Jej diagnoza trafia w sedno współczesnej wrażliwości – narratorzy znaleźli się w osobliwym impasie, gdzie jedynie relacje seksualne między najbliższymi krewnymi zachowały moc kulturowego wstrząsu.
Ostatni bastion nieprzyzwoitości
Kazirodztwo w popkulturze funkcjonuje od dawna, jednak w ostatnim czasie motywów tych w serialowych i filmowych produkcjach jest coraz więcej. Kiedy Oona Chaplin, aktorka znana z „Gry o Tron" i „Taboo”, mówi: „Seks stał się czymś publicznym, niewiele rzeczy pozostało tabu", dotyka problemu. Twórcy desperacko poszukują czegokolwiek, co mogłoby jeszcze poruszyć odrętwiałą publiczność.
Chaplin, która sama wcieliła się w Zilphę, zamężną przyrodnią siostrę Toma Hardy'ego w „Taboo”, stawia sprawę jasno:
„Gdzie teraz leży tabu? Myślę, że w kazirodztwie. Dopóki nie uznamy za normalne, że bracia i siostry mogą się p*****ć, pozostanie to jedynym interesującym aspektem ekranowego seksu”.
Jej prowokacyjna wypowiedź brzmi jak echo nieświadomej kulturowej diagnozy – w epoce wszechobecnej pornografii, gdy algorytmy serwują nam coraz bardziej wyrafinowane perwersje, jedynie seksualne relacje między rodzeństwem czy rodzicami i dziećmi zachowały aurę nieprzyzwoitości godną potępienia.
Od Sofoklesa do Schwarzeneggera
Narracyjne zainteresowanie kazirodztwem nie jest nowością – od króla Edypa, przez biblijne opowieści, po współczesną literaturę. Jednak to, co niegdyś ukrywano w metaforach i niedopowiedzeniach, dziś prezentowane jest z precyzją.
W „Marzycielach” Bertolucciego z 2003 roku w centrum fabuły znajduje się bardzo bliska, intymna relacja między bliźniakami – Isabelle (Eva Green) i Theo (Louis Garrel). Bertolucci przedstawia ich związek jako przekraczający konwencjonalne granice rodzinne. Rodzeństwo dzieli ze sobą niezwykłą bliskość fizyczną, śpi razem nago, kąpie się razem i wydaje się nie mieć typowych dla rodzeństwa barier intymności. Ich relacja przedstawiona jest jako część szerszej kontestacji społecznych norm i konwencji, charakterystycznej dla paryskiego klimatu rewolucji studenckiej 1968 roku. Kazirodczy podtekst związku bliźniaków staje się metaforą zamknięcia w hermetycznym świecie własnych fantazji i niemożności prawdziwego otwarcia się na zewnętrzną rzeczywistość.
„Gra o Tron” i jej prequel „Ród Smoka” uczyniły z kazirodztwa niemal swój znak rozpoznawczy. Dynastia Targaryenów funkcjonuje w permanentnym stanie małżeństw między krewnymi, a relacja Jaimego i Cersei Lannisterów stanowiła jeden z kluczowych wątków oryginalnej serii. Matt Smith jako Daemon Targaryen śni erotyczne sny o własnej matce, by później poślubić swoją znacznie młodszą siostrzenicę Rhaenyrę.
W tym kontekście kazirodcze niemal relacje z seriali dla nastolatków z pierwszej dekady XXI wieku – jak Dan i Serena z „Plotkary”, Cher i Josh z „Clueless” czy Betty i Jughead z „Riverdale” – wydają się niewinną zabawą w porównaniu z tym, co oferują współczesne produkcje streamingowe.
Freudowskie echo współczesności
Trudno pisać o kazirodztwie w kulturze bez przywołania Zygmunta Freuda, którego kompleks Edypa – nieświadome pożądanie rodzica płci przeciwnej i rywalizacja z rodzicem tej samej płci – stanowi jeden z fundamentów psychoanalizy. Freud przekonywał, że tabu kazirodztwa nie jest wyłącznie kulturową konwencją, ale uniwersalnym mechanizmem psychologicznym niezbędnym dla rozwoju cywilizacji. W „Totemie i tabu” (1913) argumentował, że zakaz kazirodztwa stanowi pierwotny fundament społeczeństwa – konieczne wyrzeczenie, które umożliwia sublimację popędów w kulturę.
Paradoksalnie, współczesne seriale telewizyjne, eksploatując kazirodcze narracje, odwracają freudowski porządek. Zamiast sublimować niewyrażalne pragnienia w kulturę, kultura sama staje się przestrzenią ich ekspresji. Nowa adaptacja „Szkolnych zabaw” dla Amazon Prime to przypadek szczególnie wymowny. Oryginalna wersja z lat 90. flirtowała z kazirodztwem, nowa seria wielokrotnie zwiększa dawkę – w ciągu pierwszych dziesięciu minut Sebastian pieści ramię swojej przyrodniej siostry na imprezie, później nagrywa swoje stosunki z innymi kobietami, by Kathryn mogła je oglądać. Finał sezonu wieńczy scena, w której bohater sypia z macochą – dosłowna realizacja edypalnego scenariusza, który według Freuda powinien pozostać w sferze nieświadomości.
Ryan Murphy w serialu „Potwory: Historia Lyle'a i Erika Menendezów” poszedł jeszcze dalej, sugerując romantyczną relację między braćmi, którzy zamordowali swoich rodziców. Wobec oskarżeń o zmyślanie faktów Murphy bronił się, powołując na teorie dziennikarza Dominicka Dunne'a, który pisał o takich spekulacjach podczas procesu braci Menendez.
Ta obrona brzmi jak przewrotna realizacja hiperrealności – twórca legitymizuje fikcyjną narrację, powołując się na spekulacje dziennikarza, który sam mógł kierować się chęcią sensacji. Koło przenoszenia fikcji zamyka się, tworząc symulację prawdy, która ma jedynie szokować.
Ostatnie tabu do złamania
Czy istnieje granica, której seriale streamingowe nie przekroczą? Historia kulturowych tabu sugeruje, że ich funkcją nie jest trwanie, lecz transgresja – powolne, stopniowe przesuwanie granic akceptowalności. Widzowie „White Lotus”, którzy na X reagowali „FEEEE” i „obrzydliwe” na sceny między Lochlanem a Saxonem, nieświadomie uczestniczą w tym samym rytuale kulturowym, co ich przodkowie reagujący oburzeniem na pierwsze pocałunki w kinie czy homoseksualne wątki w telewizji lat 90.
Tyle że tym razem stawka wydaje się wyższa – nie idzie już o złamanie konwencji dla samego jej złamania, lecz o desperackie poszukiwanie czegokolwiek, co mogłoby poruszyć widzów przesyconych bodźcami.
Freud zapewne interpretowałby tę obsesję jako powrót wypartego – im silniej społeczeństwo wypiera pewne pragnienia do nieświadomości zbiorowej, tym gwałtowniej one powracają w formie kulturowych artefaktów. Seriale prezentujące kazirodztwo funkcjonują więc jako swoisty „sen na jawie” kultury masowej – sen, który według Freuda zawsze wyraża spełnienie pragnienia, tyle że w zamaskowanej formie. Tą formą jest właśnie fabuła serialowa, która pozwala widzom doświadczyć zakazanego pragnienia bez konfrontacji z własną odpowiedzialnością za nie.
W tym kontekście pytanie nie brzmi „czy”, ale „kiedy” kazirodztwo przestanie szokować, i co wtedy stanie się ostatnim tabu wartym złamania. Być może jednak najciekawszym pytaniem nie jest to, co jeszcze pozostało do przekroczenia, ale dlaczego tak desperacko poszukujemy nowych granic do naruszenia – i co to mówi o nas jako widzach i ludziach.