Pierwsza celebrytka, księżniczka Sisi, bohaterką filmu „W gorsecie” z rewelacyjną Vicky Krieps

Autor: Karolina Bordo
08-03-20233 min czytania
Pierwsza celebrytka, księżniczka Sisi, bohaterką filmu „W gorsecie” z rewelacyjną Vicky Krieps
Vicky Krieps w filmie „W gorsecie”, mat. prasowe M2 Films
Kino widziało już ekranizacje życia słynnej austriackiej księżniczki Sisi – jedną z najbardziej pamiętnych ról jest ta w wykonaniu zachwycającej Romy Schneider. Powstały również bardziej współczesne formy, takie jak serial „Cesarzowa Sisi” na Netfliksie. Najnowszą propozycją jest „W gorsecie” w reżyserii Marie Kreutzer i kradnącą show Vicky Krieps („Nić widmo”). O co chodzi z pierwszą celebrytką, którą była Elżbieta Bawarska?

Księżniczka z pierwszych stron gazet

Gdyby Sisi żyła w czasach rozkwitu mediów, regularnie trafiałaby na nagłówki portali plotkarskich. Młoda księżniczka, Elżbieta Bawarska, pochodziła z bocznej, niekoronowanej linii Wittelsbachów z Palatynatu i można powiedzieć, że zupełnym przypadkiem trafiła na cesarski dwór. Pojawiła się na nim w towarzystwie matki oraz starszej siostry, Heleny, która miała poślubić cesarza Austrii, Franciszka Józefa I. Ten jednak zakochał się w 15-letniej wówczas Elżbiecie, którą postanowił pojąć za żonę. Matka władcy, arcyksiężna Zofia, uznała, że obojętne, którą córkę poślubi jej syn, i przystała na zmianę. To stało się początkiem koszmaru Sisi, która nie była przyzwyczajona do sztywnej – najsztywniejszej w całej Europie – etykiety. Dziewczyna stale ścierała się z teściową i nie potrafiła dostosować się do standardów panujących na cesarskim dworze.
Księżniczkę Sisi powszechnie postrzega się jako najpiękniejszą kobietę na świecie. Cesarzowa miała długie kasztanowe włosy, o które sumiennie dbała, głodziła się, by utrzymać odpowiednią sylwetkę i nie przekroczyć 45 centymetrów w obwodzie talii (jednocześnie nie stroniła od fiołków w czekoladzie, co każe przypuszczać, że cierpiała na bulimię). Oprócz tego doskonale jeździła konno, niczym prawdziwa amazonka swoich czasów nigdy nie cofała się przed niebezpieczeństwem, co zresztą doprowadziło do poważnego wypadku w 1875 roku. Stale stawiała sobie wyzwania, próbowała przekraczać granice wyznaczone przez zwykłe, ludzkie aspekty. Nie potrafiła też pogodzić się z przemijającym czasem, niemal obsesyjnie starała się zachować młodość, eksperymentowała z narkotykami, by zagłuszyć własne demony i poczuć namiastkę wytęsknionej wolności od sztywnych ram systemu. Jednocześnie za sprawą zadziorności oraz dowcipu została ulubienicą osobistości na europejskich dworach, w dodatku piastowała urząd cesarzowej Austrii przez 44 lata – najdłużej w historii tego państwa.
Vicky Krieps w filmie „W gorsecie”, mat. prasowe M2 Films

„W gorsecie”

W tytułowym gorsecie Sisi na ekranach kin obserwujemy teraz Vicky Krieps, od której nie sposób oderwać oczu. Laureatka nagrody dla Najlepszej aktorki w Przeglądzie Un Certain Regard na festiwalu w Cannes zwróciła na siebie uwagę mas w 2017 roku za sprawą zjawiskowej roli w „Nici widmo” Paula Thomasa Andersona u boku Daniela Day-Lewisa. Popis we „W gorsecie” jedynie cementuje dostrzeżony wówczas ogromny potencjał aktorki. Trudno przejść obok niej obojętnie, jest hipnotyzująca. Na uwagę zasługują także przewrotne zabiegi w filmie – nowoczesna muzyka czy obecność obiektów, które w okresie życia Sisi nawet nie istniały. Podobne środki widzieliśmy wcześniej u Sofii Coppoli w „Marii Antoninie”, jednak Marie Kreutzer postanowiła nieco roznegliżować cesarski przepych, co działa in plus dla efektu. Pod względem wizualnym „W gorsecie” jest romantyczne i zarazem surowe. Dodajmy do tego pełną uroku końcową scenę tańca w kontrze do posągowej kreacji oglądanej przez blisko dwie godziny, a wyjdziemy z kina miło otuleni.
„W gorsecie” Marie Kreutzer w kinach od 10 marca.
FacebookInstagramTikTokX