8 maja 2026 roku. Dziś David Attenborough kończy sto lat i zdradza sekret długowieczności.
Urodzony w Isleworth w Middlesex w 1926 roku, w czasach gdy przeciętna długość życia Brytyjczyka wynosiła około 58 lat, Sir David Frederick Attenborough wychodzi właśnie na prostą drugiego stulecia. Ekipa BBC organizuje dla niego wieczór w Royal Albert Hall, a naukowcy z londyńskiego Natural History Museum dali mu w prezencie coś, czym nie obdarowuje się zwykłych solenizantów: własny gatunek osy pasożytniczej.
To już ponad pięćdziesiąty gatunek nazwany jego imieniem – wśród poprzednich są kolczatka, ślimak półnagi i malutka peruwiańska żaba. W taksonomii imieniem honoruje się tych, którzy zmienili naukę. Attenborough nauki nie uprawiał, ale opowiadał o niej w taki sposób, że ludzie zaczęli się nią interesować. To piękny talent.
Kiedy w 1976 roku pięćdziesięcioletni Attenborough wyruszył w trzyletni projekt filmowy przez czterdzieści krajów, dokumentując ponad 600 gatunków, nikt nie wiedział jeszcze, że powstaje jedno z najważniejszych dzieł telewizji w historii. „Life on Earth” z 1979 roku nie było kolejnym programem przyrodniczym. Kiedy seria trafiła do USA w 1982 roku, zgromadziła ponad 500 milionów widzów w ponad stu terytoriach. Na fali tej produkcji BBC Two przestało być kanałem niszowym.
Z okazji setnych urodzin Sir Davida PBS wyemitowało nowy film „Life on Earth: Attenborough's Greatest Adventure” – dokument, który powraca do tamtej produkcji przez rozmowy z Attenboroughem i jego ówczesną ekipą. Wśród kluczowych momentów: sceny z gorylami w Rwandzie, w których zwierzęta po prostu na nim siadały. Attenborough opisał zasadę kontaktu: nie patrzeć gorylowi w oczy, trzymać głowę nisko, wydawać odgłosy ryknięcia.
Zapytany o sekret długowieczności, odpowiedział po prostu: szczęście. Nauka częściowo przyznaje mu rację: genetyczna loteria rozdziela karty przed startem. Jednak obserwując kogoś, kto w wieku 99 lat wydaje kinowy dokument, który bije rekordy frekwencji, trudno uwierzyć, że reszta to tylko biologia.


