Miliony kobiet na świecie używają aplikacji, które pomagają prowadzić im swój kalendarz menstruacyjny. Aplikacje są dla nich niezwykle pomocne – pomagają im przewidzieć, kiedy dostaną miesiączki, które z dni w cyklu menstruacyjnym będą dniami płodnymi oraz czy mogą spodziewać się ciąży. Wykonane w tym tygodniu przez serwis Privacy International badanie pokazuje, że wiele z tych aplikacji przekazuje poufne dane użytkowniczek Facebookowi.
Skandal dotyczy milionów kobiet z różnych regionów świata. Wśród aplikacji, które odsprzedawały dane jest np. Maya, która jest dostępna na serwisie Google Play i została zainstalowana przez ponad 5 milionów użytkowniczek – a to tylko jedna z nich. Poufne dane przekazywały Facebookowi także MIA Fem, My Period Tracker i Ovulation Calculator. Niektóre z nich są popularne także na polskim rynku.
Użytkowniczki zapisują w aplikacjach informacje takie jak swoje samopoczucie w konkretnym dniu, to, czy wyskoczyły im na twarzy niedoskonałości oraz to, kiedy ostatnio uprawiały seks. Facebook może te dane wykorzystywać, żeby dostosowywać wyświetlane użytkowniczkom reklamy. Dla przykładu: jeżeli kobieta zapisuje w aplikacji, że wyskoczyły jej wypryski, Facebook będzie wyświetlał reklamę kosmetyków dla cery trądzikowej.
Głos w tej sprawie zabrał jeden z przedstawicieli Facebooka:
Sposobów na ochronę wrażliwych danych użytkowników oraz zapewnienie im bezpieczeństwa w sieci Facebook zaczął jednak szukać dopiero po głośnych aferach, np. po tej związanej z wyborami na prezydenta w Stanach Zjednoczonych. Platforma ma dostęp do najbardziej osobistych informacji o każdym z nas, m.in. z kim najczęściej rozmawiamy, gdzie się obecnie znajdujemy, na kogo jesteśmy skłonni zagłosować oraz – jak się okazuje – także o tym, kiedy ostatni raz odbyliśmy stosunek seksualny.


