Elektro-popowa struktura „STILO" buduje się na fundamencie niepokoju. Gitarowe riffy rozcinają gładką powierzchnię produkcji Kuby Karasia niczym ostre krawędzie szkła, a syreny alarmowe – te same, które w innych kontekstach ostrzegałyby przed katastrofą – tutaj działają jak afrodyzjak. Echo z tonącego statku staje się wezwaniem do tańca na krawędzi, do celebracji tego, co ulotne i właśnie dlatego bezcenne.
Karaś, którego współpraca z Reni sięga czasów przełomowego „BANG!" sprzed dekady, wie, jak uwolnić jej głos od nadmiernej produkcyjnej oprawy. Dziś historia zatacza koło: artyści znów zamknęli się w studio, żeby otworzyć nowy rozdział. „STILO" brzmi współcześnie. Jest w tym utworze pewność siebie artystki, która nie musi udowadniać przynależności do aktualnego momentu, bo sama go definiuje.
VHS kontra AI: estetyka rozdarcia
Florian Malak, reżyser towarzyszącego singlowi teledysku, konstruuje wizualną narrację na zasadzie kolizji epok.
„Koncepcja opiera się na zderzeniu dwóch porządków wizualnych, surowego, analogowego świata VHS z bardziej kreacyjną, współczesną rzeczywistością budowaną poprzez połączenie wielu technik. To dialog między przeszłością a przyszłością obrazu. VHS & AI” , wyjaśnia twórca.
Ziarniste, analogowe kadry z kaset VHS – nośnika, który dla młodszej części publiczności jest już abstrakcją – zderzają się z płynnymi, niemal onirycznymi sekwencjami generowanymi przez sztuczną inteligencję. To nie jest jednak powierzchowna zabawa kontrastem. To medytacja nad naturą pamięci i sposobem, w jaki współczesność rekonstruuje przeszłość.
Początek nowego rozdziału klubowej historii
„STILO” to nie odosobniony gest. To pierwszy utwór zapowiadający nowy etap w klubowej historii Reni – i dopiero otwiera serię. Kolejne numery są w drodze, a deklarowany kierunek – więcej elektroniki, więcej napięcia, więcej ruchu – sugeruje, że to będzie powrót ambitny i konsekwentny.
Gdy syreny „STILO” wybrzmiewają, pozostaje pytanie: czy jesteśmy gotowi na tę podróż? Na powrót do tego, co w klubowej kulturze zawsze było najważniejsze – do momentu, gdy muzyka przestaje być tłem, a staje się doświadczeniem angażującym ciało i umysł bez reszty. Reni właśnie przypomina, jak to jest. I trudno się oprzeć tej propozycji.