„Peace or Love” to jedenaście świeżo brzmiących utworów o życiu i miłości – pięknych, czystych i emocjonalnych. Zespół, gdzieniegdzie przywodzący na myśl Simona & Garfunkela, aż pięć razy podchodził do „powrotu”, by nomen omen w pięć lat stworzyć płytę, która powstawała w pięciu różnych miastach. Przypadek? Tego nie wiemy, jednak na albumie zdecydowanie słychać mądrość, która przyszła z wiekiem dwóch przyjaciół.
„– Sfrustrowaliśmy wiele osób z branży muzycznej, ponieważ nie zgadzamy się na dopasowanie do ram tego, jak wszystko powstaje. Właśnie dlatego kocham to, co robię. Nie jestem zblazowany. Wygląda to oczywiście na powrót, ale tak nie jest. To był bardzo powolny projekt. Wiele razy oszukiwaliśmy się, myśląc, że teraz wiemy, jak nagrywać, ale w momencie, gdy jesteśmy w studiu, zdajemy sobie sprawę, że w nagraniach tak naprawdę chodzi o uchwycenie magii. Bardzo trudno sprawić, by coś brzmiało prosto” wyznał Eirik.
Czy zatem koncert 10 czerwca w warszawskim Palladium będzie jedyną okazją na kolejnych wiele lat, by usłyszeć Kings of Convenience na żywo? Być może, szczegóły znajdziecie na wydarzeniu na Facebooku.
Eirik i Erlend spotkali się w szkole w Bergen w Norwegii, gdzie po raz pierwszy wystąpili razem w zespole rockowym Skog, zanim w 1999 roku utworzyli duet. Po kilku wspólnych albumach i trasach koncertowych Erlend osiedlił się w Syrakuzach na Sycylii, podczas gdy Eirik pozostał w Bergen. Do stycznia 2016 roku Kings of Convenience napisali prawie wszystkie utwory na „Peace or Love”, odbyli także swoją pierwszą sesję nagraniową podczas trasy koncertowej w Santiago w Chile. Tamtej jesieni zadebiutowali z nowym materiałem przed fanami. Potem sprawy się skomplikowały.
W miarę postępów sesji nagraniowych do albumu dołączyli inni muzycy. Łamiący serce „Love Is a Lonely Thing” został nagrany w studiu Funkhaus Nilsa Frahma w Berlinie z kanadyjską wokalistką Leslie Feist.