Wszystkiemu winne są krowy. Z uwagi na globalne ocieplenie Nowa Zelandia chce wymusić na hodowcach dziwaczny podatek.
W Nowej Zelandii rząd planuje opodatkować rolników za bekanie krów i owiec. Odchody te zawierają wysoką koncentrację metanu, co czyni je jednym z największych źródeł gazów cieplarnianych w kraju - informuje Reuters. Innowacja ta ma zostać zatwierdzona w grudniu tego roku i wejdzie w życie od 2025. Gdy do tego dojdzie, Nowa Zelandia stanie się pierwszym krajem na świecie, który nałoży podatki na emisje związane z produkcją zwierzęcą.
Co jest nie tak z bekaniem?
Proces powstawania gazów cieplarnianych jest produktem ubocznym procesów trawiennych u krów. Każde zwierzę codziennie uwalnia do atmosfery 400-500 litrów metanu, a także beka i wydziela gazy. Metan żyje w atmosferze krócej niż dwutlenek węgla, ale jest 30 razy bardziej wydajny w zatrzymywaniu ciepła – dlatego może być bardziej niebezpieczny.
Opłata, zgodnie z założeniami władz, miałaby zachęcać rolników do stosowania specjalnych dodatków paszowych i zaangażować do prowadzenia gospodarki leśnej. Nadal jednak trwają prace nad systemem, według którego będą szacowane emisje gazów. Rząd planuje zainwestować zebrane pieniądze w badania i usługi doradcze w celu zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych w rolnictwie.
Dlaczego akurat Nowa Zelandia?
Nowa Zelandia liczy pięć milionów mieszkańców. Posiada również około 10 milionów krów i 26 milionów owiec. Zwierzęta te wytwarzają prawie połowę krajowej emisji gazów cieplarnianych. Dlatego w przypadku Nowej Zelandii, ważne jest zwrócenie uwagi na ten problem.
tekst: Yelizaveta Kara


