzedniego pokolenia architektów pracowała wyłącznie ręcznie, potem pojawiły się komputery, które podzieliły społeczność akademicką. Dziś nie sposób sobie wyobrazić projektowania architektonicznego bez nich. W przeciągu kilku lat nie będzie istniało również bez algorytmiki, a spodziewam się, że i bez sztucznej inteligencji.

