W dzisiejszych czasach pytania, które były słuszne jedynie w świecie science fiction, są zasadne już w tym rzeczywistym. Sceny z filmów typu „Łowca androidów” stają się coraz bliższe, kiedy rozmawiamy z konsultantem-robotem albo kiedy podjeżdża on do nas w sklepie, pytając, czy potrzebujemy pomocy. Stanisław Lem, futurolog, krytyk literacki i pisarz (nie naukowiec!) już w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku przewidział sieć internetową, smartfony czy druk 3D. Dziecko powiedziałoby: „Siła wyobraźni”, badacze odrzekliby: „Geniusz”. Z pewnością wizjoner, który już wtedy dostrzegał zacierające się granice między niemożliwym a przyszłym zarówno w sferach technologii, jak i nauki, podróży, sztuki czy odkryć.
Kim jesteś i czym zajmujesz się w świecie nauki?
Jestem naukowczynią. Zajmuję się realizacją badań i projektów naukowych oraz kieruję Zakładem Fizycznych Aspektów Ekoenergii i jednocześnie laboratorium Materiałów Funkcjonalnych w Instytucie Maszyn Przepływowych Polskiej Akademii Nauk w Gdańsku. Razem z moim zespołem wytwarzamy bardzo małe struktury, nanomateriały, których przynajmniej jeden wymiar to jedna tysięczna rozmiaru średnicy naszego włosa. Dzięki temu, że są one tak niewielkie, mają bardzo nietypowe właściwości – nietypowe dla materiałów objętościowych, które towarzyszą nam na co dzień.
Złoto kojarzy nam się z biżuterią, która jest kowalna i błyszcząca, jednak jeżeli zmienimy wielkość tego złota do rozmiarów nanometrycznych, możemy również kontrolować jego kolor i kształt. Może być zielone, niebieskie, różowe; o różnych właściwościach optycznych czy elektrycznych. Dlatego że rozmiary tych materiałów są tak niewielkie i pozwalają na osiąganie niezwykłych właściwości optycznych i elektrycznych, stosuje się je w różnych gadżetach elektronicznych – na przykład do budowy smartfonów i smartbandów.
Twój profil na Instagramie, @science.mission, wziął się z pasji do nauki czy z pragnienia, by przekonać do niej innych?
Mój profil powstał w 2021 roku w końcówce pandemii. Wielu naukowców oprócz tego, że realizuje swoje prace naukowe, aktywizuje się w popularyzacji nauki. Gdy zaczął się koronawirus, wszystkie działania takie jak festiwale nauki zostały zawieszone. Moja młodsza o trzynaście lat siostra – zupełnie inne pokolenie – pokazała mi wtedy Instagram. Jestem typem człowieka, który lubi uczyć się nowych rzeczy, i stwierdziłam: „Czemu nie spróbować?”. Wiele osób ma negatywne skojarzenia z chemią, biologią czy fizyką. Zastanawiałam się, czy uda mi się przedstawić ten obszar nauki w lekki i zabawny sposób – i czy zyska to odbiorców, co było dla mnie największym wyzwaniem.
Jaka jest istotność oraz siła oddziaływania pop-science? Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy zdolność koncentracji jest coraz krótsza i mówi się o antyintelektualizmie oraz zaniku krytycznego myślenia?
Przede wszystkim ważne jest uświadomienie społeczeństwu istotności krytycznego myślenia i sprawdzania informacji w różnych miejscach tak, by poradzić sobie z deep fake’ami czy dezinformacją generowaną z użyciem sztucznej inteligencji. AI może być dobre, ale czasami dostarcza nieaktualne i zmanipulowane informacje, halucynuje i powinniśmy być tego świadomi. Musimy się opierać na naukowych, sprawdzonych źródłach i potrafić je weryfikować. Nauka to obszar, w którym nie ma miejsca na wiarę na słowo. By można było sprawdzić poszczególne twierdzenia, konieczne są podstawy działające zgodnie z zasadami fizyki czy chemii.
Takie posługiwanie się metodami, które w świecie nauki jest codziennością, pozwoli poradzić sobie z natłokiem informacji albo wykrywaniem w nich kłamstw. W bańce naukowców weryfikacja i opieranie się na wiarygodnych źródłach jest regułą. W społeczeństwie to tak nie działa – często liczba follow czy like’ów to wyznacznik prawdy. Ludzie idą drogą na skróty i nie dociekają prawdy, a w nauce jest sporo sytuacji, w których mówimy: „To zależy”, „To trzeba sprawdzić”.
Stanisław Lem – nie naukowiec, choć futurolog, który lubił przewidywać kolejne kroki rozwoju nauki – z czasem sam zaczął powątpiewać w jej siłę. W co ty wątpisz, jeśli chodzi o jej możliwości?
Boję się tego, czy nauka będzie atrakcyjnym miejscem rozwoju dla młodych ludzi, którzy często patrzą na to, ile na tym zarobią i czy zapewni im to jakiś byt. Widząc, jak w Polsce finansowana jest nauka, a jak można zarobić na byciu influencerem, nic dziwnego, że kusi to młode osoby obserwujące łatwość, z jaką ich idol się bogaci i staje się sławny. Wybrać naukę, w której jest trudno i która często wymaga walki z niepowodzeniami oraz ciągłym doskonaleniem się, czy iść trochę prościej? W ten sposób powszechne staje się przekonanie, że lepiej iść drogą na skróty, szybciej zrobić karierę i zarobić na własne mieszkanie. Aktualnie każdą rzecz mamy na wyciągnięcie ręki. Nasze życie pędzi, podczas gdy w nauce konieczna jest cierpliwość i skupienie. Wytłumaczenie czegoś w dobry sposób wymaga czasu, a w naszej szybkiej codzienności często jest to zbyt wolne dla młodszego pokolenia.
W jaki sposób wywołać realną zmianę w myśleniu i podejściu młodych osób do nauki?
Widzę tu dużą rolę mediów – magazynów, portali i ogólnodostępnej telewizji, która mogłaby pokazywać nie tylko nowości na rynku kosmetycznym czy muzycznym, ale też sylwetki naukowców i naukowczyń, bo robią oni niesamowite rzeczy i w Polsce, i za granicą. Taka popularyzacja nauki również uczyniłaby ją atrakcyjniejszą, docierając do osób, które siedzą nie tylko w internecie. Jeżeli nie tylko TikTok czy Instagram, ale również większe media pokazałyby to w interesujący sposób, nauka zyskałaby większy rozgłos.
Może należałoby zapraszać na czerwone dywany także naukowców i naukowczynie, nie tylko influencerów.
Osób nadających się do tego jest mnóstwo! Włączając podcast Radia Naukowego, można posłuchać, jak ciekawie wiele naukowców wypowiada się na różne tematy – fakt, że są oni zapraszani do rozmów, bardzo cieszy. Cieszy również to, że coraz więcej uczelni ma swoje kanały w socialach, w które angażują się studenci i doktoranci. Ale to działania oddolne – żeby to poszło szerzej, konieczne jest wsparcie ogólnopolskich mediów. Wciąż istnieje ogromna różnica między osobami ze świata nauki a influencerami. To media mainstreamowe muszą zaangażować się w dyskusję i promować wiedzę opartą na faktach.
Jak AI aktualnie odnajduje się w technologii? W jaki sposób sama jej używasz, jeżeli w ogóle?
Używam jej do analizy obecnego stanu wiedzy w moim obszarze naukowym. Pojawia się ogrom publikacji i badań danych dostarczanych przez naukowców z całego świata, ale trzeba umieć je przeanalizować. Bez AI nie ogarnęłabym tego w takim tempie. Przydaje się ona również do przygotowania nowych wniosków, aby aplikować o fundusze na realizację pomysłów naukowych. Z AI trzeba jednak dokładnie wiedzieć, czego się chce. Spodziewam się, że wkrótce będzie coraz więcej spersonalizowanych narzędzi rozwijanych dla specyficznych zastosowań, które pomogą na przykład w analizie danych medycznych.
AI pomaga też w przygotowywaniu treści popularno-naukowych, wyszukiwaniu ciekawych tematów i przygotowywaniu się do nowych wystąpień. To dobre miejsce z ogromem możliwości – ale do korzystania z inteligencją ludzką i uważnością. W obecnych czasach na pewno jednak nie można go unikać albo udawać, że nie istnieje. Powinnyśmy być jednak świadomi zagrożeń, jakie się z nim wiążą. Ważnym pytaniem jest to, czy treści, które w nim umieszczamy, są zastrzeżone, czy jednak może mieć do nich dostęp ktoś całkowicie z zewnątrz. Problemem jest również uznawanie AI jako przyjaciela czy osoby, której się zwierzamy, bo nie mamy kogoś takiego w rzeczywistości.
W ostatnim raporcie Open AI przyznano, że ponad pół miliona użytkowników ChatGPT tygodniowo zdradza objawy psychozy AI, a ponad milion zwierza się z planów związanych z samobójstwem – to szczególne niebezpieczeństwo, bo nikt nie wie, jak AI może doradzić osobom, które borykają się z takimi problemami. To również duża odpowiedzialność po stronie twórców sztucznej inteligencji – stworzenie bezpiecznego środowiska dla osób, które potencjalnie będą używać AI jako wsparcia.