W San Francisco został złożony pozew, w którym 550 kobiet, które padły ofiarami przestępstw o charakterze seksualnym, oskarża firmę Uber o stawianie rozwoju firmy ponad bezpieczeństwo pasażerów. Twierdzą, że właściciele aplikacji wiedzieli o przemocy, jaką stosowali kierowcy już od 2014 roku.
Jak donosi BBC, w dokumentacji zawarto informacje o: „porwaniach, napastowaniu seksualnym, maltretowaniu seksualnym, gwałtach, więzieniu pasażerek, prześladowaniu, nękaniu czy atakach w inny sposób przez kierowców Ubera". Prowadząca sprawę kancelaria Slater Slater Schulman zawarła w akcie oskarżenia zeznania 550 kobiet, a złożone wnioski kolejnych 150 są rozpatrywane.
Uber odpowiedział raportem bezpieczeństwa przełomu 2019 i 2020 roku. Mowa tu o 3824 „poważnych" zgłoszeniach. „Poważne" dla Ubera są „całowanie nieseksualnych miejsc ciała bez zgody" poprzez "penetrację bez zgody" po gwałt.
Podobne zdarzenia mają miejsce także w Polsce. Na początku tego roku warszawski medyk opisał w mediach społecznościowych historię 22-letniej studentki, która miała zostać wywieziona do lasów kabackich, a tam brutalnie zgwałcona i pobita przez kierowcę pracującego dla aplikacji. Co prawda, był to Bolt, ale kierowcy najczęściej korzystają z kilku platform naraz, wybierając najbardziej korzystne zarobkowo wezwania.
Bolt chcąc zapobiec kolejnym przestępstwom uruchomił linię „Kobiety dla Kobiet", w której to kobiety kierowczynie mają bezpiecznie dowozić pasażerki do wybranej destynacji. W ciagu doby po internecie zaczął krążyć zrzut ekranu z aplikacji, zdobywając szybko miano mema. „Pani" Daria miała twarz dojrzałego mężczyzny.
Wracając do Ubera, w ostatnim czasie firma nie ma dobrej prasy. The Guardian ujawnił 124 tysiące dokumentów, które stały się przedmiotem miedzynarodowego dochodzenia. Wynika z nich, że Uber doszedł w szybkim czasie do ekspansji w środowisku przewozowym dzięki naginaniu prawa, oczekiwaniu podczas współpracy z policją, stosowaniu przemocy wobec kierowców oraz lobbowaniu rządów. Uber pomoc miał otrzymać między innymi od Emanuela Macrona i byłej komisarz Unii Europejskiej Neelie Kroes. Amerykańska spółka przekonuje, że jej "dawne zachowanie nie było zgodne z obecnymi wartościami" i dzisiaj jest "inną firmą".
Czy zaczyna się od dawna wyczekiwana przez starych taksówkarzy batalia z wielkimi platformami przewozowymi? I czy my, tak przyzwyczajeni do tej formy komunikacji chcemy z niej rezygnować?
tekst: Antoni Jeż
