Irlandzki artysta Philip Gerald zafascynowany jest tandetną, cyfrową estetyką. Postanowił ją połączyć z tradycyjną sztuką. Maluje na płótnie autorskie wersje klasycznych obrazów mistrzów. Jego dzieła wyglądają tak jakby tworzyła je nie ręka profesjonalisty, a domorosłego grafika, który eksperymentuje w Paincie lub Photoshopie. To bunt przeciwko sztuce wysokiej za pomocą jej ikonografii, pomieszanej z popkulturą i skatologicznymi motywami.
Interpretacje takich arcydzieł jak "Mona Lisa" czy "Portretu artysty" Davida Hockneya w wykonaniu Geralda odznaczają się pstrokatymi kolorami, wulgarnymi dodatkami i infantylnością, ale nie można im odmówić uroku. Dowodem jest rosnąca popularność profilu instagramowego artysty, gdzie prezentuje swoje prace.
Gerald przez kilka lat studiował rzeźbę na National College of Art and Design w Dublinie, ale studia porzucił na trzecim roku. Ze sztuką jednak się nie rozstał, postawił jednak na programowo zgrzebne malarstwo.
Pracę na dziełem zaczyna od opracowania cyfrowej wersji klasycznego obrazu w Photoshopie. Następnie po odpowiedniej obróbce graficznej przenosi go na płótno. Robi to celowo nieporadnie, czasem lewą ręką, by oddalić się od cyfrowego pierwowzoru. Stawia na intuicję, przypadkowość i absurd, co zbliża go do metod działań dadaistów.
Swoje prace prezentuje na profilu instagramowym @philip_geraldo:
instagram.com/philip_geraldo


