FacebookInstagramTikTokX
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
  • Search
Moje Konto
Zaloguj się / Zarejestruj
  • Wasze prace
  • Film
  • Muzyka
  • Art & Dizajn
  • Moda
  • Świat
  • Seks
  • Sklep
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Kup nowy numer
K MAG
FacebookInstagramTikTokX
  • Sprawdź poprzednie numery
  • O K MAG
  • Redakcja
  • Zapisz się na newsletter
  • Kontakt
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
Film

Nowy film twórcy nagrodzonego Oscarem "Syna Szawła" to przejmujący obraz końca belle époque

03-04-2019
Nowy film twórcy nagrodzonego Oscarem "Syna Szawła" to przejmujący obraz końca belle époque
Nowy film twórcy nagrodzonego Oscarem "Syna Szawła" to przejmujący obraz końca belle époque
Schyłek dnia, mat. pras. Gutek Film

/tekst: Mateusz Sidorek/

Wbrew temu, co może się wydawać, głośny debiut nie musi wcale oznaczać, że odtąd wszystko, czego dotknie twórca, stanie się wielkim sukcesem. Zwłaszcza, jeśli wypada tak dobrze, jak w przypadku „Syna Szawła” László Nemesa, który zgarnął kolekcję nagród – od Złotego Globu za najlepszy film zagraniczny, po Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. W „Schyłku dnia”, swoim drugim filmie, Nemes nie pokusił się o wejście w hollywoodzką machinę, lecz pozostał w sferze kina autorskiego i zabrał nas do rodzinnego Budapesztu. I zrobił to z dużym powodzeniem. Węgierskie kino moralnego niepokoju już od dawna trafia na salony największych europejskich festiwalów filmowych, co pokazuje dorobek Beli Tarra („Koń turyński”), Nimróda Antala („Kontrolerzy”) czy Idikó Enyedi („Dusza i ciało”). László Nemes udowodnił przynależność do tego grona utalentowanych twórców, o czym świadczy choćby wyróżnienie "Schyłku dnia" nagrodą FIPRESCI na MFF w Wenecji.

„Schyłek dnia” to podróż po słonecznym Budapeszcie u progu XX wieku, podczas której razem z główną bohaterką, Irisz Leiter, poznajemy różne zakątki wielkiego miasta ówczesnych Austro-Węgier. Na samym początku Irisz pokazuje nam wielkomiejski dobrobyt i blichtr. Zabiera do sławnego salonu kapeluszy, który kiedyś należał do jej rodziców. Organizowane wieczorami bale i koncerty, wypełnione pięknymi strojami i służbą, podającą w białych rękawiczkach kieliszki z szampanem – wszystko wskazuje na to, że na początku XX wieku ludziom żyje się dobrze. Nawet bardzo dobrze - określenie belle époque nie wzięło się znikąd.

Dosyć szybko poznajemy jednak drugą stronę miasta. Miły spacer przechodzi w nerwowy bieg Irisz, a słoneczny, rozświetlony Budapeszt zmienia się w brudną i lepką od potu, pełną przemocy, europejską metropolię. Wychodząc przez drzwi pałacu, wpadamy do zarobaczonych, mrocznych mieszkań. Spacerujące wieczorami kobiety stają się ofiarami brutalnych gwałcicieli. Obojętność na nierówności i narastające niezadowolenie w społeczeństwie wyzwala w nim najgorsze, zwierzęce instynkty. Tak wygląda zapowiedź rewolucji lub apokalipsy.

Pojawienie się głównej bohaterki w salonie kapeluszy, delikatnie mówiąc, nie wzbudza entuzjazmu wśród nowych właścicieli. Chociaż na szyldzie nadal widnieje nazwisko Leiter – po jej rodzicach, którzy zginęli w pożarze – wszystkim zależy, żeby dziewczyna jak najszybciej wyjechała z Budapesztu. Przypadkowo jednak dowiaduje się o istnieniu brata, którego postanawia odnaleźć. Sama Irisz może momentami irytować widza – niewiele mówi, wydaje się sztywna i zbyt naiwna. Okazuje się jednak, że to nie naiwność, ale niesamowity upór kieruje bohaterką, która chce odkryć mroczne tajemnice Budapesztu.

László Nemes buduje atmosferę moralnego upadku i rozprzestrzeniającego się niepokoju, ale unika przy tym dosłowności. Nie zasypuje nas makabrycznymi scenami rozrywanych ciał, czy zbiorowych gwałtów. Kadry często są nieostre i przyciemnione, czasem po prostu zalane iskrami i ogniem. Reżyser nie przedstawia też szerokich ujęć, pokazujących panoramę Budapesztu. Przez cały film znajdujemy się tuż przy Iris i ludziach, którzy ją otaczają – od eleganckich i wyrafinowanych arystokratów po rozwścieczonych anarchistów. Jego wizja nie tylko oddaje nastroje tuż przed I Wojną Światową, ale również jest komentarzem do współczesnej sytuacji w Europie.

W „Schyłku dnia” - tak jak w poprzednim filmie Nemesa – pojawia się Marcin Czarnik („Artyści”, „Zjednoczone stany miłości”, „Drogówka”). Polski aktor był obecny także podczas organizowanego w Kinie Muranów, przedpremierowego pokazu na początku kwietnia. Czarnik zdradził, że „Schyłek dnia” będący prequelem do „Syna Szawła”, miał być pierwszym filmem Nemesa. Siłę reżysera podkreślają także osoby związane z Gutek Film, którym wystarczył trwający minutę fragment „Syna Szawła” (tylko tyle mogli obejrzeć, ponieważ film nie był jeszcze skończony), żeby uwierzyć w wizję ówczesnego debiutanta i kupić prawa do dystrybucji jego, jak się okazało oscarowego, dzieła w Polsce. Strzał niemal w ciemno okazał się być strzałem w dziesiątkę.

"Schyłek dnia" w polskich kinach od 5 kwietnia 2019.

Mamy do rozdania 5 podwójnych zaproszeń na przedpremierowy pokaz filmu "Schyłek dnia" w czwartek 4 kwietnia o godz. 20:30 w warszawskim kinie Muranów (ul. gen. Andersa 5). Aby zdobyć jedno z nich, należy wysłać maila na redakcja@kmag.pl. W tytule wiadomości prosimy wpisać nazwę filmu. Nie zapomnijcie o podaniu swojego imienia i nazwiska. Zaproszenia otrzyma 5 pierwszych osób.

FacebookInstagramTikTokX