Wyrok w tej sprawie zapadł 1 lutego. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że wypowiedź Mazanka mieści się w granicach swobody wypowiedzi, a dziennikarz realizował konstytucyjną zasadę wolności słowa. Zdaniem sądu nie doszło do naruszenia dób osobistych, choć oczywiście reputacja partii jest dobrom chronionym.
„Sąd przyznał, że faszyzm to jeden z kierunków politycznych i choć potocznie słowo może mieć różne zabarwienia, autor artykułu nie zrównał ideologii PiS z nazizmem, jak próbował to przestawić pełnomocnik procesowy Prawa i Sprawiedliwości” przekazała Gazeta Myszkowska.
Pełnomocnik PiS przekonywał, że dla czytelników faszyzm i nazizm to jedno i to samo.
„Sąd dostrzegł też fakt, jaki podnosiłem zarówno w moich publikacjach, jak i w zeznaniach, że jest różnica między faszyzmem a nazizmem. Ja pisałem, że PiS to partia faszystowska. Pełnomocnik PIS chciał zrównania tych dwóch pojęć, tłumacząc, że dla przeciętnego odbiorcy to »to samo«. Sąd też to trafnie dostrzegł, wskazując, że przeciętny odbiorca aż taki głupi nie jest i potrafi te dwa pojęcia rozróżnić. Też zawsze wierzę w mądrość Czytelników, którzy nie muszą być fachowcami od doktryn politycznych, ale różnicę pomiędzy faszyzmem a nazizmem bez problemu dostrzegają” napisał Jarosław Mazanek.
W procesie zeznawał profesor akademicki dr hab. Maciej Górecki, który zajmuje się doktrynami politycznymi. Górecki wyjaśnił, że użyte przez Mazanka określenie znajduje potwierdzenie w ideologii PiS. Profesor wskazał cechy takie jak nacjonalizm czy dążenie do programowania społeczeństwa według swojego wzorca.
PiS ma zapłacić koszty procesu ustalone przez Sąd na kwotę 737 zł. Wyrok nie jest prawomocny.