Widać, że budżet ekranizacji przygód radzieckiego Frodo musiał być ograniczony. Produkcja przypomina bardziej spektakl teatralny dla dzieci, niż profesjonalny film. Kostiumy, dźwięki i efekty specjalne przywodzą na myśl popularne kilka lat temu w internecie filmy o „Krainie Grzybów”. Widać również, że produkcja postanowiła pobawić się z green screenem. W efekcie powstało bardzo specyficzny festiwal absurdu. Oglądając te nagrania, nie jest konieczne rozumienie aktorów. Warto zrobić to dla samej groteskowej warstwy wizualnej.