Wszystko zaczyna się niewinnie - od prośby o ścięcie tytułowego, starego i wielkiego drzewa, które stoi na podwórku statecznego Baldvina i zgorzkniałej Ingi. Jego usunięcia żądają Konrad i jego aktywna ponad normę, atrakcyjna nowa partnerka, dla której porzucił żonę. Drzewo rzuca cień na ich ogród i przeszkadza w opalaniu. Wskutek pasma nieporozumień atmosfera się zagęszcza, a drobne nieporozumienia urastają do rozmiarów regularnych wojenek domowych. Ktoś przekłuwa opony samochodu, ktoś inny podrzuca krasnale ogrodowe w obscenicznych pozach, a zwierzęta domowe zaczynają znikać w tajemniczych okolicznościach. Pojawia się też syn Baldvina i Ingi, który ma poważny kryzys małżeński i szuka schronienia u rodziców. Ich drugi syn zaginął w tajemniczych okolicznościach, co dla matki jest wciąż nieprzepracowaną traumą...
Buzujące emocje i coraz bardziej drastyczne środki stoją w kontraście do idealnie przystrzyżonych trawników i żywopłotów, jak i stonowanej okolicznej architektury. Ta ekranizacja powiedzenia "robić z igły widły" kipi czarnym humorem, a zarazem niesie solidną dawkę emocji. Najpierw tych typowych dla dramatu - ból po rozstaniu, śmierć kogoś bliskiego, trudne relacje rodziców z dziećmi - później zaś kojarzących się thrillerem i kinem gore, kiedy w ruch idą bardziej radykalne środki niż słowa.
Premiera W cieniu drzewa w polskich kinach już 22 czerwca.