Ostatni tytuł reżysera „Ojca chrzestnego”. Sto milionów dolarów, dystopia, Driver, Plaza, Zendaya i LaBeouf

06-02-20233 min czytania
Ostatni tytuł reżysera „Ojca chrzestnego”. Sto milionów dolarów, dystopia, Driver, Plaza, Zendaya i LaBeouf
fot. Wikipedia
Podobnie jak James Cameron wymarzył sobie pięcioczęściowego „Avatara”, Francis Ford Coppola przez ponad dwadzieścia lat szlifował wizję, która ma być zwieńczeniem jego już imponującego dorobku. Ikona kina nie tylko wyreżyseruje, ale i sfinansuje przedsięwzięcie z własnej kieszeni. Jeśli powstanie, warta na dzień dzisiejszy 100 milionów dolarów produkcja, stanie się jedną z najważniejszych w tym dziesięcioleciu.

Creme de la creme

Imponującemu budżetowi dorównuje obsada z Adamem Driverem, Aubrey Plazą, Forestem Whitakerem, Laurencem Fishburnem, Zendayą, Nathalie Emmanuel, Giancarlo Esposito, by wymienić tylko kilku. Scenariusz jest na razie przedmiotem domysłów, ale wiadomo już, że w dystopijnym Nowym Jorku, który będzie tłem wydarzeń, ujrzymy wielką politykę, ambicję, tragizm postaci wybierających między miłością a geniuszem, tradycją i wiernością. Ponadto z emerytury wyrwany zostanie John Williams, odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową do dzieł Spielberga.

Czarne chmury już na starcie

Choć nazwisko jednego z największych twórców wszech czasów na pewno przyciągnie wielu fanów do sal kinowych, projekt już na 3 lata przed premierą napotyka przeszkody. Według doniesień Hollywood Reporter, ze współpracy zrezygnowali główny dekorator, dyrektor artystyczny oraz specjaliści od efektów specjalnych, co zmusiło do podjęcia decyzji o rezygnacji z technologii LED, pierwotnie przewidzianej do stworzenia scen futurystycznych. Imponujące zdjęcia kręcone są z opóźnieniem, jednak Coppola, który aby wypełnić luki w budżecie sprzedał kilka swoich winnic uspokaja, że „kalendarz jest dla niego najważniejszy”.

Shia

Gdy wyciekły zdjęcia aktora w charakteryzacji przypominającej greckie bóstwo, Internet zawrzał. Wielu kinomanów zapowiedziało, że ze względu na obecność LaBeoufa na ekranie, zbojkotują produkcję. 36-letni Amerykanin, odkąd w 2020 roku była partnerka FKA Twigs oskarżyła go o psychiczną i fizyczną przemoc, stracił rolę w „Nie martw się, kochanie” Olivii Wilde oraz możliwość promowania „Cząstek kobiety” u boku Vanessy Kirby. Choć w wywiadach twierdzi, że „dostrzega swoje błędy”, najwyraźniej nie zamierza wziąć za nie takiej odpowiedzialności, jakiej wszyscy oczekują. W swoich nadchodzących rolach, w tym w filmie „Padre Pio”, historii o cierpieniu, łasce i wierze, Shia upatruje odkupienia, również w oczach Hollywood. Branża, jak pokazuje historia, potrafi zapominać o krzywdach wyrządzonych przez jego podopiecznych. Czy publiczność również straci czujność?
Na pytania prasy, czy nie boi się stracić pieniędzy i renomy przez swój ostatni projekt, 83-letni reżyser odpowiada:
„Co może mi się stać? Już mam mnóstwo Oscarów, może nawet więcej, niż na to zasługuję”.
„Megalopolis” stanowi dla niego więcej niż kaprys: ma zachęcić publiczność do debaty na temat problemów, które mają największy wpływ na przyszłość ludzkości: dostępu do edukacji, zdrowia, wartościowych relacji oraz sprawiedliwości. „To sprawi, że będę się uśmiechać w grobie”. Czy wielka wizja dorówna wielkim oczekiwaniom?
tekst: Antonina Mierzejewska
FacebookInstagramTikTokX