Gdyby Sisi żyła w czasach rozkwitu mediów, regularnie trafiałaby na nagłówki portali plotkarskich. Młoda księżniczka, Elżbieta Bawarska, pochodziła z bocznej, niekoronowanej linii Wittelsbachów z Palatynatu i można powiedzieć, że zupełnym przypadkiem trafiła na cesarski dwór. Pojawiła się na nim w towarzystwie matki oraz starszej siostry, Heleny, która miała poślubić cesarza Austrii, Franciszka Józefa I. Ten jednak zakochał się w 15-letniej wówczas Elżbiecie, którą postanowił pojąć za żonę. Matka władcy, arcyksiężna Zofia, uznała, że obojętne, którą córkę poślubi jej syn, i przystała na zmianę. To stało się początkiem koszmaru Sisi, która nie była przyzwyczajona do sztywnej – najsztywniejszej w całej Europie – etykiety. Dziewczyna stale ścierała się z teściową i nie potrafiła dostosować się do standardów panujących na cesarskim dworze.
Księżniczkę Sisi powszechnie postrzega się jako najpiękniejszą kobietę na świecie. Cesarzowa miała długie kasztanowe włosy, o które sumiennie dbała, głodziła się, by utrzymać odpowiednią sylwetkę i nie przekroczyć 45 centymetrów w obwodzie talii (jednocześnie nie stroniła od fiołków w czekoladzie, co każe przypuszczać, że cierpiała na bulimię). Oprócz tego doskonale jeździła konno, niczym prawdziwa amazonka swoich czasów nigdy nie cofała się przed niebezpieczeństwem, co zresztą doprowadziło do poważnego wypadku w 1875 roku. Stale stawiała sobie wyzwania, próbowała przekraczać granice wyznaczone przez zwykłe, ludzkie aspekty. Nie potrafiła też pogodzić się z przemijającym czasem, niemal obsesyjnie starała się zachować młodość, eksperymentowała z narkotykami, by zagłuszyć własne demony i poczuć namiastkę wytęsknionej wolności od sztywnych ram systemu. Jednocześnie za sprawą zadziorności oraz dowcipu została ulubienicą osobistości na europejskich dworach, w dodatku piastowała urząd cesarzowej Austrii przez 44 lata – najdłużej w historii tego państwa.
Vicky Krieps w filmie „W gorsecie”, mat. prasowe M2 Films
„W gorsecie” Marie Kreutzer w kinach od 10 marca.