FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Muzyka

[Z archiwum K MAG] „Artyści boją się robić wyluzowaną muzykę, bo wydaje im się, że nie będą traktowani poważnie” – wywiad z CHAIR

24-04-2026
[Z archiwum K MAG] „Artyści boją się robić wyluzowaną muzykę, bo wydaje im się, że nie będą traktowani poważnie” – wywiad z CHAIR
[Z archiwum K MAG] „Artyści boją się robić wyluzowaną muzykę, bo wydaje im się, że nie będą traktowani poważnie” – wywiad z CHAIR
fot. Joanna Babiel

Hubert Kurkiewicz i Cura z zespołu Chair najchętniej mówią, że grają country post-punk, a na młodej polskiej scenie wyróżniają ich duży luz, slackerska estetyka i poczucie humoru. Warto zwrócić na nich uwagę nie tylko ze względu na wydaną niedawno debiutancką EP-kę „Po Co Muzyka”, ale także dlatego, że Chair to zespół, o którym dobrze rozmawia się na imprezach.

materiał pochodzi z numeru K MAG 109 LA PISCINE 2022, tekst: Radosław Pulkowski

Wasz debiutancki minialbum jest dość zróżnicowany, ale jednocześnie udaje wam się zachować spójność – każdy utwór brzmi jak Chair. Jak to się robi?

Kurkiewicz: Chcielibyśmy być wieloma zespołami na raz. Na przykład jednego dnia mamy ochotę napisać piosenkę w stylu country – osłuchujemy się z podobną muzyką, sprawdzamy, jak jest zrobiona, komponujemy taką piosenkę i… wystarczy. Innego dnia łapiemy podjarkę na nową falę brytyjskiego post-punka, wczuwamy się w ten styl i piszemy coś podobnego. Później przychodzi czas na piosenkę z syntezatorami i autotune’em. I tak to się kręci.

Cura: Staramy się znaleźć siebie w różnych stylach, które nas w danym momencie zainteresowały, ale jednocześnie wszystkie piosenki spaja jakaś główna idea, nasze poczucie humoru i wrażliwość.

 

Jak myślicie, dlaczego stosunkowo rzadko powstają piosenki i płyty, które są zabawne? Wy chyba nie macie z tym problemu.

Kurkiewicz: Kiedy zaczynałem swoją przygodę z muzyką, grałem slackerskiego rocka w typie Maca DeMarco i miałem kompleks, że to, co robię, w ogóle nie jest poważną muzyką. Myślałem, że może nawet jest to dobre, ale nie do końca jest sztuką na serio. Na szczęście już dawno się z tego wyleczyłem. Wydaje mi się, że artyści boją się robić wyluzowaną muzykę pełną humoru, bo wydaje im się, że nie będą traktowani poważnie.

Cura: Zgadzam się. Sam musiałem oduczyć się muzyki, żeby w ogóle móc ją robić. Skończyłem szkołę muzyczną w klasie fortepianu i to mi przeszkadzało – nienawidziłem grania koncertów, bo najmniejszy błąd sprawiał, że czułem się fatalnie i cały występ przestawał mi się podobać. Ten kompleks, o którym wspomniał Hubert, siedzi naprawdę głęboko. Dzień przed naszą rozmową mieliśmy koncert, po którym podszedł do nas ktoś z publiczności i powiedział, że było zabawnie. To bardzo miłe, ale od razu pomyślałem: „Zaraz, dlaczego zabawnie, czy on traktuje nas poważnie?”.

 

Jak to się stało, że zaczęliście razem grać, skoro jeden z was mieszka w Warszawie, a drugi w Kopenhadze?

Kurkiewicz: Poznaliśmy się przez Instagrama, kiedy zareagowałem na story Cury, gdzie były krzesła. Pokazałem mu, że napisałem piosenkę o krzesłach, swoje fotki krzeseł, on pokazał mi swój tatuaż z krzesłem i tym trochę wygrał. Ostatecznie okazało się, że naprawdę wiele nas łączy, między innymi fascynacja krzesłami.

Cura: Nasze zainteresowanie krzesłami jest dużo starsze niż zespół Chair. Miałam kilka projektów związanych z krzesłami, performensy o krzesłach i nagle trafiłam na kolesia, który nie tylko pisze piosenki o krzesłach, ale jeszcze poświęcił im swoją wystawę…

Kurkiewicz: To było na tyle absurdalne, że musieliśmy zrobić coś razem. I siadło.

 

Czyli z nazwą zespołu nie mieliście problemu. A jak wam się funkcjonuje między dwoma miastami?

Kurkiewicz: Spotykamy się coraz częściej. Cura dwa razy był u mnie w Kopenhadze, widzimy się zawsze, kiedy jestem w Polsce, a poza tym przylatuję specjalnie na koncerty. Nad muzyką z kolei najwięcej pracujemy korespondencyjnie. Raz Cura przesyła mi szkic, a ja coś do niego dogrywam, innym razem odwrotnie.

Cura: Czasami brakuje mi wspólnego jamowania, ale taki sposób pracy też ma zalety. Z poprzednimi zespołami zawsze grałem dużo prób, a ze wspólnej improwizacji rzadko wychodziły wymierne efekty. Tutaj wystarczy niewielki pomysł, byśmy zaczęli nagrywać, nawet jeśli tylko szkicowo. Dzięki temu materializuje się dużo więcej pomysłów.

fot. Joanna Babielfot. Joanna Babiel

Skąd wzięliście się w labelu Tygrysy Records, współprowadzonym przez Błażeja Króla?

Cura: Z Błażejem znam się od kilku lat. Poznaliśmy się na jednym z festiwali, mieliśmy obok siebie namioty i jakoś utrzymaliśmy kontakt. Bawi nas, że podobnie wyglądamy. Kiedy chcieliśmy z Hubertem wypuścić do sieci pierwszy singiel, napisałam do Błażeja jako do bardziej doświadczonego kolegi i zapytałem, co by nam poradził. A on odpisał, że odezwie się po weekendzie, bo właśnie zakłada wydawnictwo…

Kurkiewicz: Tygrysy to bardzo ciekawa inicjatywa, bo nie ma w polskiej muzyce niezależnej drugiego wydawnictwa, dla którego wspólnym mianownikiem jest kreatywność i abstrakcja. Każdy projekt w Tygrysach jest inny – jest Eurodanek, który robi eurodance, jest zimnofalowa Feral Atom, jesteśmy my i jeszcze kilku innych wykonawców.

 

Bycie w ekipie Tygrysy Records daje wam możliwości, których w innym wypadku byście nie mieli. Na przykład występ w „Dzień dobry TVN”.

Cura: Było śmieszniej, niż myślisz, bo występ w „Dzień dobry TVN” to nasz pierwszy wspólny występ na żywo. To było tak absurdalne, że bardzo nam się spodobało.

Kurkiewicz: To prawda, nigdy wcześniej nie wystąpiliśmy na żywo! Nic u nas nie było po kolei. Przez pierwsze pół roku działalności jako Chair mieliśmy sześć sesji zdjęciowych i ani jednego singla. Później mieliśmy dodatkowe siedem sesji, jeden singiel i ani jednego koncertu. Śmieszyło nas to na tyle, że bardzo się z tym obnosiliśmy. Na początku stycznia nasz bilans wyglądał następująco: liczba koncertów – zero, liczba występów w „Dzień dobry TVN” – dwa, liczba sesji zdjęciowych – trzynaście.

 

Oprócz muzyki Chair robi też memy. Czym dla was są?

Cura: Memy to język. Służą do przekazywania treści. Robię memy przez połowę swojego życia i między innymi w ten sposób komunikuję się ze światem.

Kurkiewicz: Memy, podobnie jak język, pomagają rozumieć świat. Widzisz abstrakcyjne połączenie obrazka i podpisu, które pochodzą z różnych kontekstów, chwilę o tym myślisz i stwierdzasz: „Hej, naprawdę tak jest!”.

Cura: Dla zespołu Chair memy są też rodzajem wirtualnego merchu. To sposób, żeby za darmo dać fanom coś, co im się spodoba i co nie będzie muzyką. Powiedziałam kiedyś, że z zespołem Chair chcemy robić takie rzeczy, o których ludzie będą gadali na imprezach. Wtedy trochę żartowałam, ale teraz myślę, że miałam rację. Nie wystarczy tworzenie muzyki – trzeba jeszcze sprawić, że ludziom będzie się chciało o twojej muzyce rozmawiać.

FacebookInstagramTikTokX