Hubert Kurkiewicz i Cura z zespołu Chair najchętniej mówią, że grają country post-punk, a na młodej polskiej scenie wyróżniają ich duży luz, slackerska estetyka i poczucie humoru. Warto zwrócić na nich uwagę nie tylko ze względu na wydaną niedawno debiutancką EP-kę „Po Co Muzyka”, ale także dlatego, że Chair to zespół, o którym dobrze rozmawia się na imprezach.
Wasz debiutancki minialbum jest dość zróżnicowany, ale jednocześnie udaje wam się zachować spójność – każdy utwór brzmi jak Chair. Jak to się robi?
Kurkiewicz: Chcielibyśmy być wieloma zespołami na raz. Na przykład jednego dnia mamy ochotę napisać piosenkę w stylu country – osłuchujemy się z podobną muzyką, sprawdzamy, jak jest zrobiona, komponujemy taką piosenkę i… wystarczy. Innego dnia łapiemy podjarkę na nową falę brytyjskiego post-punka, wczuwamy się w ten styl i piszemy coś podobnego. Później przychodzi czas na piosenkę z syntezatorami i autotune’em. I tak to się kręci.
Cura: Staramy się znaleźć siebie w różnych stylach, które nas w danym momencie zainteresowały, ale jednocześnie wszystkie piosenki spaja jakaś główna idea, nasze poczucie humoru i wrażliwość.
Jak myślicie, dlaczego stosunkowo rzadko powstają piosenki i płyty, które są zabawne? Wy chyba nie macie z tym problemu.
Kurkiewicz: Kiedy zaczynałem swoją przygodę z muzyką, grałem slackerskiego rocka w typie Maca DeMarco i miałem kompleks, że to, co robię, w ogóle nie jest poważną muzyką. Myślałem, że może nawet jest to dobre, ale nie do końca jest sztuką na serio. Na szczęście już dawno się z tego wyleczyłem. Wydaje mi się, że artyści boją się robić wyluzowaną muzykę pełną humoru, bo wydaje im się, że nie będą traktowani poważnie.
Cura: Zgadzam się. Sam musiałem oduczyć się muzyki, żeby w ogóle móc ją robić. Skończyłem szkołę muzyczną w klasie fortepianu i to mi przeszkadzało – nienawidziłem grania koncertów, bo najmniejszy błąd sprawiał, że czułem się fatalnie i cały występ przestawał mi się podobać. Ten kompleks, o którym wspomniał Hubert, siedzi naprawdę głęboko. Dzień przed naszą rozmową mieliśmy koncert, po którym podszedł do nas ktoś z publiczności i powiedział, że było zabawnie. To bardzo miłe, ale od razu pomyślałem: „Zaraz, dlaczego zabawnie, czy on traktuje nas poważnie?”.
Jak to się stało, że zaczęliście razem grać, skoro jeden z was mieszka w Warszawie, a drugi w Kopenhadze?
Kurkiewicz: Poznaliśmy się przez Instagrama, kiedy zareagowałem na story Cury, gdzie były krzesła. Pokazałem mu, że napisałem piosenkę o krzesłach, swoje fotki krzeseł, on pokazał mi swój tatuaż z krzesłem i tym trochę wygrał. Ostatecznie okazało się, że naprawdę wiele nas łączy, między innymi fascynacja krzesłami.
Cura: Nasze zainteresowanie krzesłami jest dużo starsze niż zespół Chair. Miałam kilka projektów związanych z krzesłami, performensy o krzesłach i nagle trafiłam na kolesia, który nie tylko pisze piosenki o krzesłach, ale jeszcze poświęcił im swoją wystawę…
Kurkiewicz: To było na tyle absurdalne, że musieliśmy zrobić coś razem. I siadło.
Czyli z nazwą zespołu nie mieliście problemu. A jak wam się funkcjonuje między dwoma miastami?
Kurkiewicz: Spotykamy się coraz częściej. Cura dwa razy był u mnie w Kopenhadze, widzimy się zawsze, kiedy jestem w Polsce, a poza tym przylatuję specjalnie na koncerty. Nad muzyką z kolei najwięcej pracujemy korespondencyjnie. Raz Cura przesyła mi szkic, a ja coś do niego dogrywam, innym razem odwrotnie.
Cura: Czasami brakuje mi wspólnego jamowania, ale taki sposób pracy też ma zalety. Z poprzednimi zespołami zawsze grałem dużo prób, a ze wspólnej improwizacji rzadko wychodziły wymierne efekty. Tutaj wystarczy niewielki pomysł, byśmy zaczęli nagrywać, nawet jeśli tylko szkicowo. Dzięki temu materializuje się dużo więcej pomysłów.
fot. Joanna BabielSkąd wzięliście się w labelu Tygrysy Records, współprowadzonym przez Błażeja Króla?
Cura: Z Błażejem znam się od kilku lat. Poznaliśmy się na jednym z festiwali, mieliśmy obok siebie namioty i jakoś utrzymaliśmy kontakt. Bawi nas, że podobnie wyglądamy. Kiedy chcieliśmy z Hubertem wypuścić do sieci pierwszy singiel, napisałam do Błażeja jako do bardziej doświadczonego kolegi i zapytałem, co by nam poradził. A on odpisał, że odezwie się po weekendzie, bo właśnie zakłada wydawnictwo…
Kurkiewicz: Tygrysy to bardzo ciekawa inicjatywa, bo nie ma w polskiej muzyce niezależnej drugiego wydawnictwa, dla którego wspólnym mianownikiem jest kreatywność i abstrakcja. Każdy projekt w Tygrysach jest inny – jest Eurodanek, który robi eurodance, jest zimnofalowa Feral Atom, jesteśmy my i jeszcze kilku innych wykonawców.
Bycie w ekipie Tygrysy Records daje wam możliwości, których w innym wypadku byście nie mieli. Na przykład występ w „Dzień dobry TVN”.
Cura: Było śmieszniej, niż myślisz, bo występ w „Dzień dobry TVN” to nasz pierwszy wspólny występ na żywo. To było tak absurdalne, że bardzo nam się spodobało.
Kurkiewicz: To prawda, nigdy wcześniej nie wystąpiliśmy na żywo! Nic u nas nie było po kolei. Przez pierwsze pół roku działalności jako Chair mieliśmy sześć sesji zdjęciowych i ani jednego singla. Później mieliśmy dodatkowe siedem sesji, jeden singiel i ani jednego koncertu. Śmieszyło nas to na tyle, że bardzo się z tym obnosiliśmy. Na początku stycznia nasz bilans wyglądał następująco: liczba koncertów – zero, liczba występów w „Dzień dobry TVN” – dwa, liczba sesji zdjęciowych – trzynaście.
Oprócz muzyki Chair robi też memy. Czym dla was są?
Cura: Memy to język. Służą do przekazywania treści. Robię memy przez połowę swojego życia i między innymi w ten sposób komunikuję się ze światem.
Kurkiewicz: Memy, podobnie jak język, pomagają rozumieć świat. Widzisz abstrakcyjne połączenie obrazka i podpisu, które pochodzą z różnych kontekstów, chwilę o tym myślisz i stwierdzasz: „Hej, naprawdę tak jest!”.
Cura: Dla zespołu Chair memy są też rodzajem wirtualnego merchu. To sposób, żeby za darmo dać fanom coś, co im się spodoba i co nie będzie muzyką. Powiedziałam kiedyś, że z zespołem Chair chcemy robić takie rzeczy, o których ludzie będą gadali na imprezach. Wtedy trochę żartowałam, ale teraz myślę, że miałam rację. Nie wystarczy tworzenie muzyki – trzeba jeszcze sprawić, że ludziom będzie się chciało o twojej muzyce rozmawiać.
![[Z archiwum K MAG] „Artyści boją się robić wyluzowaną muzykę, bo wydaje im się, że nie będą traktowani poważnie” – wywiad z CHAIR](/_next/image?url=https%3A%2F%2Fcdn.kmag.pl%2Fstrapi%2Fsmall_EX_2_A6241_2_1_9a79c5cb01.jpg&w=1920&q=80)