To nie może się nie udać! Nicolas Cage zagra hrabiego Draculę w „Renfield”

03-12-20213 min czytania
To nie może się nie udać! Nicolas Cage zagra hrabiego Draculę w „Renfield”
screen z filmu "Pocałunek wampira"
Nicolas Cage jest znany z brawurowej gry aktorskiej i odgrywania nietypowych ról. W ostatnich latach aktor zrobił nieoczekiwany zwrot w kierunku horrorów i, co równie zaskakujące, bywa chwalony za niektóre z nich. Znaczna część produkcji, w których występował, nie mogła pochwalić się wysokim budżetem. Teraz jednak Nicolas Cage ma szansę znów zabłysnąć na wielkim ekranie. Aktor wcieli się w Draculę w nadchodzącym filmie studia Universal pod tytułem „Renfield”.

W ramionach horroru

Renfield to postać znana z powieści „Dracula” autorstwa Brama Stokera, która została wydana w 1897 roku. Był to osadzony w zakładzie psychiatrycznym mężczyzna, postrzegany przez wszystkich jako umysłowo chory, przez swoje, delikatnie mówiąc, ekscentryczne zachowanie. Okazało się jednak, że w rzeczywistości Renfield był pod wpływem Hrabiego Draculi. W tytułowego bohatera nadchodzącej produkcji wcieli się Nicholas Hoult („Wielka",„Mad Max: Na drodze gniewu"), który będzie filmowym partnerem swojego (prawie) imiennika Nicolasa Cage'a. Oprócz Houlta i Cage'a w produkcji zobaczymy również Awkwafinę („Bajecznie bogaci Azjaci", „Kłamstewko"). Mimo że powieść Brama Stokera pochodzi z końca XIX wieku, to akcja „Renfielda” będzie osadzona we współczesności. Na ten moment nieznane są dalsze szczegóły fabuły. Wiadomo tylko, że reżyserem obrazu będzie Chris McKay („Wojna o jutro”), a za scenariusz odpowiada Ryan Ridley („Rick i Morty”).

Nicolas Cage ponad wszystko ceni sobie wolność

Aktor najbardziej znany z produkcji, takich jak „Zostawić Las Vegas” czy „Skarb narodów” przez ostatnią dekadę stronił od czerwonych dywanów Hollywoodu i koncentrował się na kinie niezależnym. Nicolas Cage masowo występował w produkcjach przeznaczonych bezpośrednio na domowe odtwarzacze z pominięciem multipleksów. Niedawno premierę miał film pod tytułem „Świnia”, który według krytyków jest jednym z jaśniejszych punktów jego aktorskiej kariery. Cage wciela się w nim w samotnego zbieracza trufli. W jednym z wywiadów filmowiec stwierdził, że celowo wybiera bardziej niszowe propozycje, ponieważ docenia większą swobodę na planie.
– Kiedy kręciłem jeden po drugim filmy z Jerrym Bruckheimerem, była to po prostu gra o wysokim ciśnieniu. Było wiele zabawnych momentów, ale jednocześnie było też: „Napisaliśmy tę linijkę. Trzeba to powiedzieć w ten sposób". […] Przykładali do ciebie aparat, fotografowali i mówili ci: „Teraz powiedz kwestię: kółka treningowe do jazdy na rolkach". Mówiłem: „Zrobię to, ale chciałbym też spróbować w ten sposób". W filmach niezależnych masz większą swobodę eksperymentowania i płynność. W pomieszczeniu panuje mniejsze ciśnienie i jest więcej tlenu powiedział Nicholas Cage w rozmowie z Variety.

Wielkie plany Universal

W ostatnich latach studio Universal ponownie eksploatuje formułę filmów o potworach, jednak rezultaty tych przedsięwzięć nie zawsze są zadowalające. W 2017 pojawiła się „Mumia” z Tomem Cruisem, która mimo szumnych zapowiedzi i pokaźnego budżetu okazała się całkowitą porażką. Od tamtej pory studio wyciągnęło wnioski, dzięki czemu w 2020 roku widzowie mogli cieszyć się seansem „Niewidzialnego człowieka” z Elisabeth Moss. Już teraz wiadomo, że Universal nie ma zamiaru na tym poprzestać i przygotowuje kolejne produkcje poruszające się w obrębie tego gatunku. Oprócz „Renfielda” w planach jest także nakręcenie m.in. „Niewidzialnej kobiety” i nowej wersji „Wilkołaka” z Ryanem Goslingiem.
/tekst: Miłosz Piotrowski/
FacebookInstagramTikTokX