Tenisistka nie jest pierwszą celebrytką przyznającą się do stosowania leków typu Ozempic w celu redukcji wagi. Temat stosowania leków odchudzających został w internecie już dawno znormalizowany. Jednak sytuacja, w której sportowiec pokroju Sereny Williams staje się twarzą takiego preparatu jest bez wątpienia kontrowersyjna.
Pięciokrotna zwyciężczyni Turnieju Mistrzyń WTA Finals i czterokrotna złota medalistka olimpijska przyznała, że sięgnęła po pomoc w redukcji wagi po ciąży, zrzucając ponad 14 kilogramów dzięki lekowi z grupy GLP‑1. Preparat ten działa poprzez stymulację wydzielania insuliny i redukcję wydzielania glukagonu i do tej grupy należy m.in. Ozempic.
Mimo licznych kontrowersji Williams nie ukrywa swojego wyboru, że została twarzą leku, który pomógł jej w odzyskaniu formy. Decyzję o leczeniu podjęła po konsultacji z lekarzami Ro, firmy oferującej szeroki zakres usług farmaceutycznych.
Williams zdradziła, że najtrudniejszy moment przyszedł po narodzinach pierwszego dziecka:
Internauci byli zszokowani już samym oświadczeniem Sereny o korzystaniu z leku, a jeszcze większą burzę wywołało, gdy firma Ro, produkująca preparat, ogłosiła tenisistkę jego twarzą. Wizerunek sportowczyni od lat symbolizującej sylwetkę silnej kobiety, niepodlegającej typowym kanonom, został nagle przewartościowany. Nie tylko ze względu na działanie leków GLP‑1, ale także sam przekaz, jaki niesie innym kobietom.
Rzecznik firmy odniósł się do kontrowersji:
Feministyczna perspektywa
Wypowiedź Williams wywołała dyskusję również w środowiskach akademickich. Caleb Luna, adiunkt studiów feministycznych na University of California, uważa, że to przełom:
Jednocześnie feministka wyraża zaniepokojenie potrzebą, jaką odczuwa profesjonalna sportowczyni, sięgając po leki GLP‑1 pod wpływem presji wyglądu w określony sposób. Obawiają się, że w przeciwnym razie jej aktualna sylwetka mogłaby zostać odebrana jako mniej „akceptowalna”, co mogłoby umniejszać jej pełen sukcesów dorobek sportowy.
Co na to lekarze?
Presja dostosowania się do określonego kanonu ciała nie kończy się wraz z zakończeniem kariery sportowej. Serena Williams, która zakończyła czynne występy w 2022 roku, stanowi przykład, jak trudne może być utrzymanie sylwetki po odejściu ze świata elitarnego sportu.
Dr Claire Madigan, starsza pracownica naukowa w dziedzinie medycyny behawioralnej na brytyjskim Loughborough University, wyjaśnia, czemu elitarnym sportowcom może być trudno zrzucić wagę:
Jednocześnie Dr Madigan docenia Williams za podkreślenie, iż utrata masy ciała po ciąży nie była łatwa i nie wynikała wyłącznie ze stosowania leku GLP‑1. Sportowczyni musiała również skupić się na diecie i regularnej aktywności fizycznej. Podobnie jak adiunktka Luna, Dr Madigan podaje w wątpliwość wartość i etykę sygnału, jaki Williams wysyła innym kobietom.
Specjalistka wyraża też zaniepokojenie potencjalnymi skutkami ubocznymi oraz promocją leku tak poważnego, jakby był zwykłą witaminą, co może tworzyć złudzenie, że preparat jest całkowicie bezpieczny i łatwo dostępny bez konsultacji z lekarzem. GLP‑1 może wywoływać liczne problemy zdrowotne, w tym zaburzenia żołądkowo‑jelitowe czy ryzyko powikłań metabolicznych. Williams jednak zapewnia, że nie doświadczyła żadnych skutków ubocznych. W rozmowie z magazynem Women’s Health pochwaliła się:
W wywiadzie dla magazynu People Williams podkreśla znaczenie własnej pracy:
Jak działają leki GLP-1?
Sam lek GLP‑1 nie jest szkodliwy dla osób, które go potrzebują, powstał z myślą o pacjentach z cukrzycą typu 2 oraz o osobach z chorobową otyłością. Preparaty z tej grupy, takie jak Ozempic czy Wegovy, naśladują naturalny hormon, który stymuluje wydzielanie insuliny, reguluje poziom glukozy we krwi, zmniejsza apetyt i spowalnia opróżnianie żołądka.
Problem z lekiem pojawia się, kiedy jest stosowany przez osoby, dla których nie został przewidziany. Jego działanie można porównać do miecza obosiecznego: może przynosić duże korzyści jednym, a jednocześnie wyrządzać poważne szkody innym. Preparaty GLP‑1 są coraz częściej przyjmowane „na własną rękę”, bez konsultacji lekarskiej i bez wyraźnego wskazania medycznego. Skutki uboczne obejmują m.in. problemy żołądkowo-jelitowe, takie jak wymioty i biegunka, a w rzadkich przypadkach komplikacje z pęcherzykiem żółciowym i nerkami.
Stosowanie leków stworzonych głównie dla diabetyków jest niebezpieczne, ponieważ dostępne badania koncentrują się głównie na pacjentach z cukrzycą. Wciąż brakuje pełnej wiedzy, które grupy pacjentów mogą bezpiecznie korzystać z GLP‑1, a które zdecydowanie nie powinny ich stosować.
Dodatkowo masowe użycie GLP-1 przez osoby zdrowe ogranicza dostęp do tych leków dla pacjentów, którzy naprawdę ich potrzebują, np. osób z cukrzycą typu 2. W ten sposób preparaty nie tylko stają się ryzykowne dla osób przyjmujących je bez wskazań, ale również są zagrożeniem dla pacjentów wymagających terapii, którzy mogą napotkać ograniczenia w dostępie do niezbędnego leku.
Sportowczyni częścią nieetycznego lobby
Promocja nie do końca przebadanych leków oraz udział sportowców w ich reklamie jest częścią większego problemu związanego z amerykańskim wpływem przemysłu farmaceutycznego. Serena Williams jako twarz firmy Ro staje się bezpośrednio częścią tego zjawiska.
Udział ikony sportu w kampanii promującej lek, który nie jest przeznaczony wyłącznie do celów estetycznych, wpisuje się w szerszy obraz amerykańskiego przemysłu farmaceutycznego, jednego z największych lobby na świecie. W 2023 roku branża ta wydała oficjalnie około 374 miliony dolarów na lobbing, podczas gdy branże technologiczna i energetyczna wydały mniej więcej połowę tej kwoty.
Działalność lobby farmaceutycznego bywa krytykowana za brak etycznego kompasu i skupienie wyłącznie na zysku. Cele obejmują blokowanie prób regulacji cen leków (USA to jeden z nielicznych krajów, gdzie ceny nie są centralnie negocjowane), przedłużanie patentów („evergreening”), aby genetyki nie mogły wejść na rynek, wpływanie na refundacje i zakres ubezpieczeń oraz torowanie drogi dla nowych, lukratywnych terapii, takich jak leki GLP-1 na odchudzanie (Ozempic, Wegovy).
Preparaty GLP-1 stały się „nową złotą kurą”, a rynek leku już teraz jest wart dziesiątki miliardów dolarów. Prognozy wskazują, że do 2030 roku osiągnie 100 miliardów USD rocznie.
W tym kontekście promocja leku przez Serenę Williams – ikonę sportu i zdrowia – nie jest neutralnym wyborem. Kiedy postać publiczna mówi, że bez tego preparatu nie mogła wrócić do formy, staje się częścią narracji marketingowej i działa jak instrument miękkiej perswazji: normalizuje stosowanie leku i tworzy wrażenie, że skoro nawet ona go potrzebuje, inni również powinni z niego korzystać. Tym samym tenisistka „zmiękcza” bariery społeczne i ukazuje lek jako rozwiązanie dostępne dla każdego, niezależnie od rzeczywistej potrzeby czy skutków zdrowotnych.
Ciało w modzie i na korcie
Trend dotyczący tego, jak powinno wyglądać ciało, zmienia się w okamgnieniu, widać to wyraźnie w mediach społecznościowych i Hollywood. Obserwujemy powrót popularności szczuplejszych sylwetek, co stanowi odejście od BBL i krągłości pełnych figur, które dominowały 10 lat temu. W 2010 r. królowały kształty „hourglass”, teraz wracamy do smukłości i niewielkich kobiecych proporcji, przypominających estetykę „heroin chic” z lat 90.
Jednocześnie z trendami „sylwetkowymi” w oku publiczności Serena Williams wyróżniała się od lat nie tylko niesamowitą karierą sportową, ale także tym, że w świecie celebrytów i mody uciekała od dominujących ideałów piękna. Jej sylwetka była symbolem siły i muskularności, a jednocześnie kobiecości, wyróżniała się swoją siłą nawet na tle innych tenisistek. Przez lata Serena zmagała się z krytyką: „za duża”, „za umięśniona”, „nie pasuje do kanonu”, „zbyt męska”.
Dlatego jej obecna promocja leków odchudzających, mimo że zgodna z trendami w świecie celebrytów, jest tak kontrowersyjna. Ikona, która przez lata stanowiła przeciwwagę dla narzuconych kanonów, nagle staje się twarzą preparatu propagującego standardy estetyczne, których była antysymbolem.
Burza krytyki
W związku z promocją leku GLP-1 przez Serenę Williams krytycy zarzucają jej włączenie się w kulturę „leku na idealne ciało”, czyli utrwalanie toksycznych wzorców piękna oraz promocję niezdrowych standardów estetycznych. Jednocześnie współpraca z kontrowersyjnym lobby farmaceutycznym rodzi pytania o motywacje finansowe i autentyczność przekazu jej pozytywnych doświadczeń z preparatem. Serena jest ambasadorką kliniki Ro, dostarczającej leki GLP-1, a jej mąż, Alexis Ohanian, jest inwestorem i członkiem rady tej firmy.
Eksperci zdrowotni i dietetycy ostrzegają, że leki GLP‑1 nie powinny być traktowane jak modny dodatek do estetyki. Obawy dotyczą zarówno skutków ubocznych (problemy z trzustką, tarczycą, nawroty wagi po odstawieniu leku), jak i ograniczenia dostępności preparatów dla osób, które naprawdę ich potrzebują, np. pacjentów z cukrzycą typu 2.
Zarzuca się Serenie, że jako sportowiec i inspiracja, zwłaszcza dla kobiet, stała się częścią problemu, a nie jego rozwiązaniem, i zwykłą „sprzedawczynią” idei, że odchudzanie farmakologiczne jest normą. Alex Light, ekspert branży body image, podsumował to dosadnie:
Mimo że Serena Williams powinna pozostać przykładem jako legenda sportu i wzór autentycznej siły, jej zaangażowanie w promocję leków GLP‑1 wplątuje ją w dziwne powiązania biznesowe i marketingowe. Okazuje się, że nie tyle osobiste przekonania czy wartości są teraz najważniejsze, ile to, aby głos i wizerunek sportowczyni nadal pozostawał obecny w mediach – nawet po zakończeniu kariery. To przypomina, że nawet ikony sportu, które przez lata inspirowały siłą i determinacją, nie są odporne na presję kultury i wielkiego biznesu.


