Od Tokio po Buenos Aires. Filmy, które chcemy zobaczyć na 19. Festiwalu Pięć Smaków

Autor: Agnieszka Sielańczyk
11-11-2025
Od Tokio po Buenos Aires. Filmy, które chcemy zobaczyć na 19. Festiwalu Pięć Smaków
fot. kadr z filmu „Starszy syn”
Jutro rusza 19. edycja Festiwalu Filmów Azjatyckich Pięć Smaków – przegląd, który od lat pokazuje polskiej publiczności kino z Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej w całej jego różnorodności. W programie: 50 filmów w ośmiu sekcjach, od dystopijnych wizji Japonii po intymne opowieści o migracji. Wybraliśmy osiem tytułów, które najlepiej pokazują, dokąd zmierza współczesne kino azjatyckie.
Tegoroczna edycja – która trwa od 12 do 19 listopada w warszawskich kinach Muranów, Kinoteka i Kinomuzeum, a online do końca miesiąca – przynosi 50 filmów w ośmiu różnych sekcjach. Znajdziemy tu zarówno dzieła art-house'owe przenikliwie diagnozujące kondycję współczesnych społeczeństw azjatyckich, jak i czystą rozrywkę przypominającą, dlaczego w ogóle kochamy kino.
Festiwal stoi pod znakiem młodości. W programie dominują portrety pokolenia, którego energia od dekad ma moc obalania status quo, ale też nostalgiczna podróż w przeszłość – szczególnie do japońskich lat 80., gdy Tokio śniło o technologicznej potędze, a neonowe światła rozświetlały ulice pełne undergroundowych klubów. Z kilkudziesięciu tytułów wybraliśmy osiem filmów z różnych kategorii – od konkursowego Nowe Kino Azji po sekcję Focus: Migracje. To subiektywny przewodnik po festiwalu, który powinien dać przedsmak tego, co czeka na widzów.
1/8
1. „Happyend" (reż. Neo Sora, Japonia 2024)
Sekcja: Nowe Kino Azji
Neo Sora, syn zmarłego Ryuichi Sakamoto i autor zeszłorocznego dokumentu „Opus", debiutuje w fabularnej pełnometrażówce filmem o japońskich licealistach konfrontujących się z państwem coraz bardziej autorytarnym. Akcja rozgrywa się w niedalekiej przyszłości Tokio, gdzie dwóch najlepszych przyjaciół szykuje się do ukończenia liceum, podczas gdy miasto żyje w cieniu groźby trzęsień ziemi. Pewnej nocy robią żart swojemu dyrektorowi, co prowadzi do instalacji systemu nadzoru w całej szkole.
„Happyend" równoważy ostrą satyrę społeczną z subtelnym dramatem młodzieżowym. To wyrazista i szczera opowieść wychwytująca ogromną stawkę emocjonalną młodych ludzi na progu dorosłości. Film pokazany w sekcji Orizzonti na Festiwalu w Wenecji zebrał 94% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes – i to nie przypadek. Operator Bill Kirstein buduje z obrazu coś w rodzaju symfonii: wyraziste, głęboko wyreżyserowane kadry przeplatają się z muzyką Lii Ouyang Rusli, która oscyluje między monumentalnym elektro a najdelikatniejszym pianinem.
Sora pracował nad scenariuszem siedem lat i widać to w każdym kadrze. To kino mówiące o teraźniejszości pod pretekstem opowieści o przyszłości. Dystopia, która właściwie już się dzieje.
2. „Chmura" (reż. Kiyoshi Kurosawa, Japonia 2024)
Sekcja: Asian Cinerama
Yoshii zajmuje się detaliczną flipperką internetową – cokolwiek wpadnie mu w oko na aukcjach, skupuje taniej, by sprzedać drożej, dorabiając przedmiotom sztuczną narrację o ich wyjątkowości. Pochłonięty własnym celem konstruuje małe imperium sukcesu. Problem w tym, że wokół zaczyna gęstnieć chmura tych, których po drodze oszukał – i którzy pragną zemsty.
Kiyoshi Kurosawa, mistrz japońskiego horroru psychologicznego („Cure", „Pulse"), wraca do gatunkowej formy. Jego najnowszy thriller balansuje między jakością techno-horroru „Pulse" a chłodnym lustrowaniem społecznych lęków znanym z „Cure". Film wykorzystuje społeczne wyobcowanie będące sednem analogowych arcydzieł horroru Kurosawy, przekształcając je w sterylną, ale ostatecznie wypełnioną kulami opowieść o dehumanizującej naturze cyfrowej komunikacji.
Pierwsza godzina to powolna kumulacja drobnych przestępstw, które Internet pozwala ludziom popełniać z dystansu i przy komforcie anonimowości. Potem zaczyna się prawdziwy chaos. Kapitalizm jako horror – Kurosawa zna się na tym jak nikt inny.
3. „Typhoon Club" (reż. Shinji Sōmai, Japonia 1985)
Sekcja: Japan 80s
Zwycięzca Grand Prix na pierwszym Tokijskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w 1985 roku, „Typhoon Club" jest powszechnie uznawany za arcydzieło w karierze Shinjiego Sōmaia. To dzieło surowej, elementarnej siły: śledzi grupę uczniów gimnazjum w prowincjonalnym miasteczku ogarniętych letnim marazmem podczas zbliżającego się tajfunu. Kiedy burza uderza, nastolatki znajdują się zamknięte w swojej szkole bez nadzoru.
Ustawione w dryfującym świecie nagle pozbawionym kotwicy uczniowie uwalniają swój tłumiony niepokój i kiełkujące pasje w serii pulsujących, widmowych scen – część apokalipsy, część utopii – podczas gdy potop szaleje przez całą noc. Ryusuke Hamaguchi, reżyser „Drive My Car", powiedział coś, co brzmi jak manifest: „Dla każdego, kto chce zobaczyć film mający moc zmiany i podtrzymania życia, nalegam, żebyś zobaczył filmy Sōmaia".
Film niedawno odrestaurowano w 4K, a Pięć Smaków daje polskiej publiczności rzadką szansę zobaczenia jednego z najbardziej wpływowych dzieł w historii japońskiego kina. To nie coming-of-age w amerykańskim stylu – to anty-coming-of-age, film odmawiający jakiejkolwiek nostalgii wobec młodości. Młodość tutaj nie jest piękna. Jest brutalna, nieprzewidywalna i niebezpieczna jak żywioł.
4. „Czas się ogarnąć" (reż. Sun Namkoong, Korea Południowa 2024)
Sekcja: K-Youth
„Czas się ogarnąć" to najmocniejszy dowód na to, że niskobudżetowe kino w Korei jest w świetnej formie. Trudny i ważny temat toksyczności show-biznesu jest traktowany z wielką wrażliwością przez reżyserkę Sun Namkoong. Nie interesuje jej tani sensacjonalizm. Skupiając się na kruchych postaciach, ujawnia przez co przeszły, kwestionując czy w ogóle znajdą siłę by powrócić do zdrowego życia.
Film zdobył trzy nagrody na Jeonju Film Festival, w tym Grand Prix. W czasach, gdy K-pop eksportowany jest jako lśniący produkt kulturowy na cały świat, „Czas się ogarnąć" pokazuje co dzieje się za kulisami tej machiny. Sekcja K-Youth to panorama doświadczeń młodych Koreańczyków – od lat 80., gdy mierzyli się z opresyjną rzeczywistością polityczną, po współczesne produkcje zwracające uwagę na ciemne strony świata k-popu.
Po seansie zaplanowano spotkanie z reżyserką – rzadka okazja, by porozmawiać o filmie bezpośrednio z twórczynią.
5. „Zasób ludzki" (reż. Nawapol Thamrongrattanarit, Tajlandia 2025)
Sekcja: Asian Cinerama
Fren pracuje w dziale HR dużej tajskiej korporacji, której szefostwo – niewidoczne, lecz wszechobecne – notorycznie nadużywa praw pracowników. Otrzymuje zadanie wprost z moralnego piekła: zatrudnić kogoś, kto bez uwag zgodzi się na złe traktowanie. Jednocześnie dowiaduje się, że jest w ciąży, o czym nie wie nawet jej partner, z którym łączy ją coraz bardziej dogasająca relacja.
Nawapol Thamrongrattanarit, ulubieniec pięciosmakowej publiczności znany z filmów „36" czy „Mary Is Happy, Mary Is Happy", tym razem przygotował swój najpoważniejszy projekt. Z surową elegancją rzeźbi obraz korporacyjnego labiryntu, w którym ludzkie życia są zasobem do przesunięcia i wyeksploatowania.
Tajski reżyser od lat bada, jak technologia i struktury korporacyjne wpływają na międzyludzkie relacje – ale „Zasób ludzki" idzie dalej niż jego poprzednie prace. Pokazany tylko stacjonarnie (bez wersji online), to jeden z najbardziej oczekiwanych tytułów sekcji Asian Cinerama. Każdy, kto kiedykolwiek pracował w korporacji, poczuje nieprzyjemne mrowienie.
6. „Czerwone okulary" (reż. Mamoru Oshii, Japonia 1987)
Sekcja: Japan 80s / Azjatyckie Sci-Fi
Oshii ma nawet polskie połączenie – jego cyberpunkowy film „Avalon" (2001) został nakręcony w Polsce z Małgorzatą Foremniak w głównej roli. „Czerwone okulary", pokazane na Pięciu Smakach, to jedno z jego najważniejszych dzieł, odrestaurowane dzięki crowdfundingowi.
To zapomniane dzieło Mamoru Oshiiego, dystopijna wizja przyszłości łącząca science fiction, estetykę nowej fali i elementy groteski teatralnej. Protagonista schodzi coraz głębiej w świat rządzony absurdalnymi zasadami, perwersyjnymi grami i stałym nadzorem, biorąc udział w spektaklu wprost z surrealistycznego koszmaru. Stylizowana gra aktorska, cyrkowy ton i karykaturalne przedstawienie tokijskiego krajobrazu miejskiego tworzą szczególną atmosferę – film balansuje między fantastyką komiksową a tragikomedią przesyconą szekspirowskimi cytatami.
To film sprzed „Ghost in the Shell", pokazujący Oshiiego jako artystę już w pełni ukształtowanego. Dla miłośników cyberpunku i dystopii – pozycja obowiązkowa. A dla tych, którzy pamiętają „Avalon" – dodatkowy powód, by wrócić do wczesnych prac japońskiego wizjonera.
7. „Starszy syn" (reż. Cecilia Kang, Argentyna/Francja 2025)
Sekcja: Focus: Migracje
Argentyńsko-francuski dramat portretuje migracyjną podróż koreańskiej rodziny do Argentyny w poszukiwaniu lepszego życia. Historia śledzi Lilę, młodą Koreańsko-Argentyńską dziewczynę poruszającą się po sprzecznościach swojej tożsamości. Jej ojciec Antonio przybył do Ameryki Łacińskiej 18 lat wcześniej, stawiając wszystko na obietnicę snu młodego imigranta.
Reżyserka Cecilia Kang, urodzona w Buenos Aires w rodzinie koreańskich imigrantów, tworzy coś na poły autobiograficznego. Kilka lat temu przeprowadziła wywiad z własnym ojcem i zagłębiła się w przeszłość rodziny. „Oglądaliśmy stare fotografie, identyfikowaliśmy miejsca i daty, pracując przez mgłę, z której zbudowane są wspomnienia. Fikcja zmieszana z elementami rzeczywistości" – opowiada Kang.
Film zdobył nagrodę dla najlepszego wschodzącego reżysera na Festiwalu Filmowym w Locarno w 2025 roku. W sekcji Focus: Migracje pokazuje, że doświadczenie przemieszczania się – dobrowolnego i wymuszonego – to jedno z kluczowych doświadczeń współczesnej Azji. A dla potomków imigrantów, żyjących na styku dwóch kultur, pytanie „skąd jesteś" nigdy nie będzie proste.
8. „Stardust Brothers" (reż. Macoto Tezuka, Japonia 1985)
Sekcja: Japan 80s
W 1985 roku muzyk Haruo Chicada, zainspirowany filmami „Phantom of the Paradise" i „The Rocky Horror Picture Show", stworzył koncepcyjny album „The Legend of The Stardust Brothers" jako ścieżkę dźwiękową do nieistniejącego musicalu filmowego. Wtedy pojawił się 22-letni Macoto Tezuka, syn legendarnego Osamu Tezuki, który postanowił zrobić film do już istniejących piosenek.
Rezultat? Dziko kampowy rock-and-rollowy musical z udziałem najsłynniejszych japońskich muzyków tamtego czasu. Rywalizujący undergroundowi muzycy Kan i Shingo zostają przekształceni w Stardust Brothers – przyjazny dziewczynom, ubrany w srebrne kombinezony synth-popowy fenomen.
Film został zmasakrowany przez krytyków przy premierze. Tezuka przyznał, że całkowicie stracił pewność siebie jako filmowiec. Ale oglądanie go teraz, 35 lat później, z grupą entuzjastycznych ludzi sprawiło, że poczuł odrobinę tej utraconej dumy. Dziś „Stardust Brothers" jest uznawany za kultowy klasyk – dziwny rockowy musical służący jako mikrokosmos tokijskiego środowiska popkulturowego u progu ery bańki gospodarczej. Japońska odpowiedź na „Rocky Horror Picture Show" – szalona, kolorowa, absolutnie nieprzewidywalna.
FacebookInstagramTikTokX