Wielki powrót nu-metalu?

03-07-20233 min czytania
Wielki powrót nu-metalu?
fot. Wikipedia
Fred Durst z Limp Bizkit w nowym filmie studia A24 „I Saw the TV Glow”, niepublikowany wcześniej utwór „Lost” Linkin Park wydany z okazji rocznicy ich drugiego albumu „Meteora” na wyższych miejscach list przebojów niż jakikolwiek inny wydany przez nich utwór czy moda wśród Gen Z na za duże, jeansowe stylizacje i bojówki niczym z teledysków z początku wieku. Wielki powrót nu-metalu stał się faktem. Czyżby istniejąca od wielu lat teoria, że cała kultura ma dwudziestoletni cykl była prawdą?
Gatunek, który pojawił się w latach 90' ubiegłego wieku wraz z takimi zespołami jak Deftones, Korn, Slipknot czy System of a Down, przez wiele lat był synonimem muzycznego obciachu, a Korn, który postrzegany jest jako jego inicjator, sam się z nim nigdy nie utożsamiał. Mimo tego, na przełomie wieku nu-metal bił rekordy popularności, a album „Hybrid Theory” Linkin Parku sprzedał się na świecie w 30 mln egzemplarzy, co uczyniło go najlepiej sprzedającym się debiutem od czasów „Appetite for Destruction” Guns 'N' Roses z 1987 roku oraz najlepiej sprzedającym się debiutanckim albumem w początkach XXI wieku.
Amalgamat łączący heavy metal z hip hopem, rockiem alternatywnym, funkiem, grungem i popową wrażliwością, musiał chyba poczekać jednak na swój czas. Już pod koniec drugiej dekady XXI wieku Lil Uzi Vert i Billie Eillish, czyli ikony generacji Z swoimi stylowymi oversize'owymi jeansami cofali nas do początków milenium. Chwile później Papa Roach odświeżyli swoje hitowe „Last Resort”, łącząc siły z tiktokowym raperem Jerisem Johnsonem tworząc jakże viralowe połączenie, a w 2022 świetnie zorientowany w aktualnych trendach Machine Gun Kelly wydał nienajgorzej oceniony mainstream sellout, zgarniając za niego nawet nominacje do Grammy, do jednego kawałka (prywatnie mojego ulubionego) zapraszając Bring Me the Horizon.
Tekstowo nu-metal to katharsis, Linkin Park porusza tematy zdrowia mentalnego, a Korn uzależnień, zastraszania czy wykorzystywania dzieci. Tematy aktualne chyba dziś jeszcze bardziej niż dwadzieścia lat temu. W kwietniu tego roku Bizkici wyprzedali Wembley, a w sierpniu mają zagrać swój największy w historii koncert w londyńskim Gunnersbury Park. Majowe Sick New World w Las Vegas cieszyło się wielką popularnością i zgromadziło takie zespoły jak Deftones, System of a Down i Korn, a pod koniec kwietnia Google poinformował, że wyszukiwanie „nu-metal” jest na bardzo wysokim poziomie. Otoczka wokół nu-metalu dziś różni się jednak znaczącą od tej sprzed lat. Wtedy odrzucany był często między innymi przez swoją hipermęską macho-energię, dziś w zespoły takie, jak Wargasm, Spiritbox, Scene Queen czy Code Orange zaangażowane są również kobiety. Jak powiedział Sam Matlock, członek Wargasm:
„Teraz jest po prostu inne nastawienie i zaangażowanych jest mnóstwo kobiet, więc nic dziwnego, że brzmi to lepiej”.
Członkini tego samego zespołu – Milkie Way dodaje:
„Łatwo jest odrzucić i krytykować nu-metal, ale wzięcie go i przekształcenie w coś innego jest o wiele przyjemniejsze. Jedną z rzeczy, które kocham w Limp Bizkit, jest to, że nadal traktują to wszystko jak domówkę. Piszemy muzykę dla katharsis i dla ludzi, by pomóc im zapomnieć o tym całym gównie, które się dzieje wokół”.
Dzisiejsze czasy wydają się, więc wręcz idealnym „podłożem” dla nu-metalu. Tak jak pierwsza fala była idealnie skrojona na mroczne pod względem społeczno-politycznym czasy, naznaczone masakrą w Columbine z 1999 roku, prezydenturą George W. Busha i atakiem terrorystycznym na World Trade Center w 2001. Tak dzisiaj ta muzyka wydajesię zaskakująco analogicznie akuratna, trauma toczącej się wojny w Ukrainie, dopiero co zażegnana pandemia, światowy kryzys ekonomiczny i rosnące niepokoje społeczne, włącznie z majakami III Wojny Światowej to idealne środowisko dla buntującego agresywnego oczyszczenia. Nic, więc dziwnego, że tak mocno wsiąka w nas, ludzi, którzy pierwszej fali nie mają prawa pamiętać.
tekst: Kacper Araszkiewicz
FacebookInstagramTikTokX