Pochodzą z Wielkiej Brytanii, Japonii, Nowej Zelandii i Korei Południowej, a zespół założyli przez internet. Członkowie Superorganism nie musieli długo czekać na sukces – wydane jeszcze przed debiutanckim albumem single „Something For Your M.I.N.D.” i „Everybody Wants to Be Famous” prędko stały się viralami. Dzięki temu płyty „Superorganism” (2018) i „World Wide Pop” (2022) nagrywali, posiadając już status sensacji muzyki niezależnej. Z okazji wydania tej drugiej mieliśmy okazję porozmawiać z Orono Noguchi, wokalistką, twarzą i najmłodszą członkinią grupy. Oto, co powiedziała znana z lakonicznych wypowiedzi artystka.
Założyłaś Superorganism z ludźmi żyjącymi w zupełnie innych częściach świata, których znałaś głównie z internetu. Pamiętasz, jakie to było uczucie?
Z niektórymi miałam wcześniej okazję spotkać się na żywo, ale to rzeczywiście niewiele zmieniło. Pamiętam, że była to dla mnie bardzo duża rzecz. Czułam się zaszczycona, ponieważ jako fanka The Eversons [zespołu, w którym wcześniej grali niektórzy członkowie Superorganism – przyp. red.] otrzymałam zaproszenie do współpracy od muzyków, których uwielbiałam. To było dla mnie bardzo ekscytujące. Z drugiej strony w ogóle nie czułam, jakbym zakładała zespół, bo… to nie był zespół. Po prostu postanowiliśmy nagrać razem kilka piosenek. I tyle.
Członkowie Superorganism różnią się między sobą nie tylko pochodzeniem, ale także wiekiem. Czy to nie przeszkadza wam w dogadywaniu się?
Przez większość czasu jest spoko, choć w przeszłości bywało trudniej. Szczególnie mnie, ponieważ jestem dużo młodsza od reszty zespołu. Teraz już do nich przywykłam, spędzamy ze sobą sporo czasu, więc jest mi o wiele łatwiej. Może czasami trochę dziwnie… ale to w porządku!
Łatwiej ci robić muzykę online czy wolisz wspólny proces twórczy, kiedy wszyscy znajdujecie się w jednym miejscu?
Osobiście wciąż wolę być sama, gdy tworzę. Zawsze robiłam to w ten sposób. To nie tak, że nie lubię wspólnej pracy, lecz czuję się o wiele pewniej i bardziej komfortowo, kiedy jestem sama ze sobą – w samochodzie, w garderobie i różnych innych miejscach.
Wasz drugi album nosi tytuł „World Wide Pop”, co jest oczywistą referencją do World Wide Web. Rzeczywiście wasza muzyka może się kojarzyć ze światem wirtualnym, nawiązujecie do niego choćby memicznym poczuciem humoru czy różnorodnością dźwięków i melodii branych z różnych porządków. Czujesz, że tworzycie „muzykę ery internetu”?
Nie robimy tego celowo. Myślę, że bycie online stanowi dziś tak dużą, naturalną i integralną część życia ludzi na całym świecie, że niemal każda powstająca współcześnie muzyka jest w jakimś sensie „muzyką ery internetu”. Nie da się od tego uciec.
W pewnym sensie masz rację, ale u was tych nawiązań jest po prostu więcej – to was wyróżnia. Podobnie jak to, że wasza muzyka jest optymistyczna, afirmatywna.
Po prostu tacy jesteśmy. Staramy się nie myśleć o tym zbyt dużo…
Odnoszę też wrażenie, szczególnie słuchając waszej debiutanckiej płyty, że tworzycie muzykę trochę psychodeliczną. Serwujecie psychodelię w mikrodawkach, też nieświadomie?
Mamy tego świadomość, ale znowu – właśnie takie piosenki nam wychodzą. To wynika z połączenia naszych gustów, charakterów. Siadamy, każdy dokłada coś od siebie i powstaje taka odjechana, trochę psychodeliczna, dość intensywna muzyka.
Na waszej najnowszej płycie w dwóch piosenkach gościnnie występuje Stephen Malkmus, żywa legenda indie rocka. Jak do tego doszło? Praca z nim była dla was dużym przeżyciem?
Oczywiście, że tak. Jestem wielką fanką jego oraz Pavement. Świetnie było pracować razem! Doszło do tego dość naturalnie, bo jesteśmy w tym samym labelu [Domino – przyp. red.] i stale powtarzaliśmy, że Pavement wywarł duży wpływ na to, co robimy. W końcu wytwórnia umówiła nas z Malkmusem. Spędziliśmy razem dzień, zaprzyjaźniliśmy się, pozostaliśmy w kontakcie, aż zaprosiliśmy go na naszą płytę. Chyba był zadowolony, bo gdyby nie był, po co miałby się zgadzać?
Wydaje się, że etos indie i podejście DIY są ważne dla waszego zespołu. Widzisz możliwość tworzenia inaczej w przyszłości, na przykład nagrywania popowych superprodukcji?
Pewnie! Wszyscy w Superorganism jesteśmy bardzo otwarci na najróżniejsze rodzaje muzyki. Podejście DIY rzeczywiście jest dla nas istotne, ale nie z powodów ideowych. Raczej dlatego, że bardzo dbamy o wszystkie aspekty naszej twórczości. Wolimy sami zająć się muzyką, a także całą resztą – aspektem wizualnym, teledyskami, social mediami, nawet stroną biznesową. Po prostu nie lubimy, kiedy ktoś mówi nam, co mamy robić. Ale gdybyśmy mogli wziąć udział w popowej superprodukcji, zachowując przy tym twórczą wolność, to dlaczego nie?
Zakładając Superorganism, przypuszczaliście, że odniesiecie tak duży sukces? Czy popularność bywa dla was przytłaczająca?
Tak, czasami jest przytłaczająca. Chociaż nie jest tak, że nie spodziewałam się sukcesu… Od początku wiedziałam, że robimy niesamowitą muzykę!
I tym optymistycznym akcentem możemy zakończyć.
A mogę jeszcze polecić mój podcast?
Jasne, polecaj.
W skrócie chodzi o to, że razem z moim partnerem jeździmy po amerykańskich parkach narodowych i przez około pół godziny gadamy bzdury… Bardzo lubię to robić! Nagrywamy coś, co sama chciałabym oglądać, więc inni też powinni to zobaczyć. Nasz podcast nazywa się „Park” i można go znaleźć na YouTubie, Spotify oraz Apple Podcasts.

![[Z archiwum K MAG] POP ERY INTERNETU – wywiad z ORONO NOGUCHI (SUPERORGANISM)](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_Superorganism3266_300_DPI_PC_Jack_Bridgland_ac3bac11a3.jpg&w=1920&q=80)
