Teatr Słowackiego w Krakowie może stracić swojego dyrektora. Choć za oficjalny powód podaje się niedociągnięcia w kwestiach przetargów, środowisko nie ma wątpliwości, że to pokłosie słynnych „Dziadów” w reż. Mai Kleczewskiej i kolejna próba zawłaszczenia kultury przez rząd. „Przecież nie o kwestie artystyczne tutaj chodzi” – mówi aktor Andrzej Grabowski.
Informacja o rozpoczęciu procedury odwołania dyrektora Krzysztofa Głuchowskiego pojawiła się 17 lutego i wstrząsnęła zarówno twórcami, jak i odbiorcami polskiej kultury. Decyzję podjął zarząd województwa małopolskiego, kierowany przez PiS, powołując się na zeszłoroczną kontrolę. Dyrektorowi postawiono zarzut „naruszenia przepisów w zakresie stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych” oraz złamania „zobowiązania dyrektora do dbałości o dobre imię Teatru”.
Kilka godzin po ogłoszeniu skandalicznej decyzji w budynku Teatru zebrał się cały zespół. Zorganizowano też konferencję prasową, w której udział wziął dyrektor Głuchowski i aktorzy Słowaka – wszyscy pracownicy podpisali pismo stające w obronie reżysera. Podkreślali, że to dyrektor Głuchowski przyczynił się do tego, że Teatr Słowackiego jest dziś jedną z najważniejszych scen w Polsce. Od kilku dni pod budynkiem Teatru gromadzą się protestujący widzowie i twórcy polskiej sceny. Solidarność z dyrektorem wyraziły też największe polskie teatry i instytucje kultury, m.in. sąsiedni Narodowy Stary Teatr czy Teatr Powszechny w Warszawie.
Kara za „Dziady”?
Oskarżenia zarządu zbiegają się w czasie z aferą wokół „Dziadów” w reż. Mai Kleczewskiej, którą w listopadzie rozpętała małopolska kurator oświaty Barbara Nowak. Skierowała wówczas oświadczenie do dyrektorów, nauczycieli i rodziców uczniów, w którym odradzała uczestnictwa w spektaklu. Treści zawarte w „Dziadach” nazwała „swobodną emanacją poglądów środowiska, które pragnie kształtować spojrzenie społeczne na współczesną Polskę nie z troską, miłością należną Ojczyźnie, lecz z nienawiścią do jej rodowodu historycznego, do tożsamości narodu ugruntowanego na fundamencie tradycji cywilizacji łacińskiej”. Nowak do tej pory unika jednak odpowiedzi na pytanie, czy spektakl w ogóle widziała.
Z kolei Ryszard Terlecki, wicemarszałek Sejmu i krakowski poseł PiS, skomentował sprawę w Radiu Kraków następująco: „Jestem zdumiony, że to tak długo trwa i że decyzja zmiany dyrekcji nie nastąpiła znacznie wcześniej, po poprzednich wyczynach pana dyrektora i tego teatru”. Dodał również, że teatr z taką tradycją nie powinien być miejscem „eksperymentów jakichś nieudaczników”.
„Teatr jest nasz”
Zarówno w przestrzeni wirtualnej, jak i na żywo, w Krakowie, trwają protesty i próby zatrzymania władzy. Władzy, która posuwa się coraz dalej. Przypomnijmy, że rząd „wymienił” już kierownictwo takich miejsc jak Zachęta czy Muzeum Narodowe w Warszawie. Dwa tygodnie temu pisaliśmy o zaprzepaszczonej szansie na wielką wystawę, która została zablokowana przez Ministerstwo Kultury z powodu wątku uchodźczego. Choć po burzy związanej z „Dziadami” Teatr Słowackiego wciąż dodrukowuje bilety, które rozchodzą się w jednej chwili, nie ulega wątpliwości, że (za)rząd postanowił wymierzyć Teatrowi karę.
O sytuacji Teatru Słowackiego piszą też zagraniczne media. Stronę swojego pisma poświęcił tematowi niemiecki tygodnik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. „Polskie państwo próbuje założyć ideologiczną uzdę instytucjom kulturalnym” – relacjonuje Felix Ackermann.
Marian Turski o „Dziadach”
Symboliczny staje się fakt, że to właśnie „Dziady” Dejmka wywołały falę protestów w 1968 roku, stając się pretekstem do wydarzeń marcowych z tamtego roku. To jedyny tak słynny bunt społeczny, wywołany przez spektakl teatralny. Historia zdaje się zataczać koło. Do sprawy odniósł się Marian Turski, ocalały więzień Auschwitz.
Kilka dni po ogłoszeniu decyzji z dyrektorem Głuchowskim spotkał się prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski. Wiadomo już, że podejmie się mediacji w tej sprawie. W internecie można podpisać petycję do zarządu województwa – w pięć dni Teatr Słowackiego poparło już ponad dwadzieścia tysięcy osób.
/tekst: Milena Kuchnia/


