Co chcieliście osiągnąć na miejscu?
Naszym celem, poza pomocą w budowie domu dla bardzo ubogiej rodziny, czy rozdaniem podręczników dzieciakom ze szkoły na sawannie i innych, była zbiórka 100 000 złotych dla fundacji Boże Atelier. Dzięki wpłatom widzów zebraliśmy 130 000 złotych, które zostaną przeznaczone na edukację. Młodzi Kenijczycy z biednych wiosek nie mają luksusu, którym cieszymy się my, Europejczycy, mogący się uczyć. Dla wielu rodzin wysłanie dziecka do szkoły jest niewykonalne ze względów finansowych. Dlatego zamiast na lekcje, dzieci idą do pracy. Nikt im nie tłumaczy na przykład, że seks z dziewicą nie wyleczy z AIDS (tak, wiele osób w to wierzy). Historie, które słyszeliśmy, i miejsca, które widzieliśmy, są wstrząsające.
Mimo wszystko Kenijczycy są ciepli, kontaktowi, niesamowicie pogodni. Zawsze serdecznie nas przyjmowano, choć byliśmy ogromną sensacją. Pewnej niedzieli pierwszy raz od piętnastu lat poszłam na mszę. Chciałam zobaczyć, jak wygląda w Kenii. Ksiądz miał ogromną energię, mówił z pasją, perkusista (!) wyglądał jak rasowy jazzman, a na koniec podeszły do nas najstarsze kobiety z wioski, by uścisnąć nam dłonie i podziękować. Nie żałowałam tego wyjścia.
Często pokutuje jednak myślenie, że ludzi nie stać na taki wyjazd, lub po prostu jest to dla nich za duże przedsięwzięcie.