„Ostatnia Wieczerza”, ostatni Judasz i pierwsze zrządzenie popu [FELIETON]

07-04-20236 min czytania
„Ostatnia Wieczerza”, ostatni Judasz i pierwsze zrządzenie popu [FELIETON]
fot. YT Lady Gaga
Wyszedłem dzisiaj po kawę do mojej ulubionej pobliskiej kawiarni, zresztą jak co piątek. Mówią, że rutyna dobrze działa na umysł, a raczej jego spokój, czego nigdy nie brałem szczególnie do siebie. Zawsze przechodzę tę samą przecznicę w piżamie, zdarzyło mi się nawet raz zamówić latte w szlafroku, ale dzisiaj nie chciałem, żeby mi zmókł. Wstąpiłem do kiosku, złapałem kilka gazet i już miałem wracać, kiedy zobaczyłem pana sprzedającego pocztówki.
Każda z nich reprezentowała komiksową wersję „Ostatniej Wieczerzy”, co uznałem za znak od losu. Czułem, że wpasowałem się w tę kreskówkową sytuację, bo w końcu jest zimny poranek, a ja paraduję w cienkim kremowym prochowcu z kawą w ręku i gazetami pod pachą. Pan Kamil, bo tak się nazywał, miał na sobie skórzaną kurtkę z pozłacanym obszyciem, prążkowaną stójką i efektowną przędzą, niby „Versace Jeans Couture”, więc przykuł moją uwagę. Kupiłem trzy wyjątkowo drogie pocztówki i nie, to wcale nie jest tak, że zapytałem o imię, żeby trochę mi upuścił. Finalnie nie zszedł z ceny, ale może ktoś ucieszy się z takiego prezentu. I to nie byle jakiego — kolejny raz widzę, jak sztuka figlarnie romansuje z kulturą masową. To było po prostu zrządzenie popu.
Leonardo da Vinci stworzył coś, czego tak naprawdę nie chciał, albo udawał, że chce. Bo niby jak wyglądałaby dzisiaj jego reakcja, gdyby był świadkiem internetowych reinkarnacji jego symetrycznej, centralnej kompozycji. Temperowe farby wymieszał z olejnymi, po czym nakładał je na zagruntowaną ścianę. „Forma nie zbawi świata” — pisze ostrożnie w „Tangu” Stanisław Mrożek. I może faktycznie idea stoi ponad dziełem, lecz, jak na co dzień udowadniają nam skrawki utworów na TikToku, sam zamysł potrafi nieświadomie ewoluować. A przecież wyobrażenia puszczone wolno mają tyle do siebie, co Valerie Bertinelli w roli Barbary Cooper z „One Day of A Time” — wiele. Telewizja ma w istocie sporo do powiedzenia. Nawiązania do „Ostatniej Wieczerzy” uznano za poprawne dzięki animowanym produkcjom i, jak się okazało, wierni wzburzeni tym faktem finalnie machnęli ręką. Kyle w trzynastym sezonie amerykańskiego „South Parku” wcielił się w rolę zbawiciela, a cały odcinek „Margaritaville” nazwano świątecznym dodatkiem.
„Simpsonowie” odwzorowali scenę z „Ostatniej Wieczerzy” w „Thank God it’s Doomsday”, a jakby tego było mało, zrobili to w „Tawernie Moe”, czyli miejscu, gdzie każdy zna twoje imię. Ron English, artysta współczesny, zafascynowany kulturą masową, sztuką uliczną i reklamą stworzył swoją wersję malowidła, wykorzystując tym samym ikony popkultury. Dlatego nie dziwić powinno, że zapożyczenia będą częstsze i coraz śmielsze. Gdy zobaczyłem plakat promujący jeden z sezonów „Dr House’a”, a na nim tytułowego bohatera, który w medycznym anturażu odtwarza kultową scenę, nawet się nie zdziwiłem. To właśnie dzisiaj chwalimy to, co ikoniczne, co w jakiś sposób pozwala odblokować społeczeństwo.
W muzyce ta blokada już dawno puściła. Wykorzystanie ikonografii, religijnych symboli i nawiązań w popie nie jest przecież niczym nowym. Badanie teledysków stacji MTV z 1995 roku wykazało, że 38 procent z nich zawierało konotacje duchowe. „Like A Prayer” Madonny z 1989 pokazało nam, jak może wyglądać nieszablonowy pop. Klip do utworu nawiązuje do katolickiego wychowania artystki, ale robi to za pomocą płonących krzyżów. Watykan wezwał do bojkotu jej muzyki, jednak nie był w stanie powstrzymać postępu i siły liryki. Kanye West, jeszcze przed widoczną odklejką, dość zgrabnie podejmował temat wiary w swoich kawałkach, zresztą Lil Nas X również sobie w „MONTERO” zbytnio nie szczędził.

When all is said and done

Ariana Grande w trakcie gali MTV Video Music Awards w 2018 roku zaprezentowała pierwszy telewizyjny wykon utworu „God is a woman” — drugiego singla z jej czwartego studyjnego albumu „Sweetener”, wydanego zaledwie trzy dni przed rozdaniem nagród. Scena fresku, który znajduje się w refektarzu klasztoru dominikanów przy kościele Santa Maria delle Grazie w Mediolanie, została scenicznie przedstawiona w sfeminizowanej formule. Grande w towarzystwie niemal pięćdziesięciu kobiet zaserwowała choreografię obfitującą w elementy umacniające kobiecą seksualność i wspólnotę. Nie zabrakło długiego stołu, mistycyzmu i dobrze nam znanej otoczki ostatniego posiłku. Brian Nicholson oraz Scott, jego brat bliźniak, to przyjaciele Ariany, a jednocześnie choreografowie odpowiedzialni za majestatyczne ruchy tancerek, których detale kostiumów perfekcyjnie wpasowały się w kontekst pokazu. Zjawiskowe kobiety o różnych odcieniach skóry i sylwetkach ciała miały na sobie jedwabne, kolorowe kreacje, zwiewne chusty, szarfy i sensualne body.
Idealnie skomponowały się z gwiazdą występu — Grande założyła potężny, pozłacany top, zachowaną w podobnej koncepcji spódniczkę oraz świetliste kozaki sięgające do uda. Pod koniec występu na scenę wyszła jej mama, babcia i ciocia. Gdy pierwszy raz zobaczyłem ten performance, od razu zwróciłem uwagę na inspirowane kosmosem wizualizacje, które solidnie udoskonalają przedstawiony motyw bóstwa. Artystka już w teledysku do piosenki „God is a woman” zdradziła idee swoich inspiracji. Reżyser Dave Meyers pomógł wykreować kobiecą wersję „Stworzenia Adama” autorstwa Michała Anioła czy przykładowo rzeźby „Wilczycy kapitolińskiej”, stanowiącej symbol stolicy starożytnego imperium rzymskiego.

I'm just a Holy Fool

Syn Szymona Iskarioty, ewangeliczny Judasz, stał się powszechnym symbolem zdrady, wiarołomstwa i nieposłuszeństwa. Zdarza się jednak, że niektórzy katolicy interpretują jego działania jako konieczne w planie zbawienia, bo bez zaprzedania nie doszłoby do punktu zwrotnego. Motyw biblijnego malwersanta to częsty temat wielu dzieł literackich jak i muzycznych. Skorzystała z niego również Lady Gaga, która w klipie do piosenki „Judas”, pochodzącej z jej trzeciego albumu, wcieliła się w postać Marii Magdaleny. W wywiadzie z Elvisem Duranem wokalistka przyznała, że drugi oficjalny singiel z płyty „Born This Way” opowiada historię ciągłego zakochiwania się w niewłaściwych mężczyznach. Posługując się postacią Judasza, nazwała ich krzywoprzysięzcami. Teledysk wyreżyserowany przez Gagę i Laurieann Gibson traktuje o uczuciowym rozdarciu bohaterki pomiędzy Jezusem, przywódcą gangu motocyklowego, a atrakcyjnym Judaszem.
Wokalistka prezentuje w swojej adaptacji wiele biblijnych elementów. Wizualizacja obfituje w masę apokryfowych scen i wysokobudżetowych, pradawnych kostiumów, które dosadnie odwzorowują prowokacyjną stylistykę Gagi. W jednym z kadrów przedstawiono postać Marii Magdaleny, dostojnie czyszczącą stopy uduchowionego Zbawiciela i zepsutego Judasza. Kobieta należąca do kręgu uczniów prawdopodobnie dostała zadanie zgładzenia fałszywca. Zamiast użycia broni w tradycyjny sposób, ta pomalowała usta Judasza krwistą szminką, utkwioną w lufie pistoletu. Gdy zrozumiała, że obnażyła swoje prawdziwe uczucia, zapłakana padła na ziemię. Gaga uklękła przed kochankiem, próbowała mu coś wytłumaczyć, ale ten surowo milczał i położył swoją rękę na jej głowie. Po tym, gdy Judasz oddał słynny, nieszczery pocałunek w policzek Jezusa, tym samym skazując go na śmierć, Maria Magdalena ponownie upadła na ziemię.
Teledysk kończy się ukamieniowaniem Gagi ubranej w bufiastą suknię ślubną. Wokalistka wiedziała, że zostanie publicznie zbesztana po opublikowaniu klipu, dlatego postanowiła, że ukamieniuje siebie samą jeszcze przed tym, kiedy zrobi to społeczeństwo. Artystka przyznała również, że ten metaforyczny zabieg jest oddaniem pamięci Marii Magdalenie, która nie została uznana za apostoła w kościelnej instytucji. Ale w sumie po co by jej to było? I tak na koniec dnia skończyłaby na komiksowych pocztówkach pana Kamila.
tekst: Bartłomiej Warowny
FacebookInstagramTikTokX