Wedle szacunków sztuka, którą do tej pory stworzyła Ai-Da, warta jest już ponad milion dolarów. I choć konstruowano już przedtem niehumanoidalne roboty-artystów (by wymienić tylko Liu Xiaodong czy Sougwen Chung), to właśnie aparycja Ai-Dy jest przełomowa. Jej forma zaprojektowana została przez te same firmy robotyczne, które odpowiadały za wygląd robotów w serialu Westworld produkcji HBO i ma być „angażujący”. To syntetyczne piękno sprawia, że Ai-Da mogłaby być dawno zaginioną siostrą Kardashian. Ale z drugiej strony nazywa się na cześć Ady Lovelace, pierwszej programistki komputerowej. Stojący za jej sukcesem galerzysta Aidan Meller w rozmowie z artnet news wyjaśnia, że to bardzo ważne, że Ai-Da jest kobietą.
„To o co nam dziś chodzi, to żeby głos wszystkich został usłyszany. Szczególnie, że to nie jest tradycyjne podejście w świecie sztuki. Kobiecy głos jest potrzebny bardziej, niż kiedykolwiek. To ekscytujące i jesteśmy z tego dumni.” – wyjaśnia Meller. Co ma wspólnego seksowna artystka-robot z reprezentacją kobiet w świecie sztuki? Nie do końca wiadomo.
Oczywiście, gdyby to sztuczna inteligencja tworzyła z własnej nieprzymuszonej woli, byłoby to zarówno fascynujące, jak i przerażające osiągnięcie. Jednak i tutaj należy zachować pewien sceptycyzm – Ai-Da jest przecież jedynie manifestacją woli swojego twórcy i wspólnym wysiłkiem kilku artystów. Sama rysuje z patrzenia – kamery w jej oczach przesyłają obraz do jej zautomatyzowanej ręki, która tworzy podobne do gwiezdnych konstelacji rysunki. Te są z kolei albo prezentowane jako gotowe dzieło, albo skanowane w celu wykonania rzeźby lub obrazu. Jej rzeźby są renderowane przez nieznanego artystę ze Szwecji, drukowane za pomocą drukarki 3D, a potem odlewane w brązie. Jej obrazy natomiast tworzone przez malarkę Suzie Emery.
To chyba tyle, jeśli chodzi walkę w sprawie reprezentacji artystek w świecie sztuki. Mogłoby się wydawać, że wtłaczanie maszyny o kobiecym wyglądzie w tak służalczą rolę nie zostanie dobrze odebrane w społeczeństwie, ale najwyraźniej warto podjąć to ryzyko. Bo też który galerzysta nie chciałby być w posiadaniu artystki, której nie trzeba płacić, i która powie tylko to, co jej każesz, a przy tym wytworzy potencjalnie nieskończoną ilość dochodowych dzieł sztuki?
To idealny moment na taką sfeminizowaną maszynkę do robienia pieniędzy, bo rynek wydaje się najwyraźniej nie do końca dobrze poinformowany, co tak na prawdę możemy obecnie osiągnąć w pracy ze sztuczną inteligencją. Gwoli ścisłości: nie posiadamy jeszcze umiejętności wpajania uczuć i twórczych impulsów nawet najdoskonalszym maszynom. Mimo to, w listopadzie 2018 roku prace Ai-Dy sprzedały się znakomicie, a organizujący aukcję dom Christie’s zarobił na tym krocie reklamując się jako „pierwszy dom aukcyjny, który oferuje sztukę tworzoną przez algorytm”.
Aidan Meller opowiada o Ai-Dzie.