Świat przefiltrowany
Wystawa „Major Incident" to dobitny, pełen czarnego humoru komentarz do pandemicznego kuriozum: zalewu jednorazowych środków ochrony osobistej. Manifest trwogi o stan środowiska został przedstawiony za pomocą dobitnych, wręcz prymitywnych środków wyrazu. Instalacje artystyczne powstały bowiem... ze śmieci znalezionych na londyńskich ulicach. Łatwo domyślić się, że artysta nie cierpiał na brak materiałów.
„– Przyznam szczerze, że było mi wstyd za te wszystkie śmieci związane z Covidem, które zaczęły masowo przybywać na ulicach przy okazji lockdownu. Na każdym kroku w Londynie napotykałem porzucone jednorazowe maseczki, lateksowe rękawiczki i piętrzące się góry opakowań po zamówieniach internetowych i daniach na wynos. Byliśmy zupełnie bezradni – mieliśmy obowiązek noszenia tych wszystkich jednorazowych środków ochronnych powstałych z nanoplastików. Rząd do dzisiaj nie troszczy się o cały ten bajzel ani nie edukuje nas o tym jak należy te środki utylizować” powiedział nam autor wystawy „Major Incident", Piotr Krzymowski.
Zużyte atrybuty pandemicznej codzienności w sposób przewrotny zyskały drugie życie. Krzymowski zapełnił nimi m.in... regał sklepowy. Na półkach piętrzą się plastikowe butelki wypełnione niebieskimi, jednorazowymi maseczkami, które z daleka do złudzenia przypominają wodę. To nie tylko sardoniczny komentarz dotyczący zwiększonej produkcji jednorazowych środków ochrony osobistej podczas pandemii, ale także niepokojąca przepowiednia dalszej degradacji natury przez człowieka.
„– Instalacja „Filtered" jest z kolei XXI-wieczną wersją gabinetu osobliwości znanego również jako Wunderkammer. Gabinetami osobliwości były popularne historyczne ekspozycje rzadkich przedmiotów pochodzenia naturalnego, takich jak rzadkie kamienie, muszle, zwierzęta, korale czy drobne przedmioty artystyczne. U Krzymowskiego egzotyczne ptasie pióra czy drogie strusie jaja zastępowane są symbolem współczesnego kryzysu ekologicznego: tanim, pospolitym plastikiem. Identyczne butelki wykonane z przezroczystego materiału syntetycznego prezentują swoje plastikowe wnętrzności, które są jednocześnie wspomnieniem tych, którzy nosili maski” wyjaśniła kuratorka wystawy, Marta Marsicka.
Podobne wrażenie totalnego charakteru plastikowej rzeczywistości wywołuje dystopijny dom wykonany z barwnych, zużytych maseczek. Z kolei seria rzeźb z papier-mâché wypełniona po raz kolejny środkami ochrony osobistej odwołuje się do tradycji surrealistycznej.
„– Niesamowite istoty unoszą się w przestrzeni, a ich smukłe ciała są dziwnie ludzkie lub zwierzęce. Postacie przywołują wspomnienia tajemniczych stworzeń z obrazów takich artystów jak Yves Tanguy lub Joan Miro. W tej serii umiejętność balansowania między komedią, kolorystyką i wciągającą wizualnością dzieła a tragedią sensu jest prawdziwie charakterystyczna dla Krzymowskiego” powiedziała Marsicka.
Piotr Krzymowski / fot. Jakub Koziel
Pokolenie (z) plastiku
Opatrzony tytułem „Handover" odlew dłoni artysty trzymającej plastikową torbę, wewnątrz której znajduje się ziemski glob z lat sześćdziesiątych to ponure szyderstwo z poglądu, że niechcianych, wadliwych przedmiotów można się po prostu pozbyć. Albo przynajmniej oddać je w dobre ręce – tak też się stanie, gdy zanieczyszczoną planetę podamy dalej następnemu pokoleniu.
Choć na „Major Incident" trudno spojrzeć bez poczucia wstydu i niewygody, artysta nie chce, by publiczność postrzegała wystawę wyłącznie przez pryzmat moralizatorstwa.
„– Nie myślę o sobie w kategoriach misjonarza. Sztuka nie powinna być nigdy dydaktyczna, staje się przez to płaska i nudna, jak dla mnie jednowymiarowa. Pandemia była dla mnie chwilową przerwą od natłoku wystaw i tworzenia. Dała mi potrzebny czas na to, aby odetchnąć i spojrzeć na to, co robię z nowego punktu widzenia. Myślę, ze artyści powinni reagować na absurdy w każdej dziedzinie życia. Być może wtedy mielibyśmy ich znacznie mniej” stwierdził Krzymowski.
Wystawa „Major Incident" Piotra Krzymowskiego w londyńskiej galerii PROJECT Thirteen potrwa od 18 maja do 6 czerwca.
/tekst: Aleksandra Adamiak/