Reni Jusis po 7 latach przerwy w 2016 roku wydała album „BANG!”, po którym przyszedł czas na „Ćmę” (2018). Jeden i drugi sprawiły, że artystka z dumą powróciła na rodzimą scenę muzyczną i zdaje się, że nie zamierza jej opuszczać. Swoją premierę miał właśnie utwór „Laisse tomber les filles”, napisany przez Serge’a Gainsbourga, do którego powstała sesja live z udziałem Rafała Zawieruchy („Pewnego razu… w Hollywood”). To zapowiedź nowego albumu artystki, „Je Suis Reni”, która – jak sama nam powiedziała – jest dziełem wielu przypadków. Sprawdźcie, jak do tego wszystkiego doszło.
Projekt „Je Suis Reni” to zbiór ulubionych francuskich piosenek wokalistki, której romans z tym językiem trwa od dawna. Teraz, wraz z zespołem akustycznym, Reni dzieli się swoimi interpretacjami wspomnianych utworów, wśród których znajdują się zarówno klasyczne piosenki z lat 60-tych i 70-tych, jak i największe hity popkultury. Pierwszym z nich jest kawałek napisany przez legendarnego francuskiego piewcę kobiecego piękna Serge’a Gainsbourga, którego przekład (podobnie jak innych utworów na nowej płycie Reni, w większości śpiewanych po polsku) napisał Maciej Zakliczyński, teatrolog i pisarz, znany również jako choreograf w programie „Dancing with the Stars”. Jak dowiedzieliśmy się od Reni, sesja live, a także występ Rafała Zawieruchy, jest sumą kilku różnych przypadków, które razem stworzyły spójną całość.
„– Bardzo wierzę w przypadki. W listopadzie zeszłego roku na jeden z koncertów założyłam czerwony garnitur, cały wieczór popijając czerwone wino i słuchając francuskiej muzyki. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł nagrania utworu po francusku. Jeszcze tego samego wieczoru przyszłam do was, na imprezę K MAG-a, gdzie poznałam Agatę Serge i Rafała Zawieruchę, którym opowiedziałam o moim pomyśle. Tego dnia wszystko się zaczęło. Agata zrobiła mi zdjęcia na okładkę projektu, a Rafał wziął udział w pierwszym singlu autorstwa Gainsbourga. To piosenka, którą napisał dla France Gall. Najpierw stała się hitem we Francji, a później także na świecie, ponieważ Quentin Tarantino wykorzystał ją w soundtracku do swojego filmu „Grindhouse: Death Proof”. A skoro Tarantino, to oczywistym następstwem stał się Rafał. Jestem mu bardzo wdzięczna za zaangażowanie i występ solo w tym klipie. Pierwotnie mieliśmy kręcić sesję live w Paryżu, ale pandemia pokrzyżowała wszystkie plany, więc zatoczyliśmy koło i… wróciliśmy do K MAG-a. A dokładnie do naczelnego, Mikołaja Komara, którego mieszkanie jest najbardziej paryskim mieszkaniem, jakie znam. Poza tym przed wojną Warszawa była nazywana Małym Paryżem zamiennie z Paryżem Północy, więc ponownie zupełnym przypadkiem idealnie się złożyło. Poza tym ciekawie się dzisiaj ogląda klip do „Laisse tomber les filles”, z perspektywy pandemii i wszystkiego, co z nią związane. Mamy tam w sobie pewną naiwność i totalny brak świadomości tego, że nasze życie zaraz zostanie wywrócone do góry nogami. To taka fajna pamiątka „ze starych czasów” –” opowiada Reni.
A Rafał zdradził nam, co go przekonało do wzięcia udziału w projekcie: