Żyjąca na co dzień w belgijskim Ghent artystka wyrasta w ostatnich latach na jedną z najciekawszych performerek na Starym Kontynencie. W swojej muzyce łączy inspiracje popem i muzyką eksperymentalną z niezwykle ekspresyjnymi tekstami, czym przykuła uwagę wielu słuchaczy i krytyków na całym świecie. Niedawno, bo 8 listopada ukazał się jej nowy album, „Comic Trip”.
Kim jest, skąd się wywodzi, co je razem z Maartenem — dowiecie się z naszej krótkiej rozmowy.
Koncerty Sylvie Kreusch odbędą się:
9 marca / Poznań, Pod Minogą
10 marca / Warszawa, Hydrozagadka
11 marca / Wrocław, Łącznik
Sylvie Kreusch, mat. prasowe
Jako Sylvie Kreusch nagrałaś dwa albumy, ale współpracowałaś również z Warhaus. Jak ci wychodzi bycie solową artystką i częścią zespołu jednocześnie?
Obecnie głównie pracuję nad solowym projektem, choć czasem wciąż odwiedzam Maartena [wokalistę Warhaus — przyp. red.]; on przyrządza spaghetti, ja śpiewam piosenkę, jak za starych, dobrych czasów.
Masz też związki ze światem mody. Szłaś po wybiegu Ann Demeulemeester, stworzyłaś soundtracki do pokazów Prady i Victoria’s Secret. Co cię do niej przyciąga?
Dorastałam w Antwerpii, mieście dobrze znanym w branży modowej, które słynie ze swojej akademii modowej, a ja często imprezowałam z jej studentami. To były imprezy, gdzie każdy tworzył swój outfit w możliwie kreatywny sposób. Poznałam wówczas mnóstwo niesamowitych osób, niektóre były bardzo ekstrawaganckie… Oni wszyscy czuli się nieco zagubieni w prawdziwym świecie, podczas gdy w tej społeczności byli wolni. Coś jak w filmie „Paryż płonie”. Wiele z nich zrobiło zresztą karierę w modzie i obecnie pracują w Paryżu. Dla mnie moda to nie trendy, lecz możliwość zanurzenia się w różnych charakterach.
Kładziesz duży nacisk na wizualny aspekt zarówno swojej pracy, jak i siebie. Co ci to daje?
Warstwa wizualna jest dla mnie niemal równie ważna co muzyka. Tworzę również muzykę w bardzo wizualny sposób, te pomysły rodzą się w pakiecie. Sprawia mi przyjemność zagłębianie się w różne formy sztuki. Nie postrzegam siebie jako piosenkarki czy muzyka, raczej jako artystkę, która chce stworzyć cały świat.
Zaczęłaś w bardzo młodym wieku. Po 15 latach w branży masz jakieś przemyślenia dotyczące rozpoczęcia kariery? Co byś dzisiaj powiedziała innej młodej osobie pragnącej zostać muzykiem?
Daj sobie czas… Katapultowanie od zera do szczytu to ciężkie przeżycie. Moja kariera rozwijała się latami, dzięki czemu obecnie czuję się znacznie silniejsza i pewniejsza siebie, po prostu pozwalam rzeczom do mnie przyjść.
Co wolisz: rzeczywistość czy sny?
Sny, oczywiście. Szczególnie w obecnych czasach warto dawać sobie na nie przestrzeń, ponieważ rzeczywistość czyni nas zgorzkniałymi. Jako dziecko często byłam karana za śnięcie na jawie w trakcie lekcji, przez co myślałam o tym jak o czymś złym i nagannym, podczas gdy sny stanowią piękną ucieczkę do najbardziej szczerych i cudownych miejsc w naszych umysłach. Gdybyśmy odwiedzali je częściej, świat byłby piękniejszy.
Czego możemy się spodziewać po twoich nadchodzących koncertach?
Nasze występy w Europie będą się różniły od pozostałych, chcemy być bliżej publiczności, zachować dużą dozę wolności i intymności jednocześnie. Bardzo na to czekam.
Czego ostatnio słuchasz? Polecisz jakichś artystów? Albo może jakiś film zrobił na tobie ostatnio duże wrażenie?
W zeszłym tygodniu odkryłam niemiecko-szwedzką artystkę na Instagramie i z miejsca pokochałam zarówno jej głos, jak i wygląd. Pomyślałam: „Wow! Bardzo chcę nagrać z tobą piosenkę!”… i dokładnie w tym samym momencie dostałam tę samą wiadomość od niej! Nasze światy idealnie do siebie pasują, w dodatku naprawdę mogłaby zostać światową gwiazdą. Nie powiem jeszcze, kto to jest, ponieważ chcę, aby to była niespodzianka, ale zdecydowanie miejcie oczy otwarte! Ponadto niezmiennie oczywiście słucham Julee Cruise, Angelo Badalamentiego i polecam wszystkie filmy Davida Lyncha. Troje artystów, którzy stale współpracowali i wszyscy odeszli w tak krótkim czasie.