Za niecałe dwa tygodnie odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich, w której zamierzą się prezydent Andrzej Duda oraz prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Walka jest zacięta, a panowie kontynuują kampanię podróżując po Polsce oraz spotykając się z wyborcami.
Niespodziewanie medialną burzę wywołał wtorkowy tekst "Rzeczypospolitej" poświęcony ułaskawieniom prezydenta Andrzeja Dudy. Wówczas okazało się, że w marcu prezydent ułaskawił mężczyznę skazanego w przeszłości za gwałt na osobie nieletniej. O dziwo, wcale nie zwolnił go przedterminowo z kary więzienia, bo mężczyzna już dawno ją odbył. Sprawa jest skomplikowana i budzi duże emocje, a do zarzutów odniósł się już sam prezydent Duda.
Kontrowersyjne ułaskawienie
Jak wyjaśniła Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, prezydent podjął taką decyzję, ponieważ skazany pogodził się z pokrzywdzonymi, zadośćuczynił swoim krzywdom oraz zachowuje się nienagannie. Z prośbą o ułaskawienie zwróciły się do prezydenta osoby pokrzywdzone, a akt łaski dotyczył wyłącznie zakazu kontaktowania się oraz zakazu zbliżania (skazany mieszka w tym samym domu, co osoby pokrzywdzone). Decyzję pozytywnie zaopiniowały sądy pierwszej i drugiej instancji.
W internecie rozpętała się burza, a prezydent Duda napisał na Twitterze, że "sprawa dotyczyła jedynie zakazu zbliżania się. Inne kary były dawno wykonane (nie było gwałtu)". Z dokumentów zweryfikowanych m.in. przez "Rzeczpospolitą" czy "Gazetę Wyborczą" wynika jednak, że osobę ułaskawioną przez prezydenta Dudę skazano za gwałt na osobie małoletniej, a także znęcanie się nad osobą najbliższą oraz uszkodzenie jej ciała. Po odbyciu wyroku mężczyzna prawdopodobnie pogodził się z pokrzywdzonymi, a potem na ich prośbę prezydent go ułaskawił.
Wątpliwości w tej sprawie budzi nie tylko ułaskawienie osoby skazanej wcześniej za przestępstwa seksualnego, ale także decyzja osób pokrzywdzonych, który zwróciły się do prezydenta z prośbą o ułaskawienie. Czy na pewno była to decyzja dobrowolna i czy można w tym przypadku mówić o syndromie Sztokholmskim?
"Gazecie Wyborczej" udało się ustalić, że sprawca wciąż figuruje w „Rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym” Ministerstwa Sprawiedliwości, a ofiarą gwałtu była prawdopodobnie jego córka. W 2012 roku mężczyzna został skazany na cztery lata więzienia oraz dostał sześcioletni zakaz zbliżenia się do swojej córki oraz jej matki, od którego - po odsiedzeniu wyroku - zwolnił go prezydent Andrzej Duda.
Tak sprawę skomentował prezydencki minister Paweł Mucha:
Warto też zapoznać się z oświadczeniem prasowym Prokuratury Krajowej, którego fragment znajdziecie poniżej:


